„Mam nadzieję, że wróci Armin”. Mało ofensywnych atutów na ławce GKS-u

GKS Katowice - Chrobry Glogow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Po czwartkowej porażce z Miedzią, katowiczanie w piątek i sobotę mieli normalne zajęcia, za to świąteczną niedzielę i poniedziałek dostali wolne. Wrócą na treningową murawę we wtorek. Czy w komplecie?

Mam nadzieję, że będzie z nami trenować Armin (Cerimagić - dop. red.) - jeszcze w czwartkowy wieczór zapowiadał Jerzy Brzęczek. Bośniak - przypomnijmy - w I połowie meczu z Wisłą Puławy skręcił kostkę, w przerwie został w szatni i nie zdążył wykurować się co potyczki z legniczanami. - Nie miał poważniejszego uszkodzenia kostki, jest tylko opuchlizna. Pytanie, jak szybko zejdzie i kiedy zawodnik będzie mógł wejść w regularny trening - zastanawiał się szkoleniowiec GieKSy.

Oczywiście trudno przyczyn porażki z legniczanami upatrywać w nieobecności Bośniaka, z pewnością jednak - w sytuacji, w której w końcówce trzeba było szukać nowych rozwiązań w ofensywie - trener Brzęczek miał związane ręce. Andrei Prokiciowi - mimo charakterystycznej dla niego ambicji - tym brakło klarownej sytuacji do oddania strzału, a wpuszczenie Krzysztofa Wołkowicza - w tym sezonie „głębokiego rezerwowego”, rzadko podnoszącego się z ławki, a często niemieszczącego się nawet w osiemnastce - było wyrazem.... liczenia na łut szczęścia. Poza nim na ławie katowiczanie mieli w tym momencie już tylko Łukasza Pielorza, Damiana Garbacika i Tomasza Wisio.

 

Z tej samej kategorii