Obecność ojca na ławce nie stresuje Pawła Mandrysza

Paweł Mandrysz
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Niespełna 20-letni pomocnik jest w tej chwili najgroźniejszym zawodnikiem drużyny z Bukowej. - W trakcie meczu w głowie nie mam myśli, że tata będzie mnie oceniał, nie wywieram na sobie sztucznej presji. Zaakceptowałem już, że teraz jest moim trenerem i w ogóle mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - pomaga - przekonuje Paweł Mandrysz.

Skuteczność strzelecka to pięta Achillesowa drużyny z Bukowej w tym sezonie. W trakcie letnich sparingów GieKSa zdobyła tylko jednego gola (w przegranym 1:4 spotkaniu z Odrą Opole), w rozgrywkach ligowych zdobyła dwa gole (1:2 z Pogonią Siedlce i 1:1 z Miedzią Legnica). Dwie z tych bramek zdobył niespełna 20-letni Paweł Mandrysz (z Odrą i Miedzią), ponadto „Mandi” wywalczył rzut karny w meczu z Pogonią, a na gola zamienił go Tomasz Foszmańczyk.


To chwalebne, że młodzieżowiec jest najgroźniejszym zawodnikiem jedenastki z Katowic, ale co robią jego bardziej znani i doświadczeni koledzy? Trener Piotr Mandrysz będzie miał poważny zgryz, gdy syna zabraknie na boisku. Wprawdzie w kadrze GKS-u jest kilku młodzieżowców, ale czy udźwigną ciężar?

BOGDAN NATHER: Czy Paweł Mandrysz w tym sezonie będzie najlepszym snajperem GKS-u Katowice?
PAWEŁ MANDRYSZ: - Nie wiem, trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na razie moje statystyki wyglądają w miarę dobrze, ale po prostu tak się to ułożyło. Cieszę się, że pomagam drużynie, ale kto będzie naszym najlepszym strzelcem tak naprawdę nie ma znaczenia. Liczy się tylko wynik zespołu.


Remis w Legnicy jest krokiem do przodu?
PAWEŁ MANDRYSZ: - Myślę, że tak. Co by bowiem nie powiedzieć, Miedź jest bardzo dobrym zespołem, groźnym u siebie. My jednak w sobotnim meczu dobrze broniliśmy się, w defensywie graliśmy bezbłędnie, aż do.. 96 minuty. Ten remis to dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami w lidze. Trochę jeszcze dołożymy jakości w obronie i poprawimy grę w ofensywie. Jest dobrej myśli, że wkrótce zaczniemy wygrywać.


Fakt, że tata jest trenerem, bardziej pana mobilizuje i motywuje do dobrej gry?
PAWEŁ MANDRYSZ: - Zawsze starałem się, by wszyscy byli ze mnie zadowoleni, niezależnie kto siedział na ławce. W trakcie meczu w głowie nie mam myśli, że tata będzie mnie oceniał, nie wywieram na sobie sztucznej presji. Zaakceptowałem już, że teraz jest moim trenerem i w ogóle mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - pomaga.


Gdy był pan zawodnikiem ROW-u Rybnik, nie łapał pan zbyt wielu żółtych kartek. Teraz w dwóch kolejkach został pan już dwukrotnie upomniany przez sędziów. Częściej pan fauluje niż kiedyś, gra bardziej agresywnie?
PAWEŁ MANDRYSZ: - Na pewno w mojej grze wiele się zmieniło. W ROW-ie nie byłem obarczony tyloma zadaniami w defensywie, co w Katowicach. Teraz częściej ryzykuję, by przerwać akcję ofensywną przeciwnika. Moje kartki nie są rezultatem brutalnej gry, lecz fauli taktycznych. W Legnicy sfaulowałem przeciwnika na środku boiska i tata uznał, że nie musiałem tego zrobić. Ja doszedłem jednak do innego wniosku, bo bałem się, że nie dogonię przeciwnika, a on może zagrać do kolegi, który zaatakuje naszą bramkę. To było zaraz po strzeleniu bramki, po prostu chciałem zażegnać grożące nam niebezpieczeństwo.


W związku z tym, w następnych meczach będzie pan grał „ostrożniej”?
PAWEŁ MANDRYSZ: - Na pewno nie będę kalkulował i nie cofnę nogi. Jeżeli sytuacja na boisku tego będzie wymagała, popełnię kolejny faul taktyczny. Wcześniej, czy później będę musiał „odpocząć”, ale nie ma dramatu. Mamy w kadrze kilku młodzieżowców, którzy na pewno sobie poradzą.

 

Z tej samej kategorii