Strzela gole jak na zawołanie, ale... wciąż jest dżokerem

GKS Katowice - Podbeskidzie Bielsko-Biala
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Czy Szymon Lewicki, najskuteczniejszy strzelec Podbeskidzia wiosną, powinien zaczynać mecze na ławce rezerwowych?

Tak dobrej serii strzeleckiej napastnik Podbeskidzia Szymon Lewicki nie miał od półtora roku. Po raz ostatni gole w trzech kolejnych meczach ligowych zdobył w sierpniu 2015 roku, kiedy był piłkarzem bydgoskiego Zawiszy. Teraz trafił w trzecim spotkaniu z kolei, chociaż drugi raz z rzędu wszedł na boisko z ławki. Rola dżokera najwyraźniej mu odpowiada, chociaż przed rundą w rozmowie ze „Sportem” mówił, że chce grać więcej, bo zmiennikiem był jesienią. W zimowych sparingach był najskuteczniejszym strzelcem zespołu. Zdobył pięć goli.


I zaczął rundę wiosenną w podstawowym składzie. Pierwszy mecz, w Suwałkach, mu nie wyszedł, ale tam żaden z „górali” nie zagrał nawet przyzwoicie, poza Rafałem Leszczyńskim. Lewicki wrócił na ławkę i w kolejnym meczu podniósł się z niej, ale gola Chrobremu nie strzelił. Występ od pierwszej minuty w Chojnicach zaowocował bramką, która zapewniła zespołowi punkt. W meczu ze Stomilem znów był jednak rezerwowym i ... strzelił gola ratującego punkt. Idealnie z takiej samej roli wywiązał się również w Katowicach, tym razem przesądzając o wygranej „górali”.

 

- Fajnie, że udało się wygrać z tak trudnym przeciwnikiem, jakim jest GKS. Na wyjazdach ostatnio nam nie szło, ale w końcu są trzy punkty. Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągniętego rezultatu – mówił po meczu 29-letni napastnik, dla którego zdobyty gol oznacza, że został - ex aequo z Tomaszem Podgórskim - najlepszym strzelcem Podbeskidzia w tym sezonie.


Czy taki napastnik powinien zaczynać mecze na ławce rezerwowych? Podgórski też w Katowicach nie zagrał od pierwszej minuty. Różnica pomiędzy dorobkiem strzeleckim obu tych piłkarzy polega jednak na tym, że „Podgór” połowę goli uzyskał z rzutów karnych, zagrał o ponad połowę minut więcej od Lewickiego, a wiosną do siatki jeszcze nie trafił. Dodatkowo jego forma nie wygląda na optymalną.

 

- Cieszę się, że gdy wejdę na boisko mogę pomóc drużynie w realizacji celu i zdobyciu upragnionych trzech punktów. Moim zadaniem jest strzelanie bramek i ostatnio ta sztuka udaje mi się, co napawa optymizmem. Ważne jest to, co wpadnie do sieci - stwierdza Szymon Lewicki, który liczy z pewnością, że w spotkaniu ze Zniczem Pruszków wyjdzie w podstawowym składzie. Jeżeli tak się nie stanie, to będzie oznaczać, że rywalizacja w ataku bielskiej drużyny jest niezwykle zacięta. Nieźle prezentuje się Nermin Haskić, a kibice już powoli zapominają, że w zespole znajduje się ktoś taki, jak Robert Demjan.

Z tej samej kategorii