Z nieba do piekła i... odwrotnie - dwugłos po wieczorze przy Bukowej

W piątkowy wieczór GKS Katowice podzielił się punktami z Chrobrym Głogów, choć jeszcze do przerwy gospodarze prowadzili 2:0. Nic dziwnego, że obaj trenerzy emocjonalnie znajdowali się po meczu na przeciwległych biegunach.

GKS Katowice - Chrobry Glogow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

- Biorąc pod uwagę przebieg spotkania, jesteśmy zadowoleni z punktu. Do przerwy przecież przegrywaliśmy 0:2 i wydawało się, że GKS - który łapie wreszcie swój rytm - przerwie passę gier bez zwycięstwa - analizował Grzegorz Niciński, opiekun gości. Jego podopieczni zdołali jednak wyrwać gospodarzom punkt. - Gratuluję chłopakom, bo po przerwie pokazali hart ducha i charakter! - dodawał trener głogowian.

Niciński martwił się zarazem zdrowiem jednego ze swych graczy. - Uraz Michała Pawlika nie rokuj dobrze. Skręcił kolano - wyjaśniał. Jego zawodnik boisko opuścił na noszach w 42 minucie gry.

ZOBACZ NASZĄ RELACJĘ Z MECZU GKS KATOWICE - CHROBRY GŁOGÓW

Piotr Mandrysz ocenę spotkania miał podobną. - Gdy na przerwę schodziliśmy z dwubramkowym prowadzeniem wydawało się, że będziemy mogli po zmianie stron grać spokojnie. Niestety, gol kontaktowy uskrzydlił naszych rywali - wzdychał trener GKS-u. - A że szczęście nie było po naszej stronie, spadliśmy z nieba do piekła... - obrazowo opisywał skuteczną pogoń „miedziowych” za swym zespołem.

Z tej samej kategorii