Były GieKSiarz: „Może przyjdzie moment, że i GKS doceni moją osobę?”

GKS Katowice - Sandecja Nowy Sacz
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Kiedy Wojciech Trochim odchodził z Bukowej - w myśl oficjalnego komunikatu: z przyczyn osobistych - zapowiadał powrót do Katowic i „dokończenie misji”. W piątek wrócił - i z kolegi z Sandecji zabrał do Nowego Sącza trzy punkty. Przy okazji zaś - odniósł się do okoliczności swego rozstania z katowickim pierwszoligowcem.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Zacznijmy najbardziej... banalnie, jak tylko można. Pańska ocena piątkowego meczu?
WOJCIECH TROCHIM: Wchodziliśmy w niego trochę dłużej niż GieKSa, ale na szczęście nic złego dla nas w pierwszych fragmentach gry się nie stało. Później zaczęliśmy się z minuty na minutę rozkręcać, wychodziliśmy z fajnymi kontrami. A po przerwie już zdominowaliśmy gospodarzy, czego efektem był gol Michala i wygrana. Zasłużona!
Michal Piter-Bućko w wewnętrznych gierkach, na treningach, często włącza się do kontr?
WOJCIECH TROCHIM: W dniach poprzedzających mecz przy Bukowej mieliśmy treningi strzeleckie. Wyglądał w nich znakomicie, jeśli chodzi o wykańczanie akcji.
Trener Brzęczek miał po meczu pretensje do swej drużyny o brak zaangażowania i agresji w tym meczu. Za to u was te emocje wręcz kipiały!
WOJCIECH TROCHIM: Owszem, większość chłopaków w szatni ma zaje... charakter - i to widać na murawie. Kiedy kogoś odcina, kolega robi za niego robotę na boisku. Po prostu mamy kawał bandy! Ale nie odbierajcie nam tego, że przy okazji dobrze gramy w piłkę! To dlatego jesteśmy dziś liderem, o krok od historycznego sukcesu. Nie doceniano nas pod tym względem przed sezonem.
Banda - bandą, ale w piątek nawet na jej tle wyróżniał się pan walecznością i zaangażowaniem...
WOJCIECH TROCHIM: Jeszcze niedawno tak daleko miałem do ekstraklasy, teraz jest do niej tak blisko. Bardzo chcę udowodnić sobie i swojej rodzinie, że nie jestem zawodnikiem pierwszoligowym - jak uważają niektórzy. Może przyjdzie taki moment, że i GKS doceni moją osobę? Ceniłem sobie możliwość bycia w tej szatni. Cały czas będę powtarzał, że zostawiłem tu niedokończoną robotę. Odchodziłem stąd nie z przyczyn osobistych (taką oficjalną wersję wówczas podawano w klubie - dop. red.), tylko sportowych. I... na tym zakończę, bo nie chcę - niepotrzebnie - powiedzieć za dużo!


Z tej samej kategorii