Jurij Szatałow: Ze spokojnej pracy nie ma satysfakcji

Podbeskidzie Bielsko-Biala - GKS Tychy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

- Powoli tworzy się u nas zespół, w którym jeden za drugiego pójdzie jak do pożaru - mówi trener GKS-u Tychy.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Utrzymanie GKS-u Tychy w I lidze było sukcesem czy formalnością?
JURIJ SZATAŁOW: - Pół na pół. Sukces? Na pewno, bo jeśli pamięć mnie nie zawodzi, przychodząc tu zespół miał po 16 kolejkach 14 punktów. My zdobyliśmy ich trochę więcej, więcej też goli strzeliliśmy. Transfery muszę wziąć na siebie. Nie wszystkie były udane. Graliśmy praktycznie tą samą jedenastką, którą walczył GKS od początku sezonu. Postęp na pewno jest. Cieszę się, że chłopaki przyjęli ten mój sposób, w jaki prowadzę zespół. Zmienili nastawienie, podeszli do sprawy trochę inaczej. Klub jest jednak na tyle poprawnie poukładany, że standardem musi być jego obecność w I lidze. Minimum.

Jaki jest ten pana sposób na prowadzenie zespołu?
JURIJ SZATAŁOW: - Gdy zawodnicy mają po 28, 30 lat, trudno sprawić, by rozwinęli się jako piłkarze. Technicznie czy szybkościowo. Mieli też jednak sporo walorów, które trzeba było pobudzić. Zaangażowanie, determinacja na boisku, koncentracja. Zmieniliśmy też taktykę. Była dopasowana tak, by zdobywać punkty. Z pewnością nasza gra nie była piękna, ale staraliśmy się po prostu w każdym meczu gromadzić punkty.

Patrząc na zimowe transfery, poza Radosławem Pruchnikiem mało kto się przydał.
JURIJ SZATAŁOW: - Było trudno. Mieliśmy kilku zawodników na tapecie, ale przedostatnie miejsce w tabeli powodowało, że nikt nie chciał podejmować ryzyka. Wachlarz tych zawodników też nie był zbyt szeroki. Transferów przeważnie dokonuje się latem, kontrakty kończą się w czerwcu. Zimą zdarza się to rzadko, dlatego trzeba było szukać zagranicą. Otwarcie mówię, że trzeba te ruchy oceniać krytycznie, bo były nieudane. Z pewnością z niektórymi się pożegnamy. Będziemy szukać ludzi, którzy powalczą o wyższe cele.

Drużyna w takim składzie jest w stanie powalczyć o coś więcej niż utrzymanie?
JURIJ SZATAŁOW: - Jeśli się nie mylę, układając tabelę od dnia, w którym zacząłem tu pracę, GKS byłby na 8-9. miejscu (w rzeczywistości 12. - dop. red.). Gdyby od początku nabierać tempa, nie grać pod takim „prądem”, z jakim wIąże się walka o utrzymanie, to jakościowo wyglądalibyśmy lepiej. Nerwowość blokuje u zawodników umiejętności. To wyraźnie widać. Ten zespół, który mamy teraz, zasługuje na 6-7. miejsce. Tak uważam.

Czyli aż tak bardzo nie trzeba go wzmacniać, by patrzeć wyżej?
JURIJ SZATAŁOW: - Gra o wyższe cele też wiąże się z nerwowością. Tyle że jest to nerwowość inna, łagodniejsza niż przy walce o utrzymanie, o życie. Wzmocnić musimy minimum pięć pozycji. Będziemy się o to starać; nie wiem, na ile nam się uda. Nie będzie o to łatwo. Nie mamy aż tak potężnego budżetu, ale chcemy walczyć. Trudno mówić, o jakie cele, ale na pewno wyższe niż w tym sezonie. Nie wyobrażam sobie, by GKS bił się w następnym sezonie o utrzymanie.

Nie stawia pan sprawy na ostrzu noża? Nie musi być walki o ekstraklasę?
JURIJ SZATAŁOW: - Komuś, kto stawia takie cele i wynosi je na zewnątrz, przeważnie potem te cele bardzo szybko uciekają. To sprawdzone w naszym śląskim regionie. Ktoś krzyczy i balon jest tak mocno nadmuchany, że nie wytrzymuje nikt. Ani zawodnicy, ani sztab szkoleniowy, ani prezesi nie wytrzymują ciśnienia. Ja uważam, że trzeba zawsze nastawiać się na najbliższy mecz. Zawsze podchodzę do tematu w taki sposób.

Co było większą sztuką: uniknięcie degradacji czy obudzenie Jakuba Świerczoka, który z dorobkiem 16 goli otarł się o koronę króla strzelców?
JURIJ SZATAŁOW: - Kuba... Zrobił bardzo duże postępy. Ten postęp zaczął się już w Łęcznej. Tam pomalutku zaczął rozumieć, na czym polega zawodowstwo. Zrobił pierwszy krok. Bardzo dużo z Kubą rozmawiam. On wie, o co chodzi. Charakteru nie ma łatwego, ale można z nim normalnie pogadać. Gdy do 24. roku życia prowadziłeś się w określony sposób, to potem trudno się zmienić. A Kuba się zmieniał, co pokazuje, że ma mocny charakter. Duży plus dla niego. To zaprocentowało wiosną. Przygotował się do rundy, schudł, zszedł z tkanką tłuszczową. Dziś ma ją na dobrym poziomie. Jest szybki, silny, nastawiony na zdobywanie bramek. Ma jeszcze jeden element do poprawy: pracę w defensywie. Tak naprawdę, już to jednak poprawia, poświęca temu więcej uwagi. Jest na dobrej drodze, by stać się kompletnym napastnikiem. Nie będę sobie przypisywał zasług, bo to zasługa Kuby. A co do pytania – trudniej było utrzymać zespół. Praca z jednym zawodnikiem to jeden element, a praca z całym zespołem to wiele elementów. Dużo różnych charakterów, każdy ma inne podejście, trzeba to wszystko uregulować.

Świerczok wraz z Łukaszem Grzeszczykiem robili w ofensywie różnicę. Obaj mają ważne kontrakty. Czy wyobraża pan sobie budowę silnego GKS-u bez nich? Albo bez któregoś z nich?
JURIJ SZATAŁOW: - W piłce decyduje o wszystkim cena. Kontrakty, zapisy... Ta dwójka z pewnością decydowała o naszej sile ofensywnej. Strata jednego czy drugiego byłaby zabójcza, bo trudno byłoby znaleźć graczy na ich miejsce. W życiu mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Czekamy na rozwój sytuacji. Mam taką nadzieję, że jeden z nich zostanie. Chociaż jeden z nich (śmiech).

Grzeszczyk to zawodnik z gatunku tych, których pan ceni. Grał z kontuzją, zaciskał zęby, starał się nie odpuszczać żadnego meczu.
JURIJ SZATAŁOW: - W Suwałkach nie zagrał, bo miał już w oczach łzy bólu. Było kilka pozytywnych przypadków. Danielowi Tanżynie kość wpadła do środka głowy, a w ogóle nie miał wątpliwości, czy zagra. Nie wiem, jak zachowałbym się na jego miejscu, w końcu to uraz głowy, ale chłopak powiedział, że chce pomóc. Szacunek dla takich ludzi jak on czy Grzeszczyk. Trzeba też wspomnieć o Sewerynie Gancarczyku. Jesienią słyszałem na niego gwizdy, ale był dla nas mocną jednostką. Nie wiem, jak się to wszystko potoczy, ale jeżeli będzie nam dane współpracować dalej, to twierdzę, że lepszy sezon przed nim! Musi być kompletnie przygotowany motorycznie. Mentalnie – jest przygotowany na pewno. To dobry duch drużyny, przed meczami ją nakręca, gra stabilnie. Te jednostki, które wpływają na charakter drużyny, chciałbym zostawić. Taki ktoś jak Gancarczyk będzie potrzebny.

Więcej na temat:GKS Tychy, I liga, Jurij Szatałow
Czy Jurij Szatałow powinien pozostać na stanowisku trenera GKS-u Tychy?
Z tej samej kategorii