Grzegorz Goncerz: „Kiedy klaszczą, bądź gotów na gwizdy”

Miał niewiele ponad 17 lat, na pociąg z Krakowa do Zabrza kupował bilet ze zniżką dla uczniów, czasem „kimał” kątem u kolegów z drużyny. Kapitan GieKSy wielkiej ligowej piłki uczył się w klubie z Roosevelta.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Jak młody chłopak z Nowej Huty wylądował w Zabrzu?

GRZEGORZ GONCERZ: Ech, strasznie dawno to było... Zwolennikiem moich przenosin był ówczesny właściciel Górnika, Marek Koźmiński - swoją drogą nie zdążyłem mu do tej pory podziękować za tamto zaufanie. Wypatrzył mnie zaś na konsultacjach reprezentacji Polski mojego rocznika trener Władysław Łach, pracujący wówczas w Zabrzu jako skaut. I nagle, w wieku 17 lat, dostałem okazję treningów z ekstraklasowym zespołem! Fajna przygoda; również dlatego, że w jednym sezonie miałem okazję pracy z... trzema szkoleniowcami. Debiutowałem u Marka Wleciałowskiego, zastąpionego przez Marka Motykę. Potem przyszedł Ryszard Komornicki, na koniec... znów wrócił trener Motyka. Generalnie w tamtym sezonie mocno ciągnięto mnie w górę za uszy, bo na pewno nie byłem jeszcze gotowy na ten szczebel rozgrywek. Dziś, kiedy wiem, jak wiele kosztuje mnie powrót do ekstraklasy, doceniam fakt, że wtedy pewne rzeczy mi „podano na tacy”.

Na dodatek nie był pan sam, bo piłkarzem Górnika był pana rówieśnik z Nowej Huty, Marcin Siedlarz...
GRZEGORZ GONCERZ: Przyjaźniliśmy się oczywiście, sporo czasu spędzaliśmy wspólnie na zgrupowaniach kadry Małopolski i Polski. Marcin - dobrze prezentując się w lidze w barwach Górnika - dostał ofertę z Serie A. Zdecydował się z niej skorzystać, ale... chyba nie wyszło mu to na zdrowie. Za szybko chyba - to moje prywatne zdanie - spadły na niego i duże pieniądze, i duże oczekiwania. „Może być już tylko lepiej” - często wpadamy w pułapkę takiego myślenia. Życie brutalnie to zweryfikowało; niezła nauczka dla młodych piłkarzy: „Patrz dzień - a nie lata - do przodu”. Ja też z tej lekcji pokory skorzystałem, do obecnego statusu finansowego i piłkarskiego - swej pozycji w drużynie - dochodziłem powoli, małymi kroczkami.

Zbigniew Koźmiński zawsze powtarza, że za jego prezesury Górnik wydawał naprawdę niewielkie pieniądze na pensje. No to w przypadku 17-latków oszczędności pewnie były maksymalne?
GRZEGORZ GONCERZ: Patrząc na średnią ligową, mieliśmy kontrakty pewnie na poziomie III-, IV-ligowym. Ale ważniejsza dla nas była promocja i bycie w ekstraklasie niż pieniądze.

Mieszkał pan w tym czasie w Zabrzu?
GRZEGORZ GONCERZ: Jeżeli była taka potrzeba - jakiś popołudniowy trening itp. - nocowaliśmy u kolegów, którzy wynajmowali w Zabrzu mieszkania. Najczęściej u Kamila Króla lub Piotrka Leciejewskiego. Ale raczej jeździliśmy z Krakowa. Najpierw samochodem, z Krzyśkiem Bukalskim. Potem kupiliśmy sobie kartę na pociąg. Pamiętam do dziś: odjeżdżał 6.17 z Krakowa, w Zabrzu był kwadrans po ósmej. Z dworca zabierał nas Leon - zagorzały kibic Górnika. Niezły hart ducha trzeba było mieć: na dworcu w Krakowie wysiadałem najczęściej po 20.00, a jeszcze musiałem dojechać do Nowej Huty. To wszystko zaś trzeba było jeszcze godzić z nauką.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HanysInFabulaUżytkownik anonimowy
~HanysInFabula
No photo~HanysInFabulaUżytkownik anonimowy
do ~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
16 maja 16:23 użytkownik ~Kibic napisał
Jestem ciekawy jaki będzie wynik tych śmiesznych klubikow
Współczuję zainteresowań...
16 maja 18:58 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
Jestem ciekawy jaki będzie wynik tych śmiesznych klubikow
16 maja 16:23 | ocena:89%
Liczba głosów:9
11%
89%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HoffikUżytkownik anonimowy
~Hoffik :
No photo~HoffikUżytkownik anonimowy
Skoro gra w tak słabym klubie to dużo się nie nauczył.Wolę siedzieć nad wodą niż na jakimś kawałku stadionu patrząc na byle co.
16 maja 13:55 | ocena:78%
Liczba głosów:9
22%
78%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii