Powrót na Bukową. Historia zatoczyła koło

Po ośmiu latach na Bukową wrócił Jakub Dziółka. - Traktuję to jako wyróżnienie. GKS Katowice to mój klub - podkreśla asystent trenera Jacka Paszulewicza.

Jakub Dziolka
 fot. RAFAL RUSEK  /  źródło: Pressfocus

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Z początkiem zeszłego tygodnia poprowadził pierwszy w tym roku trening z piłkarzami Skry Częstochowa, miał ustalony harmonogram przygotowań do rundy wiosennej, a kilka dni później był już przy Bukowej, sposobiąc się do inauguracyjnych zajęć z katowiczanami. - Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło i to... dwukrotnie. W Katowicach się wychowałem, grałem w drużynie juniorów, zespole rezerw i wiosną 2010 roku wróciłem, by przez pół roku występować w I lidze. Teraz znów tu jestem i nie boję się powiedzieć, że GKS to mój klub - podkreśla [Jakub Dziółka].

 

Nowe doświadczenie
Na podjęcie decyzji o pożegnaniu zespołu lidera tabeli III grupy III ligi miał zaledwie kilka godzin. - Była ona bardzo trudna - bo w Częstochowie osiągnęliśmy dobry wynik - ale takie jest życie trenera. Każdy marzy, by pracować na jak najwyższym szczeblu. Absolutnie nie myślałem, że pożegnam się ze Skrą w tym momencie, jednak takie propozycje nie padają często. Dla mnie to nobilitacja, nowe doświadczenie i właśnie tak traktuję przeprowadzkę do Katowic - dodaje, zaś na pytanie czy wolałby, aby ta oferta przyszła po zakończeniu rozgrywek, odpowiada: - W tym zawodzie nie można kalkulować, co będzie za miesiąc, za dwa, za trzy. Jako trener pracuję raptem od pięciu lat. Chcę się rozwijać i jak najlepiej wywiązywać z powierzonych obowiązków. Wszystko dla dobra GieKSy. Budynek i korytarze wiele się nie zmieniły, ale pomieszczenia i obiekty, na których przychodzi nam trenować, już tak. Czuć ducha unoszącego się w klubie i jestem przekonany, że będzie on pchał go do przodu - nie ukrywa Jakub Dziółka, w którego ściągnięciu na Bukową spory udział miał Tadeusz Bartnik, dyrektor sportowy GKS-u.

 

Dołożyć cegiełkę
Obaj panowie trafili na siebie w MKS-ie Myszków, gdzie Dziółka stawiał pierwsze kroki jako szkoleniowiec, a Bartnik był prezesem. - Propozycja przeprowadzki wyszła z klubu i została zaakceptowana przez trenera Paszulewicza. Porozmawialiśmy i ustaliliśmy szczegóły współpracy. Trener, który ma doświadczenie na szczeblu centralnym, nakreślił kierunek przygotowań drużyny do rundy rewanżowej. Jest on konkretny, zdecydowany i liczymy, że przyniesie efekt. Czeka nas sporo pracy, ale mam nadzieję, iż coś pozytywnego osiągniemy, a mnie uda się do tego dołożyć cegiełkę - mówi mierzący 202 cm szkoleniowiec.

 

Inny rytm dnia
Jakub Dziółka ma świadomość, iż jego rola nieco się zmieniła, ale... nie ma z tym problemu. W Skrze stał na czele sztabu szkoleniowego i do niego należał decydujący głos. - Teraz jest podobnie. Choć nad całością czuwa trener Paszulewicz i podejmuje ostateczne decyzje, to sam nie ukrywa, że rola asystentów jest bardzo ważna - dodaje niespełna 38-letni trener, który przy Bukowej spotkał starych znajomych. - Z Tomkiem Foszmańczykiem i Mateuszem Kamińskim graliśmy razem w Polonii Bytom, a gdy wiosną 2010 roku przychodziłem do GKS-u jako zawodnik, Wojtek Herman już był fizjoterapeutą, więc nasze drogi znów się zeszły - uśmiecha się Dziółka.
Przeprowadzka do Katowic wiązała się również ze zmianą rytmu dnia. Przez ostatnie 3,5 roku - wyjeżdżając z domu w Mysłowicach - kierował się na północ, a teraz udaje się na zachód. - Do Częstochowy jeździłem popołudniami, bo trenowaliśmy wieczorami i w obie strony pokonywałem 160 kilometrów. Do Katowic jest znacznie bliżej. Wyruszam rankiem i cały dzień mam zajęty, ale wcale mi to nie przeszkadza. Liczę, że pobyt w GKS-ie sprawi, że stanę się lepszym trenerem. Mamy z Magdą troje dzieci. Nikola nie mieszka już z nami, ale 8-letni Kuba i 3,5-letnia Maja wymagają opieki. Czasem bym chciał, żeby doba miała więcej niż 24 godziny, jednak podstawą jest odpowiednia organizacja - mówi na koniec Jakub Dziółka, absolwent wydziału fizjoterapii na katowickiej AWF i trener z licencją UEFA A.

 

Z tej samej kategorii