Tomasz Boczek, czyli tyski operator zielonego przycisku

GKS Tychy - Sandecja Nowy Sacz
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus


Dużo ma pan do zawdzięczenia ówczesnemu dyrektorowi Nadwiślana Robertowi Szusterowi?
TOMASZ BOCZEK: - Odchodząc z BKS-u, miałem też inne opcje. Nadwiślan nie był jedyną, zastanawiałem się jeszcze nad Odrą Opole. Wybrałem Górę, bo bliżej. Trener Nocoń robił dobrą pracę. Dyscyplina na treningach – to najważniejsze. Jeśli nauczysz się dyscypliny w klubie, to przełoży się też na dom. Powiesz sobie: „A, pójdę do kina na 22”. No nie pójdziesz, bo się nie wyśpisz! Był taki zwyczaj, że po meczu musiałeś iść na basen. Trener Nocoń zbierał bilety, trzeba było je dać – albo wręcz zrobić sobie na basenie zdjęcie i potem pokazać - żeby nie dostać kary. Ja akurat lubiłem sobie czasem pojechać do Wisły. Jacuzzi, odnowa... Wiadomo, że w Górze nie było czegoś takiego. Ten basen po meczu został mi we krwi, to zasługa trenera Noconia.

Żałował pan Nadwiślana, gdy najpierw wylądował w IV lidze, a potem się z niej wycofał?
TOMASZ BOCZEK: - Najbardziej zaskoczony byłem po awansie. W trzeciej lidze, ze wszystkich ośmiu grup, byliśmy chyba najlepsza drużyną w Polsce. W drugiej lidze, jesienią, już była jedna zaległa pensja. Została potem wypłacona, ale nie do końca. To dziwiło, bo spodziewaliśmy się, że skoro wcześniej środki były na bardzo dobrym poziomie, to po awansie będzie równie stabilnie. Zaczęło jednak robić się inaczej i już wtedy pojawiła się w głowie myśl, że może coś być nie tak. Podpisałem wtedy w drugiej lidze kontrakt na dwa lata, trochę się dałem zbajerować. Teraz postąpiłbym inaczej, zostałbym na rok. Górę wspominam jednak fantastycznie. Tam się wybiłem. Pełen szacunek dla dyrektora Szustera i trenera Noconia, że w tak małej miejscowości stworzyli coś, co będzie pamiętane przez 100 lat. A może i dłużej.

Z Góry przeniósł się pan na nowoczesny stadion w Tychach. Można powiedzieć, że w wieku 25 lat stał się pan piłkarzem.
TOMASZ BOCZEK: - Przedsmak był już w Nadwiślanie, gdy jechało się na jakiś większy stadion. Mielec, Sosnowiec... Całkiem inaczej jest jednak, gdy gra się u siebie, przychodzi nieraz i 10 tysięcy ludzi i musisz wygrać. Wcześniej każdy inny wynik prócz twojej porażki był zaskoczeniem, a w Tychach każdy inny prócz wygranej jest powodem do złości. Zmiana diametralna. Teraz już nauczyłem się odcinać od trybun. Na początku różne głosy dochodziły do głowy, człowiek się przejmował. Teraz skupiam się już tylko na tym, co na boisku.

W głowie trzeba to sobie było poukładać?
TOMASZ BOCZEK: - Dla każdego coś nowego. Jak idziesz do innej pracy, to też musisz się przyzwyczaić. Ja musiałem przywyknąć do nowego stadionu, oczekiwań. To ciśnienie mi pomogło, by stać się odpowiedzialniejszym zawodnikiem. Wiem, czego chcę i do czego dążę. Nawet w wieku 26 lat jestem w stanie czegoś się nauczyć. Przy trenerze Kieresiu czy trenerze Szatałowie nauczyłem się naprawdę dużo. Kiedyś ruchy przyswajały mięśnie, teraz już odpowiada za to głowa. Pewne kwestie można sobie w niej zakodować, by były automatyzmy.

Jest teraz moda na „coaching”, psychologów sportowych...
TOMASZ BOCZEK: - Tak, ale ja nie lubię się zwierzać z problemów innym ludziom. Próbuję wychodzić z tego sam, wolę być samodzielny. Pojawiła się u nas w osoba od coachingu, ale też z tego nie korzystałem. Nie uważam jednak broń Boże, że to coś złego.

Wycisza się pan przy wędkowaniu.
TOMASZ BOCZEK: - Bardzo lubię wędkować. To odpręża. Sam siedzisz sobie na rybach, masz czas do przemyśleń. Akurat tak się zgrało, że w lipcu przyszedł do nas Kuba Świerczok. Nasze pasje zbiegły się, tyle że Kuba jest bardziej rozwinięty w niektórych wędkarskich sprawach, poducza mnie. W Czechowicach-Dziedzicach jest taki komercyjny zalew. Można fajnie połowić duże ryby. Jeździmy tam, bo blisko i przyjemnie. Razem bijemy rekordy wagi (śmiech).

Mieszka pan w Mikołowie. Kojarzy pan innych zawodników pochodzących z tego miasta, którzy występują dziś na szczeblu ekstraklasy czy I ligi?
TOMASZ BOCZEK: - Tomasz Jaworek strzelał gole dla Ruchu Chorzów, potem grał w Niemczech... Ale to już dobrych kilka lat temu. W sport w Mikołowie się nie inwestuje. Trochę mi przykro, bo to 40-tysięczne miasto. Spędziłem w trzeciej lidze 4,5 sezonu, swoje zwiedziłem i twierdzę, że w Mikołowie spokojnie mogłaby taka trzecia liga być. W mieście mamy fanklub drużyny z ekstraklasy, dlatego sądzę, że mieszkańcy na stadion by chodzili. Byliby zadowoleni, że jest niezła piłka. Niestety, ludzie w zarządach nie potrafią się dogadać. Szkoda, bo to fajne miasteczko. Trochę na uboczu, a wszędzie stąd blisko. Mieszkam tu od urodzenia. Miałem epizody, gdy wynajmowałem lokum w innych miejscach, ale zawsze mnie tu ciągnie.

Tomasz BOCZEK
urodzony: 8.01.1990 w Mikołowie
wzrost/waga: 190/85
pozycja: środkowy obrońca
kluby: AKS Mikołów, Gwarek Zabrze (2006-09), Orzeł Psary-Babienica (2010), BKS Stal Bielsko-Biała (2010-13), Nadwiślan Góra (2013-15), GKS Tychy (2015-?).
w III lidze: 117 meczów/10 goli; w II lidze: 47/10, w I lidze: 24/3

 

 

  • 2 z 2
Czy GKS Tychy utrzyma się w pierwszej lidze?
Z tej samej kategorii