Tomasz Midzierski: Wywiad? Tylko wewnętrzny

Sparing: GKS Katowice - Karpaty Lwow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Babcia Kamila Glika mieszkała dwa piętra nade mną, więc pamiętam małego blondyna, kręcącego się po bloku. Do drużyny na podwórku go nie zapraszaliśmy, bo kilka lat młodszy był - z nowym kapitanem GieKSy rozmawiamy o jastrzębskiej przeszłości i... studiach dziennikarskich.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Podobno i pan mógłby ten wywiad przeprowadzać, skoro właśnie ukończył pan „dziennikarstwo i komunikację społeczną”. Skąd pomysł na taki kierunek edukacji?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Zbyszek Zakrzewski - kolega z Miedzi - otwierał ten kierunek na Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu. Stworzyła się więc dla wielu z nas szansa, by - po stopniu licencjackim - łatwiej zdobyć tytuł magistra. Łatwiej - w sensie dopasowania „pod nas” terminów zaliczeń i egzaminów. Merytorycznie trzeba było jednak oczywiście „ogarnąć” całość materiału.

 

A wcześniejszy licencjat - też z tej branży?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Nie. Licencjat był z pedagogiki resocjalizacyjnej.

 

No to dość odległe od sportu zainteresowania!

TOMASZ MIDZIERSKI: - Zaczynałem w ogóle studia na kierunku „wychowanie fizyczne” na uczelni w Raciborzu, ale wówczas nie udało się zdobyć licencjatu. W okresie mojej gry w Gdańsku pojawiła się jednak okazja dokończenia nauki, tyle że właśnie na pedagogice. Skorzystałem z tego, napisałem pracę licencjacką, obroniłem ją, a teraz jestem w trakcie pisania magisterskiej.

 

Temat?

TOMASZ MIDZIERSKI: - „Różnice kulturowe w wizerunku trenerów piłkarskich” - na przykładzie chociażby Kloppa, Manciniego, Fergusona czy Wengera.

 

?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Staram się badać wpływ pochodzenia - czyli właśnie cech kulturowych - na pracę szkoleniową i sukcesy poszczególnych trenerów. Końcowe wnioski w tej pracy mam dopiero przed sobą, ale chyba każdy kibic potrafi wskazać różnicę np. między Fergusonem a Mourinho, wynikającą z temperamentu charakterystycznego dla danej nacji.

 

Dyplom z tej dziedziny to rzeczywiście pański pomysł na życie po karierze piłkarza?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Ta szkoła daje nam wiedzę potrzebną do pracy w roli rzecznika prasowego klubu, członka działu marketingu itp. Nie da się ukryć, że po okresie czynnej gry chciałbym pójść w karierę trenerską - mam na oku te kursy. Ale nie zaszkodzi - myśląc o pracy w klubie - mieć również parę innych furtek.

 

Wprawki dziennikarskie były?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Wywiad w ramach zajęć.

 

Z kim?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Z kolegami z grupy. A grupa była fajna: Piotrek Reiss, Robert Kolendowicz, Bartek Ława.

 

Opublikowano gdzieś owoc tej pracy?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Nie. To było tylko na potrzeby „wewnętrzne”.

 

A co student dziennikarstwa napisałby dziś w relacji z meczu Siarka - GKS Katowice w Pucharze Polski?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Falstart. Ale takimi prawami puchary się rządzą: słabsze zespoły często potrafią sprawić niespodziankę. Straciliśmy gola, a później mieliśmy do czynienia z typowym scenariuszem pierwszoligowym: jeden się broni wszystkimi siłami, a drugi próbuje przełamać tę obronę.

 

Martwi pana, że koledzy w ofensywie są tak nieskuteczni?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Nie. Widzę ich na co dzień w treningu. I na tej podstawie jestem optymistycznie nastawiony do pierwszego meczu. Są u nas zawodnicy, którzy niejednego gola już w życiu zdobyli i są tacy, którzy niejedną asystę z boku zaliczyli.

 

Jak to jest, że stoper wybrany do „jedenastki sezonu”, zaraz po nim szukać musi nowego klubu?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Dobre pytanie, już je parę razy tego lata słyszałem. Ale nie ja powinienem na nie odpowiadać. Może wreszcie ktoś z Miedzi zabierze głos na ten temat?

 

Zabrał. „Chciałem stopera, który lepiej radzi sobie z wyprowadzaniem piłki” - tak trener Dominik Nowak tłumaczył zamianę Midzierskiego na Bożicia. I co pan na to?

TOMASZ MIDZIERSKI: - No... nie wiem, co powiedzieć. Ma prawo do swojego zdania.

 

Czuje się pan zawodnikiem, który musi popracować nad tym elementem?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Każdy z nas w każdym momencie musi się uczyć i pracować nad sobą, by się rozwijać. Słów trenera Nowaka nie skomentuję. Nie spotkaliśmy się nigdy twarzą w twarz, nie podaliśmy sobie rąk. A przecież wystarczyło powiedzieć mi prosto w oczy: „Skończyła się pewna era, dzięki”. Spotkałem się za to tylko z panią prezes i usłyszałem od niej, że rozstanie to decyzja trenera.

