Katowicka łamigłówka z nazwiskami przed starciem w Sosnowcu

GKS Katowice - Wigry Suwalki
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Trudno podejrzewać ligowych szkoleniowców o to, że nie chcą meczów wygrywać. Czasem jednak nie sposób uciec od wrażenia, że zaskakującymi decyzjami personalnymi sami komplikują sobie życie.

Powyższy wniosek w przypadku katowiczan dotyczy oczywiście Damiana Garbacika i jego udziału - po 120 dniach od ostatniego występu - w sobotnim spotkaniu z Wigrami. Czym się owa decyzja Piotra Mandrysza skończyła, kibice GieKSy wiedzą aż nadto dobrze. Szkoleniowcowi po końcowym gwizdku przyszło - z jednej strony - skrytykować podopiecznego („Damian - nie patrząc, gdzie jest bramkarz - zagrał w światło bramki; tego nie wolno robić!”), z drugiej - wyjaśnić powody, które skłoniły go do roszady w środku katowickiej defensywy. - Garbacik dobrze zaprezentował się w sparingu z Cracovią. I nie chodzi wyłącznie o to, że strzelił bramkę - podkreślał opiekun GKS-u.

Wychowanek Granicy Kętrzyn na boiskach ligowych bywa jednak „elektryczny”. W ub. sezonie występ przeciwko Bytovii zakończył już po 35 minutach od wejścia na murawę (choć pojawił się na niej dopiero w 49 min), „łapiąc” dwie żółte kartki. W sobotę - co wszyscy świeżo mamy w pamięci - za nerwowo zareagował na próbę pressingu w wykonaniu jednego z rywali; skończyło się fatalnym „samobójem” i porażką zespołu. W konsekwencji zaś - przesunięciem do treningów z zespołem juniorów (na podstawie poniedziałkowej decyzji zarządu).

Krwiak i... zaprzątnięta głowa

Trener GieKSy zdecydował się na występ 21-latka wobec dłuższej absencji treningowej Mateusza Kamińskiego, „etatowego” stopera. - Do zajęć wrócił tak naprawdę dopiero w środę, trzy dni przed meczem. Wcześniej odczuwał dolegliwości związane z krwiakiem na mięśniu czworogłowym - przypominał szkoleniowiec. Kamińskiego brakowało już w poprzednim spotkaniu, z Odrą Opole. U boku Tomasza Midzierskiego zastępował go wtedy Lukas Klemenz, który tym razem cały mecz spędził na ławce. - Lukas ma małe dziecko i... nie wygląda w tej chwili najlepiej - rzucił Piotr Mandrysz na konferencji prasowej, dość eufemistycznie (jak widać) zgłaszając zastrzeżenia do aktualnej dyspozycji sportowej i mentalnej swego podopiecznego.

„Lewy” problem

Generalnie w GKS-ie problemów z defensywą jest więcej. - Jeszcze co najmniej przez dwa tygodnie będzie wykluczony z gry - mówił o Mateuszu Mączyńskim opiekun GieKSiarskiej drużyny (obrońca na czwartkowym treningu nieszczęśliwie zderzył się z Oktawianem Skrzeczem). Z konieczności zagrał więc w sobotę na lewej obronie Łukasz Zejdler, sprawdzany w tej roli w letnich meczach sparingowych. - Ale tym razem nie czuł się najlepiej na tej pozycji... - wzdychał trener Mandrysz na wspomnienie występu tego zawodnika. Zresztą dość szybka (w 65 minucie) zmiana była jaskrawym dowodem cenzurki, jaką wystawił zawodnikowi. Alternatywą na spotkanie w Sosnowcu jest więc takie ustawienie defensywy, w jakim katowiczanie kończyli mecz z Wigrami: z Adrianem Frańczakiem na lewej stronie i Daliborem Plevą na prawej.

Armin jednak bliżej

Dużą niespodzianką był też udział w sobotnim meczu Armina Cerimagicia. Jeszcze trzy dni wcześniej szkoleniowiec oceniał, że Bośniakowi daleko do meczowej osiemnastki. - Problemem jest nie tylko forma, ale i paszport - przypominał. Cerimagić przegrywa po prostu rywalizację z Serbem Andreją Prokiciem, a grać może tylko jeden zawodnik spoza krajów Unii Europejskiej. Ale Prokić - po urazie mięśniowym - nie zdążył z rekonwalescencją. - Trenowałem zaledwie dwa dni - wyjaśniał nam w sobotę.
- Jest szansa, że w środę będzie już do mojej dyspozycji - zdradzał Piotr Mandrysz.
Dodajmy jeszcze, że w weekend nawet na ławce rezerwowych zabrakło Jakuba Yunisa. To - według przekazanych nam informacji - wynik urazu stawu skokowego młodego Czecha

 

Z tej samej kategorii