Marcin Sierczyński: Musiałem się z tą bramką spieszyć

Zaglebie Sosnowiec - Wisla Pulawy
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Honorowa bramka, zdobyta w końcówce spotkania przez Marcina Sierczyńskiego, na mecie sezonu może się okazać bezcenna. Dzięki niej Zagłębie ma bowiem lepszy bilans bezpośrednich spotkań z Miedzią.

Inna sprawa, że po trafieniu do siatki „Siara” miał coś światu do zakomunikowania. Wykonał charakterystyczny gest, imitując kciukiem dziecięcy smoczek…


- Musiałem się z tą bramką spieszyć, bo syn przyjdzie na świat w czerwcu – oznajmia z dumą w głosie Sierczyński. – Bramka ładna, w zasadzie najładniejsza, jaką zdobyłem. Ale po osiągnięciu wieku seniora nie trafiałem zbyt często, wiec w sumie wielkiego wyboru nie ma.

 

Poprzednim razem ze strzelonego gola „Siara” cieszył się sześć lat temu, jeszcze na szczeblu II-ligowym. - Szkoda, że teraz trafiłem akurat w meczu, który zakończył się naszą porażką – mówi. – Nadal pozostajemy jednak w grze o awans. Sandecja po zwycięstwie w Katowicach jedną nogą jest już wprawdzie w ekstraklasie, ale jedno miejsce pozostaje wolne. Trzeba gonić lidera, bo tylko wtedy można uciec reszcie stawki. W drodze powrotnej z Legnicy rozmawialiśmy w autokarze o niewykorzystanych szansach. W nowy tydzień wchodzimy jednak z czystymi głowami. W tej chwili liczy się już tylko środowy mecz w Suwałkach.

Z tej samej kategorii