Dawid Błanik: To dla mnie wielka szansa

- Gdy miałem 14 lat, pojechałem przecież do Czech, do Karwiny. Wtedy, dla takiego młokosa, te 60 kilometrów do Mikołowa było odległością równie dużą, co teraz te 600 kilometrów do Szczecina. Jestem dorosłą osobą, więc nie stanowi to dla mnie problemu, choć… prawdą jest, że pierwszy raz sam jechałem taki kawał drogi autem - mówi 20-letni pomocnik z Mikołowa, który został sprzedany z GKS-u Tychy do Pogoni Szczecin.

GKS Tychy - Wigry Suwalki
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

MACIEJ GRYGIERCZYK: Kiedy pierwszy raz usłyszał pan, że jest szansa przeprowadzki do ekstraklasy?

DAWID BŁANIK: - Dowiedziałem się o tym przed świętami. Otrzymałem telefon od menedżera z informacją, że Pogoń jest mną zainteresowana. Zapytano mnie, jak ja to widzę. Głowa była pełna różnych myśli o przyszłości. Myślę, że podjąłem taką decyzję, jaką na moim miejscu podjąłby każdy. To dla mnie wielka szansa. Określiłem się tak naprawdę już drugiego dnia po tym telefonie. Potem pozostała już tylko kwestia, by szybko dogadały się między sobą kluby.

 

Przeszła panu przez głowę myśl, że mogą znaleźć się na pana chętni już po pierwszym udanym półroczu w karierze?

DAWID BŁANIK: - Czy byłem zaskoczony? Trochę na pewno. Zagrałem jednak dobrą rundę i miałem cichą nadzieję, że ktoś z ekstraklasy się po mnie zgłosi. Tym pierwszym klubem była Pogoń. Słyszałem też o zainteresowaniu Cracovii i Górnika, ale tu już żadnych konkretów, żadnego oficjalnego telefonu nie było.

 

Urlop minął spokojnie?

DAWID BŁANIK: - Poleciałem do Anglii i tam spędziłem ten czas między świętami a Nowym Rokiem. Trochę odpocząłem, u rodziny, w Leicester. Szkoda tylko, że nie miałem okazji pójść na żaden mecz, bo akurat grali dwa razy na wyjeździe.

 

Dało radę odpocząć? W Tychach trenowaliście aż do 15 grudnia.

DAWID BŁANIK: - Faktycznie, to wolne nie było bardzo długie. Już w sobotę zaczęliśmy w Szczecinie przygotowania. Pierwszy trening – i od razu „mocny strzał”. Ale to dobrze, że okres przygotowawczy jest krótszy niż w pierwszej lidze, trwa tylko miesiąc. Fajnie, że szybko zaczynamy, bo przecież wolimy grać. Rozegramy też sporo sparingów. Same plusy.

 

Jakie wrażenia z pierwszych chwil pobytu w Pogoni?

DAWID BŁANIK: - Na pewno byłem zaskoczony tym, ilu ludzi opiekuje się drużyną, ilu się przy niej kręci. Gdy pierwszy raz przyszedłem do klubu i witałem się, to podawałem rękę chyba 14 albo 15 osobom! Jest ktoś odpowiedzialny za sprzęt, jest dwóch kierowników zespołu… Ta otoczka robi wrażenie. No, ale przyszedłem z klubu, który gra na tak nowoczesnym stadionie, że pod pewnymi względami będzie mi łatwiej dostosować się do realiów ekstraklasy.

 

Złapał pan już z kimś kontakt?

DAWID BŁANIK: - Pogadałem z kilkoma chłopakami, głównie tymi najmłodszymi, z rezerw. W hotelu mieszkam z kolei na razie z Łukaszem Budziłkiem, który też przyszedł teraz do klubu. Z dnia na dzień znajomości będzie coraz więcej.

 

Jak ważne było to, że o pana angaż mocno zabiegał szkoleniowiec Pogoni, Kosta Runjaic?

DAWID BŁANIK: - Bardzo. Powtarzano mi przy transferze i zaznaczano, że największą rolę odgrywa trener Runjaic. Mówiono mi, że oglądał mnie w akcji i bardzo mu się spodobałem. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że trafię we właściwe miejsce. Z trenerem zamieniliśmy kilka zdań od razu, gdy tylko podpisałem kontrakt. Podszedł, powitał mnie na pokładzie.

 

Jaką rolę dla pana widzi?

DAWID BŁANIK: - Prawy albo lewy pomocnik, na pewno. Żadna obrona – tak jak gdzieś już zdążyłem przeczytać. Tam siebie nie widzę. Będę miał ofensywne zadania, choć pamiętam, że gdy byłem bardzo młody, przychodząc do Tychów, kilka treningów odbyłem w środku pola. Potem wylądowałem na boku i tak już jest do dziś.

 

Rywala do gry na prawym skrzydle ma pan godnego. Bułgar Spas Delew potrafi wyróżniać się w ekstraklasie.

DAWID BŁANIK: - Zobaczymy, kto lepiej pokaże się w okresie przygotowawczym. Przed nami wiele sparingów, dlatego będzie pole do popisu.

 

Z Pogonią, podobnie jak GKS-em, czeka pana walka o utrzymanie.

