Skalniak i GieKSa - dwa bieguny Konrada Budka

GKS KATOWICE - ZAGLEBIE SOSNOWIEC
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Najpierw Skalniak Kroczyce w A-klasie, a chwilę potem GKS Katowice w boju o awans do krajowej elity. Konrad Budek na przestrzeni ledwie pięciu dni znalazł się w dwóch niemal skrajnie różnych pejzażach...

- W mojej drużynie każdy zawodnik musi czuć się potrzebny - to słowa trenera Dariusza Banasika, wypowiedziane jeszcze przed startem rundy rewanżowej. W taką deklarację miał prawo nie uwierzyć Konrad Budek. Przed minionym weekendem dwa spotkania z rzędu rozegrał w zespole rezerw…

 

Krótka wiadomość

Budek liczył, że przedwiośnie rozpocznie od walki o pierwszoligowe punkty. Tymczasem najpierw zagrał w sparingu A-klasowgo zespołu, a potem u boku tych samych kolegów wystąpił w meczu mistrzowskim. Rywalem Zagłębia II był Skalniak Kroczyce, drużyna z wioski leżącej w powiecie zawierciańskim, liczącej niespełna dwa tysiące mieszkańców. Zwycięstwo 8:1 nie osłodziło ambitnemu piłkarzowi goryczy rozczarowania. Myślami był w ekipie walczącej o awans do ekstraklasy…

- Nie ukrywam, byłem zaskoczony, bo nie zauważyłem u siebie słabszej formy - mówi Budek. - Trenowałem tak jak zawsze i fizycznie czułem się dobrze. Trener Banasik poinformował mnie, że na razie nie ma dla mnie miejsca w meczowej kadrze. Przyjąłem to do wiadomości.

 

Pierwszy front

21-letni defensor nie był potrzebny ani na domową potyczkę ze Stomilem Olsztyn (1:1), ani na wyjazdowe starcie z Sandecją Nowy Sącz (0:5). Znalazł się w osiemnastce dopiero na derbową konfrontację z GKS-em Katowice. I niespodziewanie… zagrał od początku. Nie było strefy buforowej, od razu przeskok na pierwsza linię frontu.

- Szczerze mówiąc, byłem zdziwiony miejscem w wyjściowym składzie - przyznaje Budek. - Cieszę się, że mecz zakończył się zwycięstwem, ale nasza gra nie wygląda jeszcze tak, jakbyśmy chcieli. Ze swojej postawy też nie mogę być do końca zadowolony. Zaprezentowałem się przeciętnie. Czy na tyle solidnie, żeby zachować miejsce w podstawowym składzie? Nie potrafię ocenić. Jeśli nie, to znaczy, że na treningach muszę pracować jeszcze ciężej. Choć już teraz codziennie zasuwam na maksa…

 

Zgody nie ma

Między meczami ze Skalniakiem i GieKSą minęło raptem pięć dni. Budek w roli prawego obrońcy zastąpił Marcina Sierczyńskiego, który do tej pory mógł być pewny swojej pozycji. On też nie ukrywa, że decyzją sztabu szkoleniowego był lekko zaskoczony…

- Uszanowałem wolę trenera, ale ze statusem rezerwowego nie pogodzę się nigdy - oznajmia „Siara”. - Jestem takim typem zawodnika, który najlepiej czuje się na boisku. Czeka mnie walka o powrót do wyjściowego składu. Nie obawiam się rywalizacji. Najbliższa okazja już w sobotę, czyli sparing z Legią.

Z Sierczyńskim trener Banasik nie przeprowadził wcześniej indywidualnej rozmowy. Gdyby wszystko działo się 2-3 miesiące temu, sytuacja wyglądałby pewnie inaczej. 25-letni zawodnik w pierwszej części sezonu był bowiem członkiem rady drużyny. Po styczniowym głosowaniu podczas zgrupowania jego miejsce w tym gremium zajął Tomasz Nowak.

 

Jest plan

„Siara” powędrował na ławkę po pogromie z Sandecją, ale nie czuje się jednym z głównych winowajców sromotnej porażki. - Winę trzeba podzielić równo - mówi. - Wyszliśmy na ten mecz w jedenastu i w jedenastu go „położyliśmy”. W Nowym Sączu zagraliśmy fatalnie pod każdym względem. Tak naprawdę każdy z nas powinien się wtedy spodziewać, że w następnym spotkaniu miejsca na murawie dla niego zabraknie. To był jednak tylko wypadek przy pracy. Nie zapomnieliśmy, jak się gra w piłkę i udowodnimy to w kolejnych potyczkach. W pierwszej połowie starcia z GKS-em jeszcze cierpieliśmy, ale jestem pewien, że z meczu na mecz nasza siła będzie rosła…

Pojutrze przy Kresowej testmecz z aktualnym mistrzem Polski. Potem konfrontacja z dwoma najsłabszymi zespołami ligi – Zniczem Pruszków i MKS-em Kluczbork. Po tych próbach sosnowiczanie chcą spoglądać na wszystkich ze szczytu tabeli. Ale to na razie tylko plan…

Z tej samej kategorii