Odra musi uważać. Inaczej zrobi się nerwowo

Mirosław Smyła
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Klęska poniesiona ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki w Pucharze Polski zmobilizowała beniaminka z Opola. W lidze na takie wpadki nie może być miejsca.

Mimo dwóch awansów z rzędu, za Odrą trudne lato. Temperaturę najpierw „podgrzało” niespodziewane rozstanie z trenerem Janem Furlepą i zastąpienie go Mirosławem Smyłą, a następnie – klęska w rundzie wstępnej Pucharu Polski. 0:5 z III-ligowym Świtem Nowy Dwór Mazowiecki musiało zaboleć.

 

Tak samo, tylko lepiej!

- O występie w Pucharze Polski zespół musi jak najszybciej zapomnieć. Zapominał aż do… zdobycia drugiej bramki w ostatnim przed ligą sparingu ze Ślęzą Wrocław. Przy kilkuset kibicach na trybunach, odczuwalne było napięcie. Każdy zastanawiał się nad podaniem piłki dłużej niż zwykle, nie chcąc popełnić błędu. Od stanu 2:0 na naszą grę już miło było patrzeć. Drużyna rozluźniła się. Podsumuję to słowami jednego z kibiców, który powiedział po meczu: „Trenerze, ma być tak jak teraz, tylko lepiej!”. Niech tak się stanie – uśmiecha się szkoleniowiec Odry.

 

Pucharowe ostrzeżenie zmobilizowało jednak wszystkich w klubie do zaktywizowania się na rynku transferowym. W minionych dniach kontrakty podpisało czterech nowych zawodników: bramkarz Mateusz Kuchta, czeski pomocnik Jakub Habusta, napastnik Paweł Wojciechowski i młodzieżowiec Filip Żagiel. Wypożyczenie tego ostatniego z Górnika Zabrze jest jeszcze na etapie finalizacji.

 

Nikt się nie tłumaczy

- Dokonaliśmy kilku transferów, które – mamy nadzieję – wzmocnią zespół. Rozszerzyliśmy kadrę do prawidłowych rozmiarów i teraz daje szansę wyboru, większej rywalizacji w czasie zajęć treningowych, ale i roszad w trakcie ligi. Mam tu na myśli zwłaszcza kontuzje czy kartki. Pamiętajmy jednak, że nowi zawodnicy przychodzili do nas w różnych terminach. Wojciechowski podpisał kontakt już po obozie. Później dołączył też Żagiel. To nie ma być żadnym alibi czy wybiegiem politycznym, ale zespół jeszcze potrzebuje czasu, by się zgrać. Lato było krótkie. Nikt jednak się tu nie tłumaczy. Od pierwszego meczu chcemy walczyć z każdym. Z Górnikiem Łęczna i kimkolwiek innym. Do każdego meczu mamy podchodzić tak, jakby był zarazem pierwszym i ostatnim; o wszystko. Takie nastawienie nam przyświeca – podkreśla Smyła.

 

Licząc na zrozumienie

I – mimo wszystko – prosi o cierpliwość kibiców Odry, którzy w ostatnich tygodniach mieli prawo czuć się zaniepokojeni. - Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania kibiców po dwóch z rzędu awansach są ogromne. Kibic czasem nie analizuje, że to pierwsza liga, w której wymagania odnośnie umiejętności, taktyki i motoryki są wyższe. Odra brylowała w drugiej lidze, ale mieliśmy mnóstwo przykładów drużyn, które po awansie dołowały, bo ten przeskok jest naprawdę duży. Może nie jest to aż tak widoczne z trybun, ale biegając po boisku czy stojąc przy linii czuje się to bardzo. Jakość piłkarzy jest po prostu wyższa. Może być taki moment, w którym zrobi się nerwowo – jeśli kibice nie zrozumieją, że Odra nie zawsze będzie dominowała i strzelała po kilka goli w meczu, jak w poprzednich latach. Wierzę jednak, że to zrozumienie będzie i fani będą dla nas wsparciem, tym prawdziwym dwunastym zawodnikiem – przyznaje szkoleniowiec beniaminka.

Z tej samej kategorii