Światy równoległe, czyli parę sprzecznych refleksji trenerów

Przy Bukowej tej wiosny wprowadzono zasadę zaczerpniętą ze zwyczajów kilku klubów ekstraklasowych, w myśl których na pomeczowych konferencjach szkoleniowcy swymi wrażeniami z minionych 90 minut dzielą się w pojedynkę, bez obecności swego vis-a-vis.

GKS Katowice - Podbeskidzie Bielsko-Biala
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Pozbawia to owe konferencje swoistego „smaczku”; niejeden trener przecież doskonale się odnajduje w sytuacjach, w której jeszcze po końcowym gwizdku stawiać może czoła swojemu boiskowemu rywalowi i przedłużyć w ten sposób - choćby o kilka minut - sportowe i medialne widowisko. Ot, choćby Jan Kocian, który w piątkowy wieczór chętnie swymi wrażeniami ze spotkania się dzielił, a - pod nieobecność Jerzego Brzęczka - w dyskusję o meczu wciągał dziennikarzy. - Tak pan sądzi? To chyba inne spotkanie oglądaliśmy - odpowiadał jednemu z nich, który w pytaniu do Słowaka zasugerował, iż to GieKSa przez większą część gry zdecydowanie dominowała...

Kto „odleciał” bardziej?

Ano właśnie; poprzez specyficzną formułę konferencji, w piątek słuchający obu trenerów mogli poczuć się jak w „światach równoległych”. Obaj bowiem swoje zespoły chwalili i gratulowali im (dosłownie!) postawy. - Gratulacje dla całej drużyny za dobry mecz, z trudnym przeciwnikiem, na trudnym terenie - to Kocian po zdobyciu przez Podbeskidzie trzech punktów.

- Dziękuję chłopakom za walkę, zaangażowanie. Za nami kolejny mecz, w którym przeciwnik ma pierwszą sytuację w meczu i od razu - znów po stałym fragmencie - zdobywa bramkę. My gramy, stwarzamy sytuacje, mamy słupek, poprzeczkę i... szczęście nam nie sprzyja - to parę zdań komentarza do meczu w wykonaniu Jerzego Brzęczka. Jak widać: dwie osobowości i dwie krańcowo różne oceny spotkania. Jeżeli panowie - już w domowym zaciszu - zadali sobie trud przejrzenia zapisu wystąpienia swego ligowego adwersarza, pewnie byli nim szczerze zdumieni. A który w piątkowy wieczór bardziej „odleciał”? Ilu kibiców, tyle własnych zdań - więc nie dorzucamy kolejnego...

ZOBACZ SKRÓT PIĄTKOWEGO MECZU

Dżoker...

Rzeczowo zaś: w obu ekipach nie brakowało zmian, co zrozumiałe wobec wiosennego dorobku Podbeskidzia i GieKSy. Lepiej - patrząc na wynik - wyszli na nich „górale”. Opłaciła się im i roszada w podstawowej jedenastce - Robert Gumny na prawej pomocy, i wprowadzenie w II połowie na murawę Szymona Lewickiego. - Potwierdził, że jest tej wiosny prawdziwym dżokerem i znów dał nam punkty - komplementował rosłego napastnika Kocian. Tydzień wcześniej uratował bielszczanom remis ze Stomilem, teraz dał wygraną przy Bukowej. A w ogóle - trafił w trzecim meczu z rzędu.

... i „nowicjusz”

Prawdziwym odkryciem - bo wcześniej doświadczenie w roli skrzydłowego miał prawie żadne - okazał się jednak Robert Gumny. - O moim pomyśle wystawienia go na prawej pomocy rozmawiałem z nim zaraz po jego powrocie z kadry U-19. Szukaliśmy rozwiązań na tę pozycję, bo Damian Chmiel jest kontuzjowany, a próba z Tomkiem Podgórskim nie wyszła najlepiej. Postawiłem więc na chłopaka może niezbyt doświadczonego w takiej grze, ale za to szybkiego i przede wszystkim odpowiedzialnego w defensywie. Sprawdziło się! - cieszył się opieku Podbeskidzia. Szybkiego i odpowiedzialnego na tyle - dodajmy, kontynuując myśl Kociana - że groźna lewa katowicka strona tym razem była bezproduktywna. Nie pograł sobie nawet Kamil Jóźwiak, skutecznie zneutralizowany przez Bartosza Jarocha i Gumnego właśnie.

„Nie ten lechita”

 

„Wypożyczyliście nie tego lechitę ” - z uśmiechem napisał po meczu na Twitterze do dobrze znanego w Poznaniu menedżera GieKSy dziennikarz Gazety Wyborczej, Radosław Nawrot. To oczywiście podsumowanie tylko 90 minut; z Jóźwiaka katowiczanie tej wiosny jeszcze będą mieć pożytek dużo większy pożytek, niż w piątek. O ile oczywiście wygrzebią się z tego świata, w którym - miast ciułania punktów niezbędnych do realizacji kibicowskich (i ich własnych) marzeń - na razie zaklinają boiskowe wydarzenia słowami „brak szczęścia”...



 

Z tej samej kategorii