Janusz Białek: „Ze Stalą GieKSiarzom zawsze grało się trudno”

W sobotę o 17.45 w Mielcu miejscowa Stal podejmować będzie GKS Katowice. Janusz Białek, z którym porozmawialiśmy przed tym meczem, trenował w przeszłości obydwu rywali. Katowiczan - jeszcze w ekstraklasie, kilkanaście lat temu. Mielczan - całkiem niedawno. Awansował z nimi do pierwszej ligi, a zwolniony został... przed jesienną potyczką obu drużyn przy Bukowej.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Stal to jedna z rewelacji wiosny. Czemu jesienią - jeszcze za pana kadencji - było jej tak pod górkę?

JANUSZ BIAŁEK: Ten klub przez 19 lat grał na peryferiach wielkiej piłki. Taki okres zostawia ślady w każdej dziedzinie. Trzeba się było znów nauczyć futbolu na takim szczeblu. A na to potrzeba trochę czasu; nie idzie się od razu z podstawówki na uniwersytet. Musieliśmy więc zapłacić frycowe. Ale dziś w I lidze mamy już odtworzony układ sił z II ligi. Jako jej mistrzowie, jesteśmy już spośród beniaminków najwyżej w tabeli. Po prostu zimą zaczęto w Mielcu chodzić po ziemi, a nie - jak zaraz po awansie - bujać w obłokach.

Chce pan powiedzieć, że gdyby latem mógł pan dokonać podobnych roszad, jakie miały miejsce zimą, nie byłoby jesiennych wpadek?

JANUSZ BIAŁEK: Pieniądze niby nie grają, ale... po awansie do I ligi nasz budżet nie stanowił nawet połowy tego obecnego! Wspaniale, że udało się w Mielcu zbudować solidne podstawy finansowe do długiej obecności Stali w tych najwyższych ligach.

Jak będzie w sobotę?

JANUSZ BIAŁEK: GKS ma potężną siłę w każdej formacji i jestem przekonany, że swój cel na ten sezon zrealizuje. Ale w Mielcu musi być gotowy na twardy bój. Nie tylko dlatego, że Stal gra dobrze tej wiosny. Również dlatego - co pokazuje historyczna statystyka, ale i niedawne mecze, również towarzyskie - że z tym rywalem GieKSiarzom zawsze gra się bardzo trudno. Można lekceważyć takie dane, ale... ja zawsze uważałem, że jest coś w pojęciu „niewygodnego przeciwnika”. Wygląda mi więc na to, że skończy się remisem.


Z tej samej kategorii