Czmychanie furtką, czyli ratowanie d... decydentów

PZPN
 źródło: Materiał prasowy

Coraz mocniej dociera do Polaków świadomość, że Polska nie jest krajem prawa, ale... prawników. Niemal każdy przepis - począwszy od sejmowych uchwał - konstruowany jest tak, by pozostawiał wykonawcom możliwość dowolnej interpretacji.

Jak rzekł - i raczej nie było to przejęzyczenie - z mównicy sejmowej klasyk: „Nie damy sobie wmówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Właśnie tak: każdy przepis tylko z pozoru jest jednoznaczny, ma jednak pozostawiać w sobie furtkę, przez którą będzie można czmychnąć w razie sytuacji kryzysowej.

PZPN przed pokusą takiej właśnie konstrukcji regulaminów i przepisów nie uciekł. Nic to, że - w ich myśl - warunkiem uprawnienia do gry cudzoziemca spoza Unii Europejskiej jest dostarczenie „organowi prowadzącemu rozgrywki dokumentacji potwierdzającej legalizację pobytu i zatrudnienia na terytorium RP”, i może on być uprawniony do gry „jedynie na okres, na jaki ma prawo przebywania na terytorium Polski oraz na jaki otrzymał zezwolenie na pracę”. Nie wpisano natomiast wprost w żaden regulamin, że w momencie wygaśnięcia któregoś z tych dokumentów - a Borisowi Milekiciowi wygasły obydwa jednocześnie, bo zezwolenie na pracę ważne było tylko z ważnym pozwoleniem na pobyt, którego Serb od pewnego momentu nie miał - piłkarz traci uprawnienie do gry. W zasadzie - na logikę - wynika to z cytowanych wyżej przepisów, ale... nie po to uchwala się prawo w Polsce (nawet to piłkarskie, jak się okazuje), by kierowało się logiką albo - o zgrozo! - służyło obywatelom. Ma być takie, by w każdej „zawiei” ratowało d... decydentom.

 

Więcej na temat:PZPN, pierwsza liga, piłka nożna
Z tej samej kategorii