Jakub Kowalski: Z meczu na mecz jest coraz lepiej

- Nie jesteśmy drużyną, która w ciągu sezonu nie wygra meczu na wyjeździe – przekonuje skrzydłowy GKS-u Tychy, pytany o niemoc drużyny na obcych boiskach. Dziś (19.00) tyszanie grają z Wigrami Suwałki.

GKS Tychy - Drutex Bytovia Bytow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Zero goli, jedna asysta – gdy Jakub Kowalski przed sezonem podpisywał dwuletni kontrakt, w Tychach z pewnością każdy liczył, że po 22 kolejkach jego dorobek będzie dużo okazalszy. Skrzydłowy po trzech sezonach spędzonych w ekstraklasie trafił przecież ledwie do beniaminka jej zaplecza. Na razie jednak 29-latek nie do końca spełnia oczekiwania.

- W ciągu rundy jesiennej miałem dwa urazy i to cały czas wybijało mnie z rytmu. Dochodziłem do zdrowia – by zaraz znów być wyłączonym z treningów. Nie byłem do końca przygotowany. Teraz mam nadzieję, że będę dawał drużynie coraz więcej – podkreśla Kowalski, mający na koncie 88 występów i 5 goli w ekstraklasie.
Jesień – jesienią, ale skrzydłowy stracił też część zimowego okresu przygotowawczego. - Przepracowałem go mocno praktycznie w całości. Opuściłem co prawda końcówkę obozu w Szamotułach, ale nie był to już okres najcięższych treningów, a raczej taktyka, więc szybko nadrobiłem zaległości – wyjaśnia.

Z Szamotuł wyjechał wówczas poniekąd na własne życzenie. Dmuchał na zimne. - Przy kości śródstopia jest takie ścięgno. Głupia kontuzja, od sztucznych, twardych boisk. W przeszłości miałem już dwa razy złamaną nogę – raz piątą, a raz trzecią kość – więc wolałem udać się do doktora, by to przebadał i stwierdził, czy nie ma pęknięcia. Na szczęście nie trzeba było niczego operować – opowiada 29-latek.

Najpierw pauza za cztery żółte kartki, a potem urazy sprawiły, że w wyjściowym składzie GKS-u nie pojawiał się od 12. aż do 21. kolejki! Wrócił do podstawowej jedenastki na drugi wiosenny mecz, z MKS-em Kluczbork (4:2).
- Nie ukrywam, że nieszczęście jednego okazało się szczęściem drugiego. Bardzo pomogło mi to, że Mateusz Mączyński po derbach z Górnikiem akurat wisiał za kartki, a Dawid Błanik wypadł z powodu kontuzji. Podejrzewam, że gdyby nie to, nie wyszedłbym na MKS w pierwszym składzie. Dwóch chłopaków, z którymi rywalizuję, nie było jednak do dyspozycji i trener postawił na mnie. Myślę, że na razie mu się odwdzięczam – przekonuje Jakub Kowalski.

W sobotnim spotkaniu z Drutex-Bytovią (1:0) był jednym z tych, którzy ciągnęli zespół. Przeprowadził sporo udanych akcji na prawej flance, przy odrobinie większej precyzji czy to swojej, czy kolegów, mógł zanotować asystę czy strzelić gola.

- Z meczu na mecz czuję się coraz lepiej. Dochodzę do dyspozycji, „puściło” mnie i fizycznie widzę poprawę. Najważniejsze jest, byśmy szybko zagwarantowali sobie utrzymanie, bo grać z taką presją nie jest łatwo. Z Bytovią zgarnęliśmy bardzo ważne punkty. Tydzień wcześniej, w Grudziądzu, rozgrywaliśmy bardzo dobre spotkanie; dużo lepsze niż z Bytovią, a mimo to nie potrafiliśmy nawet zremisować. Ostatnio z kolei pierwsza połowa nam się nie układała, źle realizowaliśmy taktyczne założenia, ale w tę drugą weszliśmy już inaczej. Rywale wyprzedzali nas o 5 punktów, a teraz tabela bardziej się spłaszczyła. 8 zespołów może awansować, 8 – spaść. Liga jest w tym roku wyrównana, dlatego walka będzie się toczyć do ostatniej kolejki – przewiduje boczny pomocnik tyskiego zespołu.

Dziś GKS gra w Suwałkach. To kolejna szansa na przełamanie trwającej od 2014 (!) roku wyjazdowej niemocy w I lidze. Faworytem jednak są Wigry.
- Wyjazdowa niemoc? Nie myślimy o tym. Po prostu nieraz tak bywa. W końcu ta wygrana nastąpi. Sądzę, że nie będziemy drużyną, która przez cały sezon nie zwycięży żadnego meczu na boisku rywala – mówi Kowalski.

Czy GK Tychy wygra w Suwałkach?
Z tej samej kategorii