DAWID BŁANIK: - Szczerze? Nie boję się. Widziałem, jak dobrze wyszły Pogoni ostatnie mecze. Nawet przez święta oglądałem kilka spotkań, akurat w telewizji nie brakowało powtórek. Można więc było zerknąć. Trener Runjaic dobrze poukładał drużynę, do wyjścia ze strefy spadkowej brakuje tylko czterech punktów, dlatego nie martwię się.

 

W Tychach zaczął pan grać dopiero po trzech latach. Nigdy nie chciał pan odejść na wypożyczenie?

DAWID BŁANIK: - Nie, nie ciągnęło mnie. Wiedziałem wtedy, że dużo pracy przede mną. Trenerzy dobrze mówili – powtarzali, że potrzebuję trochę czasu, by przygotować się do gry w pierwszej lidze. W tej rundzie czułem po sobie to przygotowanie. Grałem dobrze, bo wcześniej spędziłem już w GKS-ie dwa sezony i ten cały okres zaprocentował. Jesienią z minuty na minutę byłem coraz pewniejszy siebie. Myślę, że to było widać na boisku.

 

Lekcja cierpliwości zaprocentowała?

DAWID BŁANIK: - Pamiętam taki moment wiosną 2016 roku. Długo walczyłem o miejsce w składzie i byłem przygotowywany do wyjścia od pierwszej minuty w meczu z Nadwiślanem Góra. Dwa dni przed nim jednak na treningu złapałem kontuzję łydki. I znów wypadłem, znów musiałem walczyć. Ale wiedziałem, że mój czas w końcu nadejdzie. Byłem młody, a rocznik 1996 mieliśmy naprawdę mocny. Paweł Florek, Mateusz Grzybek, Wojtek Szumilas… Gdy oni przestali już być młodzieżowcami, to zostałem tylko ja. W roczniku 1998 – nikogo, tylko kilku chłopaków z 1999. W klubie mówili, że tak czy inaczej ściągną młodzieżowca (padło na Pawła Kaczmarczyka z Jagiellonii Białystok – dop. red.), ale dałem sobie radę. Nie czułem też na sobie jakiejś nadmiernie dużej odpowiedzialności. Po prostu grałem i robiłem to, co potrafię najlepiej. Starsi zawodnicy w Tychach zawsze dobrze traktowali młodych. Nie patrzyło się na to, kto jak wygląda, ile ma lat i rozegranych meczów w ekstraklasie.

 

Któremu trenerowi ma pan do zawdzięczenia najwięcej?

DAWID BŁANIK: - Trudno powiedzieć. Regularnie grać zacząłem u Jurija Szatałowa, ale od wszystkich (Tomasz Hajto, Kamil Kiereś, Ryszard Tarasiewicz – dop. red.) coś wyciągnąłem. I to też oceniam na plus, że tych trenerów w GKS-ie trochę przez ten czas się przewinęło. Każdy z nich ma inną wizję, od każdego można nauczyć się czegoś innego. Najmilej będę wspominał… po prostu całe to ostatnie półrocze. Najładniejszego gola strzeliłem Olimpii Grudziądz, z dystansu. Fajnie też wraca się myślami do meczu u siebie ze Stalą Mielec. W 88 minucie zdobyłem bramkę na 1:0. Była druga kolejka, a ja miałem na koncie dwa trafienia. To mocno mnie napędziło.

 

Przenosi się pan z rodzinnego Mikołowa na drugi koniec Polski.

DAWID BŁANIK: - Spokojnie. Gdy miałem 14 lat, pojechałem przecież do Czech, do Karwiny. Wtedy, dla takiego młokosa, te 60 kilometrów do Mikołowa było odległością równie dużą, co teraz te 600 kilometrów do Szczecina. Jestem dorosłą osobą, więc nie stanowi to dla mnie problemu, choć… prawdą jest, że pierwszy raz sam jechałem taki kawał drogi autem.

 

Rozwiążmy na koniec jeszcze jedną zagadkę. Jest pan wychowankiem AKS-u Mikołów, ale urodził się pan gdzie indziej.

DAWID BŁANIK: - W Jastrzębiu-Zdroju. Tam mieszkałem do 6. roku życia. Potem przeprowadziliśmy się do Mikołowa. Tam mieszkałem aż do teraz, z przerwą na 3-letni pobyt w Karwinie, dlatego mogę o sobie powiedzieć „mikołowianin”.

 

Czego życzyć na najbliższe miesiące?

DAWID BŁANIK: - Zdrowia! Za mną pierwsza rozegrana w pełni runda. Nie było żadnych urazów, czułem się dobrze fizycznie i sam po sobie widziałem różnicę. Gdy jest się w rytmie meczowym, co tydzień gra się przez 90 minut w pierwszej lidze, to potem procentuje. Trudno o właściwą dyspozycję, jeśli wchodzisz na kwadrans raz na dwa tygodnie. Moja świadomość co do odpowiedniego trybu życia zawsze była na dobrym poziomie, zwykle omijały mnie kontuzje. Oby w Szczecinie też tak było.

 

No dobra. A co z GKS-em Tychy?

DAWID BŁANIK: - Jestem przekonany, że chłopaki utrzymają się. Na spokojnie.

Z tej samej kategorii