Wostok, Akżajyk, Krymtepłycia... I „tylko... panienek brak”

GKS Katowice
 fot. gkskatowice.eu  /  źródło: Materiał prasowy

Obecny obóz GieKSy w Side to nie pierwszy w tym wieku wypad katowiczan na turecką riwierę. Ba; nie jest też - o czym wielu kibiców nie pamięta - pierwszym w tej dekadzie. Do Turcji swych podopiecznych w lutym 2011 zabrał też przecież Wojciech Stawowy. Ale po kolei...

W lutym 2004 roku zespół z Bukowej, wówczas wciąż aktualny brązowy medalista mistrzostw Polski (!), ale po jesieni 2003 zajmując dopiero ósme miejsce w czternastozespołowej ekstraklasie - poleciał na południe Europy pod opieką Jana Żurka. Jego bazą był pięciogwiazdkowy „Mares Hotel” w Marmaris, gdzie - jak pisaliśmy - „doba w pokoju dwuosobowym kosztuje 140 dolarów”.

 

3 tysiące dolarów i MVP

Po 22-godzinnej podróży (via Berlin i Izmir) GieKSiarze nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek: ledwie kilkanaście godzin po zakwaterowaniu przyszło im inaugurować turniej „Marmaris Cup” starciem z Szachtiorem Soligorsk. Dostali straszny łomot, przegrywając 1:5. „Dawno nie widziałem tak słabo grającego zespołu” - mówił po I połowie szkoleniowiec rywali GKS-u. O GKS-ie oczywiście.


Z Białorusinami katowicznie zagrali raz jeszcze - w finale; rewanż się nie udał, ale baty były już mniejsze: skończyło się porażką 2:3. W drodze do tegoż finału katowiczanie poradzili sobie z FBK Kowno (1:0) i kazachskim Wostokiem Ust-Kamieniogorsk (3:1). Drugie miejsce też miało swoją wartość: gospodarze wycenili je na 3 tysiące dolarów (podzielono je między zespół). Na dodatek Mirosław Widuch wrócił do kraju z nagrodą dla „MVP” imprezy, a trener Żurek - z mianem... najsympatyczniejszej postaci turnieju, przyznanym przez burmistrza Marmaris, Ismeta Karadinca.

 

Turecka łaźnia w Polsce

„Mamy dobry hotel z sauną, łaźnią turecką, basenami. Szczególnie imponujące wrażenie robi pokój dla masażysty, z przyciemnianymi światłami i tak intymną atmosferą, że tylko... panienek brak. Może jednak tego lepiej nie pisać?” - uśmiechał się wspomniany szkoleniowiec, relacjonując czytelnikom „Sportu” warunki, jakie GieKSiarze zastali na miejscu. Warunki, które... najwyraźniej im nie posłużyły; wiosną katowicki zespół w 13 kolejkach zgromadził najmniej punktów w całej stawce ekstraklasowej! To dopiero była „turecka łaźnia”! Na szczęście „oczek” z jesieni wystarczyło wtedy do dziesiątego, bezpiecznego miejsca na koniec sezonu.


Rok później - gdy przy Bukowej działo się już bardzo źle - do wiosennej (nieudanej) obrony statusu drużyny ekstraklasy Jan Furtok musiał swych podopiecznych szykować na 10-dniowym zgrupowaniu... przy Ceglanej.

 

Wyniki nie są najważniejsze?

Na kolejną turecką wyprawę katowiczanie udali się już po - skutecznej - odbudowie klubu ze zgliszczy, jakie latem zostawiła po sobie spółka GKS SSA. Nowa spółka, powołana przez Ireneusza Króla, wysłała zawodników do kurortu Avsallar (25 km od Alanyi). Po trosze zgrupowanie owo było już zapowiedzią chaosu, jaki ogarnie klub zarządzany przez nowego właściciela w kolejnych miesiącach. Tak naprawdę plan sparingów... układał się dopiero na miejscu.

 

Mieli GieKSiarze na przykład grać z Czornomorcem Odessa z ukraińskiej „Wyższej ligi”, a zagrali z Krymtepycią Mołodiżne z jej zaplecza. I przegrali 0:2. Zresztą tych porażek - z zespołami o często równie egzotycznie brzmiących nazwach - było więcej: 1:3 z Akżajykiem Uralsk (2. liga kazachska), 1:2 z Aktobe Lento (wicemistrz Kazachstanu), 2:3 z PFK Ołeksandrija (ukraińska ekstraklasa), 1:2 z Miniorem Pernik (pierwsza liga bułgarska). Udało się tylko z norweskim drugoligowcem, Il Hodd (2:1). „Co prawda wygraliśmy tylko jeden z sześciu sparingów, ale - jak powtarzam przez cały okres przygotowawczy - wyniki nie są najważniejsze” - zaznaczał po powrocie ówczesny trener, Wojciech Stawowy.
Wyniki ważne okazały się dopiero w rozgrywkach o punkty. I - jak siedem lat wcześniej - przyniosły rozczarowanie. Katowiczanie w 17 kolejkach zdobyli tylko punkcik więcej niż jesienią i nie zdołali poprawić mało eksponowanej, jedenastej pozycji w tabeli.

 

Do trzech razy sztuka?

W późniejszych latach - ze względu na koszta takiej wyprawy - o przygotowaniach na południu Europy nie było mowy. Dopiero teraz, gdy Katowice postawiły GieKSę na nogi, zdecydowano się na lutowe zgrupowanie w Side. Na liście rywali nazwy dużo bardziej znane: Juventus - choć nie z Turynu, a z Bukaresztu; Lokomotiw(i) - ale nie z Moskwy, a z Tbilisi; wreszcie Wołyń Łuck. To jednak nieważne; istotne, by tym ligowy efekt zagranicznych wojaży był zupełnie inny!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Ja nie SlązokUżytkownik anonimowy
~Ja nie Slązok :
No photo~Ja nie SlązokUżytkownik anonimowy


Redaktor reportażu = ogrom wiedzy na temat historii
GKS-y , czuć motyw wiary, że to właśnie teraz!!!
Należało by traktować tego pana jako jeden z wielu pozytywnych elementów , które są niezbędne do awansu tj. spokój, wiara, brak zwątpienia i apel kochane trybuny błagam pomóżcie.!!!
17 lut 00:09
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii