Futbol wywiany z głowy. Były bramkarz Podbeskidzia odnalazł radość w kolarstwie

Osiem lat temu, decyzją Marcina Brosza, Joachim Mikler został pierwszym bramkarzem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Dziś jeździ po Europie, by brać udział w wyścigach kolarskich. Rower daje mu radość, której nie czuł między słupkami.

Był zimny listopadowy wieczór w Bielsku-Białej. Podbeskidzie miało walczyć o awans do ekstraklasy, ale przegrywało mecz za meczem i niebezpiecznie zbliżyło się do strefy spadkowej. Kilka dni wcześniej trener Marcin Brosz został zwolniony. „Górale” rozgrywali zaległy mecz z GKS-em Katowice. Potrzebowali punktów, by jeszcze przed zimą podnieść się w tabeli. Na stadionie miejskim było tylko trochę ponad tysiąc kibiców. Hulał silny wiatr, który rządził na boisku. Przed przerwą sprzyjał Podbeskidziu, które prowadziło po strzale Dariusza Kołodzieja z ponad trzydziestu metrów. Ale po zmianie stron bielszczanom wiało w oczy. GKS wyrównał po fatalnym błędzie bramkarza gospodarzy, a ostatecznie wygrał 3:1, po strzale Grzegorza Goncerza bezpośrednio z rzutu rożnego. Puścił go 21-letni bramkarz Joachim Mikler. To był jego ostatni mecz w zawodowym futbolu.

Fot. Łukasz Laskowski / źródło: Pressfocus

 

230 kilometrów dziennie

Dziś Mikler ma 29 lat. Pracuje i prowadzi własną firmę. Gdy wraca do domu, szybko wskakuje na rower i i jedzie przed siebie, pod górę, odkrywa nowe trasy, podziwia krajobrazy. Zwiedza i przełamuje własne słabości. Jednego dnia zdarza mu się pokonać nawet do 230 kilometrów. Jeździ po górskich szosach Polski, Czech i Słowacji. Startuje w zagranicznych wyścigach. Dobrze sobie radzi. Rower daje mu poczucie wolności, którego nie miał między słupkami. Jedyne, czym się przejmuje, to by nie złapać gumy na trasie, bo jest z tym potem sporo zachodu. Mecz z GieKSą, sprzed ośmiu lat, zapamięta do końca życia, choć czas pozwolił mu nabrać do niego dystansu. - Na sto takich strzałów, broni się dziewięćdziesiąt dziewięć. To mnie dobiło. Cały czas myślałem o tym błędzie. Puściłem gola z rożnego. Szedłem do szatni ze łzami w oczach, słuchając wyzwisk z trybun. Byłem załamany. Od razu po rundzie wystawiono mnie na listę transferową – wspomina.

 

Lata tułaczki

Pojawienie się Miklera w bielskiej bramce było zaskakujące dla wszystkich, łącznie z nim. Piłkarzem Podbeskidzia był od 17. roku życia, po tym jak pozyskano go z Beskidu Skoczów. Ale przez trzy lata wysyłano go na kolejne wypożyczenia. Do Pasjonata Dankowice, Kuźni Ustroń, Beskidu, Koszarawy Żywiec. Tamtego lata też miał odejść na wypożyczenie. - Byłem na testach w Rakowie Częstochowa u trenera Leszka Ojrzyńskiego, ale się nie załapałem i wróciłem do Bielska – mówi Mikler. Na kilka godzin przed końcem okna transferowego Łukasz Merda, kapitan i podstawowy bramkarz „Górali” zszokował bielskie środowisko, odchodząc do Cracovii. Drużyna Brosza nagle została bez filaru. A trzy dni później miała rozegrać pierwszy w historii bielskiego stadionu mecz przy sztucznym oświetleniu.

 

Zatrzymał Nakoulmę

- Cenię u trenera Brosza, że wyciąga zawodników, których inni nie widzą. Woli postawić na młodych, którzy oddadzą za zespół życie. Ja od gimnazjum marzyłem, by kiedyś zostać bramkarzem Podbeskidzia – podkreśla Mikler. Nawet po odejściu Merdy mało kto myślał, że to on będzie numerem jeden. W kadrze był bardziej doświadczony Paweł Linka. Poza tym, nawet poza oknem transferowym dałoby się ściągnąć kogoś z kartą na ręku. Brosz uznał jednak, że skoro sytuacja tak się ułożyła, czas rzucić Miklera na głęboką wodę. - Nie wiedzieliśmy, kto zagra. Przed meczem spałem spokojnie. Nerwy pojawiły się po obiedzie. Skręcało mnie z niepewności. Bardzo chciałem wystąpić. Trener ogłosił skład. Wymienił wszystkich zawodników, oprócz bramkarza. Zwlekał z tym do ostatniej chwili. W końcu usłyszałem moje nazwisko i totalnie się rozluźniłem. Już nie myślałem o tym, że będę grał przy tylu widzach. To zostanie do końca życia – zaznacza. Miklerowi udało się zatrzymać Prejuce'a Nakoulmę, największą gwiazdę Górnika Łęczna. Podbeskidzie zremisowało 2:2, a wychowanek spisał się przyzwoicie. Stał w bramce przez całą jesień. Aż do tego meczu z GKS-em.

 

„Gruby”, na bramkę!

