Marek Koniarek: GieKSa zagrała bardzo ambitnie

Marek Koniarek
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

U siebie dotąd zespół stawiał na atak pozycyjny i nie zawsze to się opłacało. Wnioski zostały wyciągnięte. Przecież dwie pierwsze bramki wpadły w zasadzie po kontrach! Może to jest sposób? - ocenia grę GKS-u Katowice w sobotnim starciu z GKS-em Tychy były zawodnik i trener zespołu z Bukowej.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Podobał się panu mecz GKS Katowice - GKS Tychy?
MAREK KONIAREK: - GieKSa zagrała bardzo ambitnie. Po ostatnim meczu w Mielcu, gdzie odrobiła straty mimo gry w dziesiątkę, liczyłem na jej zwycięstwo. Myśląc o awansie, nie mogła w sobotę się potknąć i sięgnęła po te ważne punkty. W końcówce sezonu każda zdobycz jest na wagę złota. Drużyna jest na dobrej drodze do celu. Ma teraz przed sobą wyjazd do Siedlec i domowy mecz z Sandecją. Gdy w nich zapunktuje, to powinna awansować.

 

Co było kluczem do wygranej z Tychami?
MAREK KONIAREK: - GieKSa ustawiła się trochę inaczej niż zwykle. Dała więcej pograć Tychom, spróbowała kontr i to zafunkcjonowało. U siebie dotąd zespół stawiał na atak pozycyjny i nie zawsze to się opłacało. Wnioski zostały wyciągnięte. Przecież dwie pierwsze bramki wpadły w zasadzie po kontrach! Może to jest sposób? Widać, że takie granie GieKSie też pasuje. Nie wiadomo, czy taki styl nie sprawdziłby się też z Miedzią, choć to lepszy przeciwnik od Tychów. Taktyka została na derby dobrze dobrana. Te sytuacje, które zawodnicy mieli, po prostu wykończyli.

 

Kto zasłużył na największe gratulacje?
MAREK KONIAREK: - W pierwszej kolejności - Tomasz Foszmańczyk. Dopóki miał siły i walczył, podobał mi się też Andreja Prokić. W końcówce trochę już go brakło. No i Mikołaj Lebedyński. Brał ciężar gry na siebie, wygrywał pojedynki w powietrzu, zastawiał się, był dla rywali groźny. Wypaliło zestawienie ataku. Lubię patrzeć na grę dwójki Prokić - Lebedyński. Oni, plus podłączający się Foszmańczyk, mieli największy wpływ na to zwycięstwo. Solidnie było też w tyłach, bo Tychy nie zostały dopuszczone do jakichś bardzo groźnych sytuacji.

 

Zdarzył się panu w karierze gol taki, jak w sobotę Foszmańczykowi?
MAREK KONIAREK: - Zdarzył, zdarzył, ale trudno powiedzieć, w którym meczu (śmiech). Gratulacje. Widać, że to zawodnik, który wie, co chce na boisku zrobić. Ma to coś. Akurat to ostatecznie był samobój, ale liczy się dobra próba.

 

Patrzy pan w tabelę i...
MAREK KONIAREK: - I wspomnę o Podbeskidziu. Gdyby nie wygrało z Miedzią, to już by się nie liczyło. Złapało jednak drugi oddech. Naprawdę mają w Bielsku kawałek drużyny. Widziałem ich w akcji na GieKSie. Piłkarsko są mocni. Gdyby w tym momencie mieli 2-3 punkty więcej, to powiedziałbym, że to faworyt nr 1 do awansu! Trochę im brakuje, ale z kolejki na kolejkę doskakują coraz bliżej. Jeszcze mogą namieszać.

 

Z tej samej kategorii