Dyrektor Sandecji o GieKSie: Brakowało szczęścia i... egoizmu

W piątkowe popołudnie (17.45) - hit 30. kolejki przy Bukowej, czyli mecz GKS Katowice - Sandecja Nowy Sącz. Arkadiusz Aleksander po raz pierwszy przyjedzie na Bukową nie w roli supersnajpera, ale jednego z działaczy niespodziewanego lidera pierwszej ligi.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Od kilku miesięcy obserwuje pan mecze Sandecji, wbijając się w garnitur, a nie w strój sportowy. Nie żal tej boiskowej adrenaliny?

ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Nie, bo jesteśmy liderem, na dobrej drodze do tego, by zrobić niespodziankę

Żadnego dreszczyku emocji, na zasadzie: „Wpadłbym na boisko i zrobił to lepiej?
ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Aktywność fizyczną wciąż praktykuję: ruszam się, biegam. Ale mam już swój wiek i dziś raczej cieszę się z faktu, że miałem odwagę odejść w takim momencie, w którym byłem na szczycie. Przeszedłem „na drugą stronę” bardzo łagodnie, i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć: już nigdzie więcej - na żadnym szczeblu i w żadnym klubie - nie zagram o punkty.

Ale pewnie było takich kilka meczów - jesienią choćby ze Stomilem, Wisłą Puławy czy Podbeskidziem - w których nowosądeccy napastnicy tłukli głową w mur rywali. 36 - wówczas - lat to żaden wiek dla piłkarza...
ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Były takie mecze, owszem. Ale akurat w Sandecji nie chodzi o to, by napastnicy strzelali po 15 bramek. Siłą naszą jest to, że te gole zdobywają prawie wszyscy i wszyscy do tego zespołu coś wnoszą. Przykład Maćka Małkowskiego pokazuje, że nawet wykluczenie - do końca sezonu! - tak ważnego ogniwa nie jest wielkim dramatem. Drużyna wciąż gra dobrze, choć oczywiście w pierwszym momencie niepokój był spory. Ekipa zareagowała jednak ogromną mobilizacją, czego dowodem - dwa zwycięstwa bez Maćka.

Bartek Dudzic okazał się godnym następcą?
ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Owszem. Ale on przecież niekoniecznie grać musi na lewej stronie. Jest uniwersalnym zawodnikiem, ostatnio - w bardzo dobrej formie. Zresztą grał w przeszłości w GKS-ie Katowice, więc pewnie bardzo będzie się chciał kibicom przy Bukowej przypomnieć.

Chwali pan swych następców, to zrozumiałe. Ale jesienią w Nowym Sączu gola GieKSie nie strzelili. A pan nieco wcześniej, wiosną - i owszem: aż cztery! Więc brakło pana „AA” na murawie.
ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Ale już wiosną nie brakuje nikogo! Więc zostanę na trybunach (śmiech).

Rola dyrektora sportowego to dla pana swego rodzaju nowe doświadczenie. Czy kiedy obejmował pan to stanowisko przed obecnym sezonem, od razu pojawił się cel w postaci awansu?
ARKADIUSZ ALEKSANDER: - Prezydent Nowego Sącza zimą powiedział bardzo jasno, że chce awansu do ekstraklasy. Ja właśnie przez niego jestem delegowany do pracy w klubie, odpowiadając za sprawy sportowe, więc robię wszystko, by owo zadanie wykonać. Wiem, że po tamtej deklaracji niektórzy się z nas pod nosem podśmiewywali, ale my wykonywaliśmy po prostu sukcesywnie i rzetelnie naszą pracę, i teraz zbieramy tego efekty.

Z tej samej kategorii