Piotr Ćwielong: Nikogo nie wyręczam

GKS Tychy - Olimpia Grudziadz
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Nie jesteśmy drużyną, która po pierwszej bramce się cofa i nie wierzy w to, że nie dołoży kolejnej albo nie odrobi strat. Pokazaliśmy już kilka razy, że potrafimy gonić - uważa pomocnik GKS-u Tychy, który w niedzielę dał zwycięstwo swojej drużynie w starciu z Olimpią Grudziądz.

Nie pierwszy raz w tym sezonie wyręczył pan napastników. To była trudna sytuacja do skończenia?

PIOTR ĆWIELONG: - Nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu widziałem, że bramkarz wychodzi, poszedłem do boku i uderzyłem. Czy kogoś wyręczyłem? Spokojnie. Mamy dwóch fajnych napastników. Wiadomo, że we wcześniejszych meczach nie stwarzaliśmy im za wielu sytuacji, by zdobywali bramki. Jestem od tego, by im podawać. Jeśli wykreujemy im okazje, to będą strzelać. Z Olimpią rozegraliśmy mecz walki. Kamil Zapolnik dużo nam w nim pomagał, „rozbijał” obrońców, wygrał sporo piłek.

 

Po czterech meczach bez zwycięstwa w końcu wygrywacie. Ulga?

PIOTR ĆWIELONG: - W czwartek z Ruchem graliśmy w pierwszej połowie fatalnie, musieliśmy gonić wynik. Kilka wcześniejszych spotkań było dziwnych. Wchodziliśmy do gry po przerwie, wcześniej pierwsze 45 minut przesypialiśmy. Tym razem wyszliśmy na rywala wysoko, tak jak chcieliśmy i dzięki temu wygraliśmy.

 

GKS znów grał do końca. To wasz znak rozpoznawczy?.

PIOTR ĆWIELONG: - Tego nas uczy trener. Nie jesteśmy drużyną, która po pierwszej bramce się cofa i nie wierzy w to, że nie dołoży kolejnej albo nie odrobi strat. Pokazaliśmy już kilka razy, że potrafimy gonić. Kuriozalny karny został obroniony przez Marka, potem dostaliśmy gola, ale na szczęście uratowaliśmy trzy punkty. Szkoda by ich było. Stworzyliśmy sporo sytuacji, raz Marcinowi Radzewiczowi piłka nawet została w błocie. Cieszymy się z wygranej, bo o nią tego dnia chodziło.

Z tej samej kategorii