Mikler nigdy później nie dostał już szansy w Podbeskidziu. W bielskich barwach grał tylko w drugiej drużynie. Był członkiem kadry, która wywalczyła awans do ekstraklasy, ale nie zgłoszono go nawet do rozgrywek. Znów krążył od klubu do klubu. Nie miał agenta. Sam załatwił sobie u Adama Noconia, obecnego trenera Podbeskidzia, angaż w III-ligowej Skałce Żabnica. W Bielsku-Białej był już jednak skreślony. Zwłaszcza, że furorę robił już ściągnięty za niego Richard Zajac. W końcu, w 2011 roku, Mikler poprosił o rozwiązanie kontraktu. - Nigdy nie miałem w Podbeskidziu poczucia, by ktoś się cieszył, że młody bramkarz z regionu przebił się do zawodowej piłki. Zarząd i kibice traktowali mnie jak zapchajdziurę. Oczywiście, zawaliłem mecz z Katowicami. Ale bramkarze popełniają błędy, puszczają gole z rożnych i dostają kolejne szanse – podkreśla. Nie ma jednak do nikogo pretensji, bo wie, czego zabrakło mu do gry na wyższym poziomie. - Refleksu. Zawsze byłem typem wytrzymałościowca. Nie byłem zwinny, ani szybki. Stanąłem na bramce z klasycznych powodów – jako młody chłopak byłem otyły, a „gruby” zawsze idzie na bramkę. Pierwszy trening bramkarski miałem dopiero w wieku trzynastu lat. Zawsze byłem jednak tytanem pracy. Przychodziłem po treningu do domu i robiłem jeszcze swój trening, przez co zdołałem trochę poprawić refleks. Nie zaprzepaściłem szans na karierę przez imprezy, a przez brak talentu – twierdzi.

 

Fot. Łukasz Laskowski / źródło: Pressfocus

 

Zakochany we Włoszech

Niespecjalnie interesowało go granie w niższych ligach. Już jako 23-latek chciał rzucić piłkę. Ale jeszcze dawał się namówić znajomym, to z Beskidu Skoczów, to z Iskry Pszczyna i Kuźni, na granie w okręgówce i w IV lidze. Jeszcze się łudził, że ktoś go zauważy. W końcu jednak przestał. - Nie sprawiało mi przyjemności granie na takim poziomie. Miałem już serdecznie dość. Szedłem na trening z musu. W końcu uznałem, że to nie ma sensu. Musiałem myśleć o pracy, a nie o grze w niższych ligach – podkreśla. Równolegle z utratą zapału do futbolu, kwitła jego nowa miłość. Kolarstwo. - Choć zawsze lubiłem jeździć na rowerze, samą dyscypliną zacząłem się interesować poprzez transmisje telewizyjne Tour de France czy Giro d'Italia, które jest moim ulubionym wyścigiem. Uwielbiam Włochy. Widoki stamtąd były niesamowite – tłumaczy.

 

Dobry pierwszy sezon

W końcu całkowicie porzucił grę w piłkę i zajął się amatorskim kolarstwem. - Zacząłem intensywnie trenować, według programu treningowego z książki, która jest biblią kolarstwa. W tygodniu robię trzy treningi po około dwie godziny. W soboty i niedziele wybieram się na dłuższe wyprawy. To też wymaga dyscypliny. Jeśli w sobotę pójdziesz na lekką imprezę, w niedzielę nie pociągniesz. Zabraknie ci mocy. Trzeba też patrzeć na to, co się je. Trzymam reżim, jak w czasach zawodowej gry w piłkę – mówi.

 

Efekty już w pierwszym roku treningów miał naprawdę dobre. Wygrał amatorski, bardzo ciężki, trzyetapowy wyścig Istebna Road Trophy. W jeździe na czas w Pętli Beskidzkiej zajął drugie miejsce. W wyścigu w Austrii dojechał na piątym miejscu. - Nie mam zawodowych ambicji. Jestem gościem przed trzydziestką. To za późno, by przeskoczyć pewne granice. Ale chcę się cały czas rozwijać i iść do przodu. Robię to, by przełamywać swoje możliwości – wyjaśnia.

 

W tym roku ponownie wystartuje w Austrii, planuje pojechać w wyścigach w Belgii i na Podhalu. Szykuje się do mistrzostw Polski amatorów i do udziału w Pucharze Równicy. Długofalowy cel to ściganie się we Włoszech. - Chcę tam jednak rywalizować, a nie tylko sobie pojeździć. Tam jeżdżą już naprawdę dobrzy kolarze, często byli zawodowcy. Dlatego tam raczej nie wystartuję w tym roku – mówi. Na mecze nie chodzi i rzadko je ogląda. Na Podbeskidziu ostatni raz był jeszcze w ekstraklasie. - Wolę sobie zrobić trening, niż oglądać futbol – kończy Joachim Mikler.

Komentarze (7)

Napisz komentarz
No photo
No photo~gksUżytkownik anonimowy
~gks :
No photo~gksUżytkownik anonimowy
Achim Kaczyce i Kończyce Małe pozdrawiaja
3 lut 20:30
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~BortUżytkownik anonimowy
~Bort :
No photo~BortUżytkownik anonimowy
Powodzenia chłopie. Dobrze że odnalazłeś pasję w innym sporcie. Sukcesów i spełnienia życzę.
2 lut 07:29
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~PepeUżytkownik anonimowy
~Pepe :
No photo~PepeUżytkownik anonimowy
Bardzo dobry bramkarz i zarabisty czlowiek:)
1 lut 21:01
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii