Jerzy Brzęczek: Z tej drogi nie zejdziemy

Dziś o 20.45 wielkie święto piłkarskie w Sosnowcu: Zagłębie podejmować będzie GKS Katowice. Przed derbami województwa śląskiego - z udziałem dwóch drużyn nie kryjących aspiracji ekstraklasowych - porozmawialiśmy z opiekunem gości, Jerzym Brzęczkiem.

GKS Katowice - Gornik Zabrze
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Chyba po raz pierwszy w tym sezonie przyjdzie wam zagrać bez wsparcia z trybun. Rozmawiacie o tym - choćby czasami - w szatni?

JERZY BRZĘCZEK: Nie mieliśmy wpływu na tę decyzję, więc trudno, byśmy ją jakoś szczególnie roztrząsali. Skupiamy się na tym, co mamy robić na boisku; choć jasna to rzecz, że kibice tworzą atmosferę meczu, która na zaangażowanie ma wpływ. I czasami - słysząc doping - zawodnicy są w stanie dać z siebie „jeszcze więcej”. Zwłaszcza w naszej katowickiej rzeczywistości. Bywały w przeszłości sytuacje, w których - w trudnych momentach - trybuny się od zespołu odwracały. Teraz, od początku jesieni - choć przecież nie mieliśmy wówczas takiej liczby punktów, jaką sobie zakładaliśmy - jako drużyna czujemy wsparcie i wiarę kibiców w nas. To ważne dla drużyny.

Mam wrażenie, że słowa „nie mieliśmy takiej liczby punktów, jaką sobie zakładaliśmy” można by odnieść i do minionych dwóch kolejek. Chyba powinno ich być w tych dwóch meczach ciut więcej?
JERZY BRZĘCZEK: No właśnie, powinno... Tak, patrząc na to, jak się na murawie prezentowaliśmy, pozostaje niedosyt. Jakość gry, styl - zdecydowanie lepsze niż na jesień - przyniosły tylko dwa punkty. I to jest minus. Ale jedyny. Nie można zespołowi zarzucić niczego pod względem gry, zaangażowania. Było natomiast tak, że przeciwnik - po naszych błędach w ustawieniu - zamieniał na gola niemal każdą sytuację, jaką sobie stworzył. Szczególnie w meczu ze Stomilem.

Mówi pan o błędach w ustawieniu, a nie - jak powiadają często trenerzy, używając „słów-wytrychów” - błędach indywidualnych. Zawiodła realizacja nakreślonej taktyki?
JERZY BRZĘCZEK: W Chojnicach straciliśmy dwie bramki po stałych fragmentach, więc mówmy raczej o braku cwaniactwa w przepychaniu się w polu karnym. W meczu ze Stomilem akcje bramkowe gości zaczynały się od prostych strat, w których w trakcie budowania akcji wybieraliśmy rozwiązania trudniejsze miast tych prostych.

Czy strata już czterech punktów - po dobrych meczach - nie wpływa na pańską „bitwę z myślami”: „Może lepiej - jak jesienią - wygrać 1:0, niż grać wysokim pressingiem, efektownie i... pechowo”?
JERZY BRZĘCZEK: Jesienią też podchodziliśmy wysoko, teraz w tym systemie zrobiliśmy jeszcze krok do przodu. Rzecz w tym, że wtedy przeciwnicy - mając w meczach z nami więcej sytuacji, niż Chojniczanka i Stomil w tym roku - nie byli tak skuteczni. Albo... tak fartowni. Przecież bramkę na 1:1 Stomil zdobył w 50 minucie, po praktycznie pierwszej akcji ofensywnej, wyprowadzonej w meczu. Mogę jednak z całą pewnością zapowiedzieć: z tej drogi nie zejdziemy.

Napomknął pan na konferencji po Stomilu, że niektórzy zawodnicy czuli w nogach styl gry, jaki prezentujecie. Te błędy w ustawieniu - ktoś się spóźnił o ułamek sekundy z kryciem, z asekuracją - mogą wynikać z tego?
JERZY BRZĘCZEK: Nie. Fizycznie jesteśmy lepsi, niż w zeszłym roku. W Chojnicach w ostatnich paru minutach to my mieliśmy 2-3 sytuacje z gry. W końcówce spotkania ze Stomilem też atakowaliśmy. Błędy, o których mówiłem, to raczej efekt braku wyrachowania. Jeżeli prowadzimy, niekoniecznie musimy podejmować ryzyko w każdej kolejnej akcji i grać każdą piłkę do przodu.
Rozegrajmy ją, dajmy przeciwnikowi pobiegać?
JERZY BRZĘCZEK: No właśnie! Obie akcje bramkowe poprzedziły nasze - ryzykowne - podania w celu stworzenia kolejnych sytuacji pod bramką rywala. A zatem - więcej cierpliwości.

Entuzjazm młodzieżowy? Prowadzimy 2:1, to strzelmy od razu trzeciego gola?
JERZY BRZĘCZEK: Raczej poczucie siły u poszczególnych piłkarzy. I radość z gry. Kiedy gra się taki mecz, jak ostatnio ze Stomilem, w którym niesamowita była atmosfera, kibice, poziom, czasem trudno o zimną kalkulację: „teraz zwalniamy”.

Przed wami starcie z Zagłębiem, które tydzień temu „dostało piątkę” w Nowym Sączu. Trudny mentalnie moment dla zespołu: zmobilizować się na zdołowanego rywala?
JERZY BRZĘCZEK: Może i zdołowanego, ale na pewno pałającego chęcią „odkucia się”. Nowa kolejka, nowy mecz, nowa sytuacja - nie ma już znaczenia, co było tydzień temu. O koncentrację swoich zawodników jestem spokojny: wiele przeżyli i wiedzą, że takie mecze - z 0:5 - się zdarzają.

Analiza przeciwnika jest elementem przygotowania do starcia; a więc zapytam, czy wynik z Nowego Sącza pana zaskoczył?
JERZY BRZĘCZEK: Nie. Od 2-3 miesięcy powtarzam, że w walce o ekstraklasę liczyć się będzie 7-8 zespołów, wśród nich - i Sandecja. Tym występem potwierdziła moje spostrzeżenia. Dziś mogę tylko dodać, że nie wykluczam scenariusza, w którym sprawa awansu rozstrzygnie się w gronie 5-6 drużyn w ostatniej kolejce!

Niejednego z kibiców GKS-u mógł w minioną sobotę zaskoczyć brak w jedenastce kapitana, Grzegorza Goncerza, i zarazem obecność w niej Igora Sapały.
JERZY BRZĘCZEK: Mamy bardzo wyrównaną kadrę i wybór meczowej osiemnastki jest niemałym problemem. Dla mnie ważne jest wszakże to, by każdy z piłkarzy miał świadomość, że jest drużynie potrzebny. W trzynastu najbliższych kolejkach dziać się będą z pewnością różne rzeczy; każdy z graczy szerokiej kadry musi więc już teraz dostać swą szansę, swe minuty na boisku, by swą „ważność” dla zespołu poczuł. Te decyzje kadrowe nie mają więc nic wspólnego z tym, że ktoś kogoś - mówiąc kolokwialnie - „wygryzł” ze składu. Chodzi o to, by przez cały czas wszyscy byli „pod parą”, gotowi do wskoczenia do jedenastki i zastąpienia kolegi.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~kikoUżytkownik anonimowy
~kiko :
No photo~kikoUżytkownik anonimowy
A co pana redaktora dziwi wejście do składu Igora Sapały. Zagrał dobry mecz, jest młodym bardzo obiecującym pomocnikiem. Gdyby nie za bardzo zrozumiałe decyzje trenera latala grałby z powodzeniem w ekstraklasie.
17 mar 18:12 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii