Napastnik Odry Opole chwalony za... żółte kartki!

Marcin Niemczyk
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Marcin Niemczyk był wściekły, gdy trener Jan Furlepa pominął go w meczowej „18” na wyjazdowy pojedynek z Wartą Poznań. Na każdym treningu 21-letni napastnik stara się przekonać szkoleniowca, że może mu zaufać i wystawić w meczu. Ambitny piłkarz przekonuje, że jego drużyna jest dopiero w połowie drogi do I ligi.

BOGDAN NATHER: Był pan wściekły, kiedy trener Jan Furlepa nie zabrał pana do Poznania na mecz z Wartą?
MARCIN NIEMCZYK: - Jeszcze jak! Ale to normalna reakcja zawodnika, który został pominięty w meczowej osiemnastce, a w poprzednim meczu był pierwszym wchodzącym z ławki. Po meczu z Olimpią Elbląg cały czas byłem „pod prądem” i liczyłem na kolejne minuty w następnym spotkaniu. Decyzja trenera Furlepy o pominięciu mnie w meczu z Wartą była dla mnie kompletnym zaskoczeniem.


A zaskoczony tym, że w meczu z Bełchatowem zagra od pierwszej minuty? Miejsce w podstawowej jedenastce zrobił panu Aleksander Kowalski, który musiał pauzować za żółte kartki?
MARCIN NIEMCZYK: - Powiem szczerze - byłem na taki zwrot akcji przygotowany. Gdzieś z tyłu głowy miałem to zakodowane. Uważałem, że mam szansę gry od początku, bo Waldek Gancarczyk wciąż walczył z kontuzją.


Mecz z Gryfem Wejherowo rozpocznie pan w podstawowym składzie, czy na ławce rezerwowych? W ostatnim spotkaniu z GKS-em Bełchatów był pan pierwszoplanową postacią w Odrze…
MARCIN NIEMCZYK: - Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, na jaki wariant zdecyduje się trener Furlepa, a poza tym Waldek Gancarczyk jest już na końcowym etapie leczenia. Co się zaś tyczy mojego występu w ostatnim meczu z Bełchatowem, to uważam, że zagrałem solidnie.


Tylko tyle? Przemawia przez pana wrodzona skromność?
MARCIN NIEMCZYK: - Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. W meczu z Bełchatowem mogłem na przykład strzelić dwie bramki, a nie tylko jedną. W pierwszym przypadku piłka zsunęła mi się po nosie i bramkarz bez problemu ją złapał.


Na jakiej pozycji czuje się pan najswobodniej, na skrzydle, czy na „dziesiątce”?
MARCIN NIEMCZYK: - Najlepiej czuję się na „10”, na tej pozycji jestem najbardziej kreatywny i najbardziej pomocny drużynie. Czasami byłem ustawiany na skrzydle, a u trenera Smółki grywałem też na „9”, ale byłem taką fałszywą „9”, bo schodziłem do boku, wyciągałem obrońców przeciwnika w boczne sektory boiska. „Dziesiątka” to moja optymalna pozycja, na niej mogę zademonstrować swoje walory, szybkość, dobrze czuje się w grze kombinacyjnej.


Walka o miejsce w składzie napędza pana na treningach, czy deprymuje? A może wolałby pan mieć zagwarantowane miejsce w wyjściowej jedenastce?
MARCIN NIEMCZYK: - W Odrze Opole kadra zawsze była bardzo szeroka i walka o miejsce w podstawowym składzie bardzo zacięta. Teraz, zimą, została ona wzmocniona, bo przecież Gabriel Nowak i „Pszczółka”, czyli Marcin Wodecki, nie tylko grają w wyjściowej jedenastce, ale strzelają bramki. Zmiennicy też dają jakość drużynie, bo często wchodzą z ławki i strzelają gole na wagę zwycięstwa. Na każdym treningu jestem zmotywowany i pokazuję trenerowi, że może mi zaufać. Liczę na więcej minut na boisku w kolejnych spotkaniach ligowych.


Dorobek bramkowy ma pan na razie skromny, tylko dwa gole w 17. meczach. Nie jest pan chyba z niego zadowolony?
MARCIN NIEMCZYK: - Oczywiście, że nie. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że nawet połowy tych meczów nie rozpoczynałem w podstawowym składzie. Oprócz dwóch bramek mam bodajże dwie asysty, czyli też średnio. W każdym meczu musi grać wprawdzie dwóch młodzieżowców, ale „Toby” Weinzettel jest pewniakiem, a mnie droga jako drugiemu młodzieżowcowi zamknął Olek Kowalski. Mam jednak nadzieję, że teraz może być tylko lepiej.


Jak na napastnika łapie pan dużo kartek, w tym sezonie został już pan upomniany siedem razy. Gra pan na pograniczu faulu, czy też czasami ma po prostu za długi język?
MARCIN NIEMCZYK: - Liczba kartek się zgadza. Cóż mogę powiedzieć? Zazwyczaj wchodzę z ławki rezerwowych, najczęściej w drugiej połowie, a wtedy gra zazwyczaj jest szarpana. Jako napastnik muszę przerywać akcje zaczepne przeciwnika i stąd te kartki. Często jestem za te zagrania przez trenera… chwalony. Długiego języka nie mam, staram się nie dyskutować z sędziami, nawet wtedy, gdy się nie zgadzam z ich decyzją.


Jak blisko jesteście pierwszej ligi?
MARCIN NIEMCZYK: - Wprawdzie minęliśmy już półmetek, ale jesteśmy dopiero w połowie drogi, bo przed nami najtrudniejsze mecze - z Radomiakiem, Rakowem, Puszczą Niepołomice. My jednak nigdy nie wybiegamy daleko w przyszłość, skupiamy się tylko na najbliższym meczu. Dlatego teraz koncentrujemy się na wyjazdowym spotkaniu z Gryfem Wejherowo. Zdejmujemy z siebie presję, nie ma „spinki”, bo nie zastanawiamy się, czy jesteśmy liderem, czy na trzecim miejscu w tabeli. Na mecie interesują nas trzy czołowe lokaty, obojętnie z którego miejsca awansujemy. Baraże nas nie interesują.

 

Z tej samej kategorii