Klasa i... nasza klasa

Mirosław Smyła
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Wielu trenerów pracujących na zapleczu ekstraklasy chyba nie przywykło, by spokojnie przetrawić porażkę. Im przez usta nie przejdzie, że przegrali zasłużenie, dlatego szukają wymówek w stylu „sędzia nie pozwalał grać, przeciwnik grał antyfutbol, gdybyśmy grali w najsilniejszym składzie” itp. Z tego schematu wyłamał się Mirosław Smyła.

Skorzy do przesady Amerykanie mawiają, że „porażka jest gorsza niż śmierć, albowiem z porażką musisz żyć”. Znam kilkaset gorszych rzeczy od przegranego meczu (nie tylko w piłce nożnej), ale wielu trenerów pracujących na zapleczu ekstraklasy chyba nie przywykło, by spokojnie to przetrawić. Im przez usta nie przejdzie, że przegrali zasłużenie, dlatego szukają wymówek w stylu „sędzia nie pozwalał grać, przeciwnik grał antyfutbol, gdybyśmy grali w najsilniejszym składzie” itp. Wniosek nasuwa się jeden - w tych przypadkach ego jest jak gruźlica, wykańczająca i pustosząca choroba, chociaż niekoniecznie śmiertelna.


W minionej kolejce pięciu szkoleniowców drużyn pierwszoligowych musiało przełknąć gorycz porażki, ale tylko Mirosław Smyła potrafił mężnie ją strawić. - Gratuluję Stomilowi zasłużonego zwycięstwa i mądrości w grze. Wygrał sposób, pomysł, taktyka, mądrość i determinacja. Bardzo chcieliśmy, ale nie wychodziło i tak to się musiało skończyć - przyznał szkoleniowiec Odry Opole.


Porażka to nic przyjemnego, ale Smyła w tej trudnej sytuacji potrafił zachować klasę. Innym pozostaje… nasza klasa w internecie.

 

Z tej samej kategorii