Mateusz Lis: Możemy namieszać na zapleczu ekstraklasy

Znamy swoje możliwości i możemy zamieszać w I lidze – uważa 20-letni golkiper beniaminka, który zebrał wiele pochlebnych opinii po inauguracyjnym meczu z Miedzią Legnica.

Rakow Czestochowa - Miedz Legnica
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

 

Zaliczył pan bardzo dobry występ w pierwszym meczu Rakowa, ale czy 0:0 z Miedzią to dla was pełnia szczęścia?
MATEUSZ LIS: Nie. Na pewno chcieliśmy zdobyć trzy punkty i z remisu nie jestem do końca zadowolony. Oczywiście są plusy, jak choćby to, że zagraliśmy na zero z tyłu, co dla mnie jako bramkarza bardzo się liczy. Jest jednak co poprawiać, choćby skuteczność, bo kilka naprawdę dobrych okazji w pierwszej kolejce mieliśmy.

 

Na co będzie stać Raków w tym sezonie, bo opinie są różne. Jedni mówią, że priorytetem jest utrzymanie, a inni że będzie was stać na coś więcej?
MATEUSZ LIS: My znamy swoje możliwości i wiemy, że możemy namieszać na zapleczu ekstraklasy. Uważam, że stać nas na coś więcej niż tylko na utrzymanie się. Dlatego nie ma co patrzeć na to z kim gramy, czy mamy mecz z bardziej znanym klubem czy nie. Róbmy swoje a będzie dobrze. W I lidze wszystko może się zdarzyć.

 

Teraz gracie z Puszczą czyli innym beniaminkiem, którego dobrze znacie. Apetyty na 3 punkty rosną?
MATEUSZ LIS: Na pewno pierwsza wygrana w I lidze ułatwiłaby nam wejście w sezon i w ligę. Mecz z Puszczą będzie dobrą okazją na zwycięstwo, ale dobrze znamy tego rywala. Wiemy jakie mają mocne i słabe punkty. Pamiętam mecz z wiosny, gdzie szybko straciliśmy gola i grają u siebie dopiero w końcówce przechyliliśmy szalę na naszą korzyść (gole w 79 i 90 minucie przyp. red.). Puszcza jest podbudowana zwycięstwem na inaugurację, ale my w niedzielę będziemy chcieli popsuć im humory.

 

Co jest siłą Rakowa?
MATEUSZ LIS: To, że mamy i doświadczonych piłkarzy i młodszych. Dobrze się uzupełniamy, zarówno na boisku, jak i poza nim. Można o nas śmiało mówić: „fajny zespół”.

 

Ma pan 20 lat, ale trochę klubów już pan „zwiedził”. W Miedzi czy Podbeskidziu jednak zbyt wiele na poziomie I ligi pan nie pograł.
MATEUSZ LIS: Faktycznie te poprzednie wypożyczenie nie zaliczyłbym do kategorii wymarzonych. Dopiero w Rakowie jest inaczej, a konkretnie tak jak bym tego chciał. Rozegrałem całą rundę wiosenną w II lidze, teraz broniłem w Pucharze Polski i na inaugurację. O to mi właśnie chodzi, by grać co tydzień.

 

Od dłuższego czasu jest pan nieustannie wypożyczany przez poznańskiego Lecha. Brak stabilizacji trochę panu doskwiera?
MATEUSZ LIS: Wiem jaki jest zawód piłkarza i to, że nigdy nie wiadomo co będzie dalej i kiedy trzeba będzie się pakować. W Lechu byłyby małe szanse na granie, dlatego bardzo cieszę się, że trafiłem do takiego klubu jak Raków.

 

Wypożyczony pan jest do końca sezonu. Liczy pan, że kiedyś uda się zagrać w bluzie Lecha?
MATEUSZ LIS: Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Przede mną cały sezon i analizy, czy potem będę miał szanse wygrać rywalizację w Lechu, są bez sensu. Teraz liczy się Raków i I liga.

Z tej samej kategorii