Dobra zmiana, czyli kij w mrowisko: GieKSiarskie kłopoty bogactwa

GKS Katowice - GKS Tychy
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Zbyt szeroki wybór dla trenera nie zawsze musi być sytuacją komfortową. Wiele energii i emocji pochłania wówczas rozstrzyganie dylematów: „czy to aby na pewno optymalne zestawienie”... - tak o wiosennej huśtawce wyników GKS-u mówi jego niegdysiejszy trener.

 Problemem GieKSy nie jest tej wiosny złe przygotowanie, „zadyszka” czy jakiekolwiek inne przyczyny, wymieniane w mediach. Ja pod tym względem w ekipie z Bukowej nie widzę niczego niepokojącego. Za dużo czasu w Katowicach poświęcają natomiast na znalezienie optymalnego ustawienia. Zbyt szeroki wybór dla trenera nie zawsze musi być sytuacją komfortową... - słowa (zwłaszcza ostatnie zdanie) Janusza Białka, szkoleniowca z długoletnim doświadczeniem na różnych szczeblach ligowych, są jak „wsadzenie kija w mrowisko” futbolowe. Nie tylko w przypadku GKS-u; środowisko trenerskie dużo częściej i chętniej narzeka przecież na krótką ławkę, niż na „kłopoty bogactwa” na niej. Ale też „Białkowa” opinia skłania do analizy, która przynosi... zaskakujące wyniki: katowiczanie rozegrali wiosną 9 gier ligowych, po każdej z nich w podstawowej jedenastce następowała przynajmniej jedna zmiana!

Poczuć swą „ważność”

Owszem, część z tych zmian wynika z sędziowskich upomnień, część - z nieuniknionych w futbolu kontuzji. - Fakt, kartek łapiemy dużo. Niektóre z nich bywają pochopnie pokazywane przez sędziów, ale duża część jest po prostu wynikiem przyjętej taktyki: wysokiego i agresywnego pressingu - dzieli się swymi spostrzeżeniami z meczów GieKSy jedna z jej ikon, Gerard Rother.

Cytowanemu wcześniej Białkowi nie o kartki i urazy jednak chodziło... - Przy kadrze nasyconej jakościowo dobrymi zawodnikami nie zawsze trafnie wybiera się tę najodpowiedniejszą jedenastkę - mówi. - Przede wszystkim zaś zbyt wiele energii i emocji u trenerów w takiej właśnie sytuacji pochłania rozstrzyganie dylematów: „czy to aby na pewno optymalne zestawienie”...
Co ciekawe - sam Jerzy Brzęczek, w rozmowie ze „Sportem” przez marcowym meczem w Sosnowcu, też „szedł” w podobnym kierunku. - Mamy bardzo wyrównaną kadrę i wybór meczowej „18” jest niemałym problemem. Każdy z graczy szerokiej kadry musi dostać swą szansę, swe minuty na boisku, by poczuć swą „ważność” dla zespołu - tłumaczył ówczesne roszady w jedenastce.

Spaleni w blokach?

- Z doświadczenia wiem, że niektórzy zawodnicy przed meczem mocno się „spalają w blokach”, nie mając pewności, czy po poprzednim występie dostaną kolejną szansę - to jeszcze raz Janusz Białek. Do tego dochodzi też kwestia pewnych automatyzmów w grze i... zwykłego zaufania do faceta grającego obok.

- Rozumienie między zawodnikami, ich wzajemne „czucie się” nie zawsze wynikać będzie tylko ze wspólnych występów. Można grać ze sobą parę lat, a i tak na boisku nie najlepiej się rozumieć - Jerzy Brzęczek odwołuje się jednak nie tylko do meczów o stawkę, ale przede wszystkim do wspólnych zajęć. - Wszyscy są na treningach; mają oczy otwarte i uszy przygotowane, żeby słuchać. Jeżeli ćwiczymy zadania taktyczne, każdy to widzi; choć oczywiście jedni będą je wykonywać lepiej, inni gorzej - przyznaje.

Wyścig na plus

Ostatni mecz z Tychami GieKSiarze rozpoczęli nie tylko ze zmianami personalnymi w obronie, ale i w odmiennym systemie taktycznym (modyfikowanym zresztą w trakcie gry). - Na treningach ćwiczymy różne ustawienia i różne warianty osobowe. W ubiegłą sobotę wyszło chyba nieźle, skoro rywal praktycznie nie stworzył sobie żadnej groźnej sytuacji - Mateusz Kamiński dostrzegał pozytywy tych zmian.

Z tej samej kategorii