Były śpiewy i zabawa, rozpoczyna się budowanie drużyny. Raków po awansie do I ligi

Czerwono-niebiescy oficjalnie zakończyli sezon. Dzień po ostatnim meczu świętowali z kibicami w centrum miasta. Wiwatom nie było końca...

Raków Częstochowa
 fot. Andrzej Zaguła  /  źródło: własne

To była feta, której Częstochowa nie widziała od dawien dawna. Piłkarze Rakowa - po wyjazdowym zwycięstwie (2:1) z Polonią Warszawa - nie tylko przypieczętowali pewny już od kilku tygodni awans do I ligi, ale zgarnęli premię ufundowaną przez właściciela i prezesa klubu Michała Świerczewskiego za wygranie całych rozgrywek.


W niedzielę zawodnicy, trenerzy i działacze paradowali odkrytym autobusem w asyście najzagorzalszych fanów przez Aleją Najświętszej Marii Panny. Metę tego przejazdu wyznaczono na Placu Biegańskiego, tuż przed ratuszem, gdzie na scenie prezentowali się m.in. najmłodsi adepci futbolu z Limanowskiego oraz zespół Shamboo. Szkoda tylko, że sympatycy Rakowa zostali mocno przemoczeni przez nieustannie padający deszcz. - Z aurą niestety nie udało nam się wygrać - podsumował wiceprezes Rakowa, Krzysztof Kołaczyk.

 

„Muniek” też się cieszy
Lider grupy Shamboo, Maciej Maślikowski, który ostatnio sporo nagrywał i koncertował ze swoim kumplem z podwórka Zygmuntem „Muńkiem” Staszczykiem, frontmanem zespołu T. Love, biegając po scenie w okolicznościowej koszulce z gitarą na ramieniu, eksplodował radością, fetując sukces ukochanego klubu. Nawoływał też do działań na rzecz utworzenia województwa częstochowskiego... Maślikowski zdradził zresztą, że na „Biegana” chciał wpaść wspomniany „Muniek”, który kiedyś śpiewał o Częstochowie: „Jesteśmy z jednego miasta. Jesteśmy z jednego ciasta. Miasta bandyckiej miłości. „Medalikarze” mówią basta. Święty szczyt”.

 

- Gdyby ta impreza była tydzień później, Zygmunt z pewnością by w niej uczestniczył. Miał już jednak zabukowane koncerty i w tym względzie naprawdę nic nie dało się zrobić. Ale jesteśmy w stałym kontakcie. „Muniek” wie, co się wydarzyło i cieszy się tak jak my - tłumaczył nam Maślikowski.

 

Świerczewski ma nosa
Dla kibiców najważniejsi rzecz jasna byli piłkarze, autorzy awansu. Były na ich cześć triumfalne okrzyki, race, mnóstwo oklasków i wiele ciepłych słów. Człowiekiem sukcesu okazał się też wspomniany Michał Świerczewski, który stworzył potęgę komputerowego giganta w naszym kraju, firmę X-Kom, a teraz osiąga świetne efekty na niwie sportowej. I coraz częściej powtarza się w środowisku słowa, że „ten gość ma niebywałego nosa to robienia czegoś z niczego”.

 

Po części oficjalnej świętowania awansu piłkarze z rodzinami i zaproszonymi gośćmi udali się już mniej oficjalne podsumowanie rozgrywek. W „Browarze CzenstochoviA” lało się to, co powinno się lać w takich wyjątkowych okolicznościach.

 

Czas urlopów i rozmów
A Maślikowski przyznał nam, że po ludzku się wzruszył. - Duszę oddaję dla tego klubu. Miałem ciarki na plecach, gdy przyszło mi na tym spotkaniu powiedzieć kilka zdań, które skierowałem do trenera Marka Papszuna i pozostałych osób. To jednak żaden problem dla takiej osoby jak ja, wychowanej - tak jak „Muniek” - na naszym Rakowie - podkreślał.

 

Od wczoraj piłkarze Rakowa przebywają na 14-dniowych urlopach. W klubie trwa jednak nieustanna praca nad budową drużyny, która stawi czoło rywalom w I lidze. - Wiemy, kogo chcemy i prowadzimy w tym względzie konkretne rozmowy. Myślę, że nie potrwają one zbyt długo - zapowiedział wiceprezes Kołaczyk.

Liczba
19 - tyle lat minęło od ostatniego sezonu Rakowa w I lidze.

Z tej samej kategorii