Sentymentalna podróż Piotra Mandrysza, czyli dwa plus jeden

Piotr Mandrysz w przeszłości grał w Rakowie Częstochowa. Powrót na Limanowskiego - już w nowej roli - była okazją do wspomnień.

Rakow Czestochowa - GKS Katowice
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Piotr Mandrysz jako zawodnik w barwach Rakowa występował w rundzie jesiennej sezonu 1995/96. Strzelił wówczas dla częstochowian 5 bramek, dorzucił też trafienie z przewrotki w potyczce pucharowej z Amicą Wronki. Czas ten wspomina wyjątkowo ciepło, choć na obiekcie przy ulicy Limanowskiego niewiele się od tego czasu zmieniło.

 

- Jedynie boisko macie trochę węższe – odkrywał tę tajemnicę przed Arturem Lampą, obecnym masażystą Rakowa i kuzynem Iwo Mandryszem, nestorem częstochowskiego dziennikarstwa.

 

Mandrysz-trener na okoliczność wizyty w Częstochowie przytoczył jeszcze zgrabną anegdotę z czasów swojej gry w Rakowie.

 

- Pamiętam jak poszła wtedy plotka, że Piotr Mandrysz dostał w Częstochowie mieszkanie. Wszyscy inni piłkarze z zewnątrz przecież dojeżdżali na treningi – Janusz Bodzioch, Paweł Skrzypek, czy Marek Matuszek. Ja się jednak uparłem, że jeśli mam dobrze się przygotowywać do meczów nie mogę codziennie jeździć po dwa razy 100 kilometrów. Miałem już wtedy rodzinę, taką typu dwa plus jeden. Pawła jeszcze nie było na świecie. I klub najzwyczajniej w świecie po prostu wynajął mi mieszkanie. Ale sensacyjnie powtarzano, że Mandrysz je dostał. Takie to był czasy. Z Rakowem szybko się jednak pożegnałem, bo nie ukrywam, że szykowałem się powoli do pracy szkoleniowca.

Z tej samej kategorii