3,5 tysiąca widzów oglądało powrót Rakowa do I ligi

Rakow Czestochowa - Miedz Legnica
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

17 lat - tyle Raków Częstochowa czekał na kolejny mecz w I lidze. W sobotę przy Limanowskiego zespół Marka Papszuna zmierzył się z Miedzią Legnica. Mecz skończył się bezbramkowym remisem, ale na doping swoich kibiców gospodarze nie mogli narzekać.

Drugi poziom rozgrywkowy zawitał do Częstochowy po ponad... 17 latach przerwy. Trwało wówczas Euro 2000, a do ekstraklasy z II ligi awansowały... GKS Katowice i Śląsk Wrocław. Raków spadł do ligi trzeciej a ostatnie spotkanie na ekstremalnym, bo składającym się z aż 24 drużyn zapleczu, rozegrał 21 czerwca. Piłkarze prowadzeni wówczas przez Mirosława Sieję spadek „zapewnili” sobie dużo wcześniej. W ostatnim meczu mierzyli się z Hetmanem Zamość i wygrali 2:1, przełamując ponad dwumiesięczną passę 12 meczów bez zwycięstwa. W sobotę starcie z legnicką Miedzią, zdaniem ekspertów jednym z faworytów pierwszoligowej rywalizacji w tym sezonie, skończyło się bezbramkowym remisem. To nie była jednak jedyna różnica, która zaistniała pomiędzy tymi dwoma meczami na drugim poziomie rozgrywkowej, w dwóch różnych piłkarskich epokach. 17 lat temu ostatni mecz Rakowa w II lidze oglądało niespełna 200 kibiców. Przedwczoraj pojawiło się ich na stadionie przy ul. Limanowskiego ponad 3,5 tysiąca.

 

Raków zaczął odważnie, bo już w drugiej minucie przed szansą stanął Przemysław Oziębała, ale z jego próbą poradził sobie Paweł Kapsa. Podobnie, jak z uderzeniem z rzutu wolnego Rafała Figiela. W odpowiedzi Mateusza Lisa próbowali pokonać Wojciech Łobodziński, czy Jakub Vojtusz. Najlepszą okazję Miedzi zmarnował jednak Tomislav Bożić. Chorwat, po świetnym dośrodkowaniu Łukasza Garguły, strzelał głową, ale fenomenalną interwencją popisał się golkiper Rakowa. Trzy minuty później ten sam zawodnik w identyczny sposób próbował pokonać Lisa, ale ten ponownie nie dał się zaskoczyć.


W 60. minucie najlepszej bramkowej okazji dla Rakowa nie wykorzystał Krystian Wójcik. 28-letni pomocnik, trochę przypadkowo, znalazł się w sytuacji „sam na sam” z Kapsą, po błędzie Bożicia. Częstochowski zawodnik spanikował i nie dał rady pokonać golkipera przyjezdnych. Bramkarz Miedzi stoczył korespondencyjny pojedynek o tytuł piłkarza meczu ze swoim vis a vis. Ostatecznie tym, który w sobotę przy Limanowskiego wyróżnił się najbardziej, był Lis. W 85. minucie spotkania na dynamiczną akcję zdecydował się Frank Adu Kwame. Były piłkarz Podbeskidzia Bielsko-Biała zamarkował podanie i zdecydował się na zaskakujący, mocny strzał. Piłka zmierzała w światło bramki, ale 20-latek wypożyczony z Lecha Poznań, który swego czasu spędził pół roku na wypożyczeniu w... Podbeskidziu, sparował piłkę na rzut rożny i żadna z drużyn do końca meczu nie zrobiła sobie krzywdy.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Bravo nie dać się ogłupić jak w Zabrzu
1 sie 01:59
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii