Skuteczność cieszy, kontuzje - mniej...

Goncerz Cerimagić
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Sześć punktów i siedem zdobytych bramek w dwóch spotkaniach - dorobek GieKSiarzy z minionego tygodnia musi imponować, nawet jeżeli rywalami były zespoły „tylko” z dolnych rejonów tabeli. Zbiegły się owe wygrane z roszadami personalnymi w ofensywie; posadzony u progu wiosny na ławie Grzegorz Goncerz do pierwszej jedenastki wrócił „z przytupem”.

Gol w meczu z Podbeskidziem nie dał katowiczanom nawet punkcika, ale już trafienia w Puławach i Pruszkowie miały duży ciężar punktowy. - Piłka musiała nam „to” oddać - mówił kapitan GKS-u po potyczce z Wisłą, mając oczywiście na myśli dorobek postradany w meczach ze Stomilem czy Zagłębiem, wynikający zaś z braku skuteczności z jednej, a braku szczęścia - z drugiej strony.

O ile „Gonzo” znów trafia z regularnością godną „królewskiego” sezonu sprzed dwóch lat, o tyle na inauguracyjne trafienie w pierwszej lidze wciąż czeka Armin Cerimagić. Owszem, dla Górnika zdobywał już gole w trzeciej lidze (rezerwy), w Pucharze Polski, a nawet w ekstraklasie, ale na jej zapleczu - ani przy Roosevelta, ani przy Bukowej - jeszcze do siatki nie wcelował.

I może być o to trudno również w czwartek (20.45) w meczu z Miedzią. Bośniak swój udział w sobotnim spotkaniu z Wisłą zakończył już w przerwie, do której zresztą... dotrwał trochę na zasadzie ambicji, silnej woli i adrenaliny tłumiącej ból. Skręcona kostka wyglądała bowiem dość kiepsko, wynik badania ujawnić ma „rozmiar zniszczeń”.

Nie ma też pewności, czy w czwartek do dyspozycji trenera Jerzego Brzęczka będzie Dawid Abramowicz. Lewy obrońca, który meczu ze Zniczem nie dokończył z powodu urazu pachwiny, w poniedziałek wyszedł z drużyną na trening. Wciąż jednak nie jest w stuprocentowej dyspozycji zdrowotnej; ma na dojście do niej jeszcze 48 godzin.

 

Z tej samej kategorii