Ryzyko, cierpienie, matematyka

„Pierwsza liga - styl życia” - twitterowy hashtag całkiem trafnie oddaje emocje towarzyszące od paru sezonów rozgrywkom na zapleczu ekstraklasy. Widowiska rozgrywają się nie tylko na murawach - gdzie czasami dzieją się rzeczy odległe od rozumowego postrzegania futbolu; równie ciekawie bywa na konferencyjnych salach, w szatniach, gabinetach prezesa, a nawet... trenerskich głowach.

Chojniczanka Chojnice - GKS Tychy
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

To w nich na przykład odbywa się kalkulacja ryzyka. W miniony weekend dwóch szkoleniowców zaryzykowało grę bez swych podstawowych młodzieżowców, akurat niezbędnych trenerom kadr narodowych w ich rocznikach. I obaj... być może plują sobie w brodę, że z możliwości przełożenia meczu nie skorzystali. Chojniczanka - bez swego najlepszego snajpera, Adama Ryczkowskiego - nie poradziła sobie z przeciętnymi „górnikami” z Łęcznej. Chwalona zewsząd Stal Mielec zaś - bez Radosława Majeckiego w bramce - nie zdołała zatrzymać ofensywy Wigier, choć suwalczanie przecież do superskutecznych zespołów nie należą, a ich forma to prawdziwa sinusoida.

Ale nie tylko ich. Trzech porażek z rzędu doznała ostatnio Miedź, przełamała tą serię zwycięstwem z GKS-em Tychy, czyli „najlepszym z zespołów, które dotąd gościliśmy” - zauważał Dominik Nowak. Jego szefom starczyło cierpliwości, by go - mimo feralnej passy - utrzymać na stanowisku. Czy wytrzymają „bossowie” z Tychów, skoro podopieczni Jurija Szatałowa zbierają takie recenzje, za to gubią punkty? „Tu trzeba cierpieć” - mówi o tej lidze cytowany już Nowak. Mirosław Smyła - po szczęśliwym 1:0 swej Odry - dorzuca jeszcze nieśmiertelne: „Suma szczęść i nieszczęść zawsze wychodzi na zero”. Nie zawsze jednak działacze bywają odporni na cierpienia, i nie zawsze ufają prawidłom matematycznym...

Z tej samej kategorii