 

W życiu przeżył pan jeden awans - z Lechią. Ale dawno. Potem odchodził pan z klubów - z Zawiszy, z Górnika Łęczna, z Sandecji - na rok, dwa przed ich sukcesami. Jak to jest?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą. Jeżeli czuję, że miałbym problem z graniem, albo że ktoś zaczyna kręcić nosem na moją osobę, to staram się zmienić takie miejsce pracy na inne. Nie chcę nikomu niepotrzebnie siedzieć na głowie. I takie właśnie były te moje przypadki. W Sandecji rozszedłem się z prezesem Dankiem bezkonfliktowo, z Łęczną też pożegnałem się bez emocji. No, może z niewielkimi, bo przez parę tygodni trzymano mnie w niepewności, bez kontraktu, by w końcu... zatrudnić kogo innego. Było - minęło; przyszła wówczas na szczęście oferta z Miedzi.

 

No to jeszcze jeden cytat: „Jak będzie się solidnie przykładał do treningu, to może być kiedyś czołowym stoperem ligi”. Wie pan, kto powiedział tak o panu jakieś 10 lat temu?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Jacek Zieliński?

 

Nie. Marek Bajor, wówczas II trener Lecha. Jak pan dziś odniesie się do tego jego „proroctwa”?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Mogę powiedzieć, że... jestem solidnym pierwszoligowcem.

 

A czemu jednak nie ekstraklasowcem?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Bo czasami trzeba mieć łut szczęścia, by się w tej ekstraklasie załapać i w niej zostać. Dam przykład: właśnie w Poznaniu wróciliśmy późno w nocy z wyjazdowego meczu w Białymstoku. Trener Franciszek Smuda wyznaczył grupę zawodników, która następnego dnia zagrać miała we Wronkach z „Jagą” w meczu Młodej Ekstraklasy. Powiedział mi: „Ty zagrasz tylko połówkę, bo w następnej kolejce widzę cię w pierwszym składzie na spotkanie z Polonią Bytom”. No i... oczywiście w tych Wronkach złamałem kość piszczelową. Pauzowałem sześć tygodni, a po rehabilitacji walkę o miejsce w tak silnej drużynie, jaką był wtedy Lech, musiałem zaczynać od zera. Wybrałem więc wypożyczenie do Lechii. Wywalczyliśmy awans do ekstraklasy, zagrałem w niej osiem meczów, ale... nie po drodze było nam z trenerem Zielińskim. A - jak powiedziałem - nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą.

 

Nie udało się potem awansować z Sandecją, z Łęczną, nie udało się też przez parę lat z Miedzią. Czemu, skoro - jak na warunki pierwszoligowe - Legnica to „eldorado”?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Jest tam wszystko, to prawda: silne nazwiska, dobrzy trenerzy, świetna baza, wielu kibiców - i brakuje kropki nad „i”. Inna rzecz, że w okresie mojej gry w Miedzi miałem tam... dziewięciu trenerów.

 

Ten ostatni miał jednak sporą stabilizację...

TOMASZ MIDZIERSKI: - To prawda; pracował dłużej niż sezon i... zabrakło nam punktu.

 

Posłuchałem tych komplementów pod adresem Miedzi i... właściwie podobnie mogłaby brzmieć charakterystyka GKS-u. No to czego potrzeba, by zakończenie jednak było inne, szczęśliwsze?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Rzeczywiście... A czego potrzeba? Byśmy wszyscy szli w jednym kierunku. Nie może być tak, że kiedy jest dobrze, to jesteśmy razem, a kiedy zdarzy się przegrany mecz, pojawia się wielka obraza na trenerów i piłkarzy, i wielki „hejt”.

 

Widzę, że naczytał się pan internetowych opinii po meczu z Siarką!

TOMASZ MIDZIERSKI: - Nie czytałem. Ale czytała „szatnia”. I trochę o tym rozmawiała. Ale ja myślę, że o stronę piłkarską kibice powinni być spokojni. Jest potencjał w tej ekipie, a trener Mandrysz już wiele razy pokazał, że z takiego potencjału potrafi wycisnąć to, co najlepsze.

 

Opaska kapitańska to nie nowość w pańskiej karierze. Ale we wspomnianych okolicznościach - czasem może mieć sporą wagę...

TOMASZ MIDZIERSKI: - Bycie kapitanem w takiej drużynie to duże wyróżnienie i zaszczyt. A ciążyć nie będzie. Mam nadzieję, że raczej doda mi skrzydeł, woli walki. No i umiejętności, bo - jak usłyszałem od pana na podstawie jednego z cytatów - nie wszystko potrafię.

 

Na koniec pytanie... demograficzno-geograficzne. W Jastrzębiu dobrzy stoperzy się rodzą?

TOMASZ MIDZIERSKI: - Babcia Kamila Glika mieszkała dwa piętra nade mną, więc pamiętam małego blondyna, kręcącego się po bloku. Do drużyny na podwórku jeszcze go nie zapraszaliśmy, bo jednak kilka lat młodszy był. Może szkoda, bo przecież wyrósł z niego jeden z najlepszych obrońców świata... A z tymi stoperami coś chyba jest na rzeczy. W końcu Bartek Kopacz też z Jastrzębia!

Z tej samej kategorii