Chwyt darmowy

Piłkarze Rakowa Częstochowa
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Raków Częstochowa od miejsca premiowanego awansem do ekstraklasy dzielą w tej chwili tylko trzy punkty. Ale jaką piłkarze trenera Marka Papszuna mają motywację do wypruwania sobie żył, skoro zostali ukarani za nieswoje grzechy?

W ostatnich dniach spośród wszystkich pierwszoligowców najgłośniej było o Rakowie Częstochowa. Powodem nie były jednak boiskowe wyczyny podopiecznych Marka Papszuna, lecz kwestie finansowe. Konsekwencją cofnięcia przez władze miasta półmilionowej dotacji będzie między innymi brak wypłat dla piłkarzy i sztabu szkoleniowego pierwszoligowca.

 

Raków nie jest jedynym klubem, którego kroplówka z miasta trzyma przy życiu. Przykładów można mnożyć bez końca, zwłaszcza w województwie śląskim. Częstochowianie w niedzielę złożą wizytę w Siedlcach, gdzie zmierzą się z miejscową Pogonią. Mimo problemów finansowych, piłkarze Rakowa nie będą musieli nadwyrężać nóg i dotrą na mecz autokarem. Czy grając za przysłowiową darmochę, dadzą z siebie wszystko? Nie mam wątpliwości, że tak. Choćby dlatego, by nie zepsuć sobie bilansu w meczach wyjazdowych, w których odnieśli aż pięć zwycięstw.

 

Jest również druga strona medalu. Cofnięta przez władze Częstochowy dotacja była nagrodą za promocję miasta. Raków od miejsca premiowanego awansem do ekstraklasy dzielą w tej chwili tylko trzy punkty. Ale jaką piłkarze mają motywację do wypruwania sobie żył, skoro zostali ukarani za nieswoje grzechy? Domagać się teraz od nich zwycięstw (a w perspektywie awansu), to tak, jak żądać od ślepca czytania sanskrytu.

Z tej samej kategorii