Dlaczego??? Wiele pytań przy Bukowej, niewiele odpowiedzi

Cała drużyna zagrała fatalnie. Właściwie tylko do spokojnie grającego Sebastiana Nowaka w bramce i do Kamila Jóźwiaka, który dał dobrą zmianę, trudno mieć pretensje - mówił na konferencji prasowej po meczu z Sandecją Jerzy Brzęczek. Jak najbardziej naturalne po takich słowach trenera GKS-u Katowice jest pytanie: „Dlaczego?”. I padło. Sęk w tym, że zabrakło na nie odpowiedzi...

GKS Katowice - Sandecja Nowy Sacz
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

„Taka taktyka”

Obraz spotkania z Sandecją dla bywalca meczów GKS-u musiał być zadziwiający. GieKSa schowana niemal za podwójną gardą, czekająca raczej na szansę do kontry niż próbująca narzucać rywalowi „swoje granie”. I nie był to wcale wynik boiskowego układu sił, czyli zepchnięcia gospodarzy do takiej obrony przez sądeczan. Pomeczowe słowa katowiczan: „Taka miała być taktyka” - nie zostawiają wątpliwości, że przed jednym z najważniejszych spotkań tej wiosny katowiczanie porzucili własny styl, którym przecież publicznie się szczycili. Tylko.... no właśnie - dlaczego?

„Nie było widać”

Nie można oczywiście przy analizie meczu pominąć postawy gości. Skorzystali oczywiście z możliwości, jakie otworzyła im wspomniana taktyka GieKSiarzy - to po pierwsze. Po drugie - co podkreślił trener Radosław Mroczkowski na konferencji (- Przydała się nam nasza analiza przedmeczowa....) - sądeczanie wytrącili miejscowym ich wielki atut, czyli akcje skrzydłami. Dynamika i ofensywne nastawienie Mateusza Wdowiaka z jednej, a Kamila Słabego i Adriana Danka z drugiej strony sprawiły, że Alan Czerwiński i Dawid Abramowicz dużo więcej czasu poświęcić musieli na destrukcję, niż na - zwyczajowy i często skuteczny - udział w akcjach zaczepnych. Efekt? - Za mało piłek docierało do pierwszej linii - rozkładał bezradnie ręce Andreja Prokić. Ale wzmocnienie katowickich skrzydeł nastąpiło dopiero na kwadrans przed końcem: Kamil Jóźwiak był ostatnim rezerwowym desygnowanym do gry. Nawet wtedy jednak... - Nie było widać, że walczymy o trzy punkty i awans - zauważał Jerzy Brzęczek. Pytanie „dlaczego?” zawisło jednak w próżni.

SKRÓT MECZU GKS KATOWICE - SANDECJA NOWY SĄCZ

 

„Tylko cztery w pięciu”

Przywołajmy jeszcze parę zdań Jerzego Brzęczka. - Czegoś brakuje tej drużynie, by przełamać się w meczach stykowych - mówił, nawiązując do fatalnego bilansu „domowych” gier jego podopiecznych w tym roku. - Jeżeli marzymy, by awansować, musimy „odczarować” nasz stadion - dodawał, nie precyzując jednak, jakie antidotum na tę słabość znaleźć przed konfrontacjami przy Bukowej z MKS-em Kluczbork i Bytovią. Niby to dwa najsłabsze w tej chwili zespoły tabeli, ale... zespół z Opolszczyzny ostatnimi czasy zaczął punktować, zaś w Bytowie GKS w listopadzie zostawił komplet „oczek”. -

Wiosną jest inna presja niż jesienią - zaznaczał co prawda trener katowiczan, ale z tym zdaniem... pewnie nie zgodziliby się ci najwierniejsi fani. W tym roku z „Blaszoka” nie popłynął żaden tekst mogący w jakikolwiek sposób „zestresować” profesjonalnego piłkarza. „Cała GieKSa razem” - fani wciąż są wierni temu hasłu marketingowemu, choć irytacji wynikami drużyny na własnym stadionie nie krył tym razem nawet sam Brzęczek. - Tylko cztery punkty w pięciu meczach. Pytanie, dlaczego tak jest - zastanawiał się na konferencji prasowej. Tym razem więc słowo „dlaczego?” już nie musiało padać z sali.

Odpowiedzi? Nie będą potrzebne, jeśli GKS wymarzony cel zrealizuje. Jeśli się nie uda, też już mogą być niepotrzebne. Wtedy ważniejsze będzie pytanie: „Kogo za to rozliczyć?”...

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~BDCUżytkownik anonimowy
~BDC :
No photo~BDCUżytkownik anonimowy
Sandecja zagrała mądrą piłkę, GKS wprost przeciwnie. Sandecji należą się gratulacje, a my nie mamy miejsca na kolejne dziwne "taktyki" jeżeli chcemy myśleć o awansie. W 4 spotkaniach albo wywalczymy 12 pkt., albo awans odpłynie.
15 maja 14:20 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii