Tomasz Midzierski: Stracony gol nas nie podłamał

Gornik Leczna - GKS Katowice
 fot. Adam Starszyński  /  źródło: Pressfocus

- Po czerwonej kartce dla Bartłomieja Kalinkowskiego rywale po prostu uwierzyli, że mają już mecz wygrany i otworzyli się na atak. My to skrzętnie wykorzystaliśmy - powiedział po wygranym meczu w Łęcznej kapitan GKS-u Katowice.

To spotkanie długo zostanie w pamięci zawodników GieKSy. Choć do 86. minuty katowiczanie przegrywali 0:1, zdołali zdobyć trzy bramki. - Stracony gol nas nie podłamał. Cały czas próbowaliśmy realizować nasz plan i przenosić ciężar gry na skrzydła. Do 80. minuty Górnik bronił się jednak dobrze. Pozwalał nam dośrodkowywać, ale skomasował obronę w środku, zbierał zagrywane piłki i próbował groźnie kontrować - tłumaczył kapitan GKS-u, Tomasz Midzierski. To on sprokurował rzut karny, po którym łęcznianie objęli prowadzenie.

 

- Karny został podyktowany słusznie. Zdecydowało doświadczenie Pawła Sasina i mój brak decyzji. Obrońca Górnika to wykorzystał, dzióbnął piłkę i wpadł na mnie całym impetem - relacjonował obrońca ekipy z Bukowej.

 

Jakby tego było mało, w 80. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Bartłomiej Kalinkowski, czym osłabił swój zespół. - Zejście Bartka wcale nam nie pomogło, bo to przecież ważne ogniwo zespołu. Trener podpowiadał nam z ławki, by dalej konsekwentnie realizować nasz plan. Wydaje się, że po tamtej sytuacji rywale po prostu uwierzyli, że mają już mecz wygrany i otworzyli się na atak. My to skrzętnie wykorzystaliśmy - ocenił Tomasz Midzierski.

Z tej samej kategorii