„Swojemu” trudniej, czyli specyfika Bukowej

Mniej lub bardziej poważne urazy Łukasza Zejdlera i Tomasza Foszmańczyka stawiają pod znakiem zapytania występ obu pomocników w piątkowym meczu z Puszczą Niepołomice.

Być może więc - po raz pierwszy w tym sezonie - w wyjściowej jedenastce znajdzie się miejsce dla Dawida Plizgi. To jeden z „powracających”; tych piłkarzy, którzy kibicom przy Bukowej kojarzą się z ostanimi wspaniałymi sezonami GieKSy w ekstraklasie, u progu XXI wieku. Kilku z nich - po latach gry w ekstraklasie z dala od Katowic - próbowało na Bukowej przyczynić się do powrotu klubu do piłkarskiej elity. Nie udało się żadnemu, co dla niektórych okazywało się traumatycznym przeżyciem - głównie ze względu na zawiedzione oczekiwania fanów, dających często upust swym negatywnym emocjom...

Błąd wytykany podwójnie

Fakt, że wracali „na stare śmieci”, miał dwa wymiary. - Pozytywny - bo wiedzieliśmy, do czego i do kogo wracamy - mówi Tomasz Owczarek, dwukrotnie przybierający miano „powracającego”. - Wiadomo, że tu trzeba „oddać serducho” w każdym wyjściu na murawę. Wtedy kibice cię docenią.
Ale właśnie słowo „kibice” jest w tym wszystkim kluczowe. - Oni na „swojego”, z którym wiążą piękne wspomnienia, patrzeć będą szczególnie. To sprawia, że dla takich chłopaków poprzeczka oczekiwań idzie zdecydowanie w górę. Każdy błąd wytykany jest im podwójnie - ocenia były szkoleniowiec GKS-u, Rafał Górak.

Wykończony przez konflikt

Przez „jego” szatnię przeszedł zarówno wspomniany wyżej Owczarek (ale przegrał z kontuzją, zrywając po raz kolejny wiązadła w kolanie; „Pięć miesięcy walczy się o to, by wrócić do treningu, a potem kolejne pół roku, by uporać się z psychiką” - mówił po zakończeniu owej trzeciej, najbardziej pechowej przygody z GieKSą), jak i Jacek Kowalczyk oraz Grzegorz Fonfara.
Ten pierwszy pojawił się jeszcze w czasach, gdy przy Bukowej poślizgi w wypłatach sięgały kilku miesięcy i brakowało właściwie wszystkiego. Grał przez dwa lata, a gdy zaczęło się poprawiać w klubie, dopadły go „demony przeszłości”. Nierozliczone umowy z menedżerem, wyrok Wydziału Dyscypliny PZPN, zawieszenie prawa do gry. - Wykańczał go ten konflikt. Przez niego nie był gotowy, żeby grać choćby na 80 procent swych możliwości - ocenia Górak.

Respekt, ale nie strach

W ostatnim „Kowalowym” sezonie w GieKSie, do drużyny dołączył Grzegorz Fonfara. On okres „międzykatowicki” spędził w jednym miejscu - w GKS-ie Bełchatów, gdzie był przez lata pewniakiem w jedenastce (zdobył m.in. wicemistrzostwo Polski). Nic dziwnego, że fani wiązali z nim wielkie nadzieje na powrót chwalebnych lat klubu. - Mniej więcej wtedy zaczęło się to ogromne ciśnienie na ekstraklasę, złożone na barki tych najbardziej doświadczonych. Byłem już wtedy członkiem sztabu szkoleniowego, od strony zaangażowania niczego chłopakom zarzucić nie można było. Być może jednak nie dali sobie rady z tą podwójną presją? - zastanawia się Owczarek. - Ja, zaczynając w GieKSie, dostałem mocno w kość od starszyzny, wśród której był jeszcze Janusz Jojko czy Adam Ledwoń. Ale też nauczyli mnie radzić sobie z własną mentalnością i z kibicami, był wobec nich respekt, nie było strachu. Może takiego „szkolenia” zabrakło naszym następcom?

Z tej samej kategorii