Tomasz Wróbel: Nie jedziemy jak po swoje

Rakow Czestochowa - Puszcza Niepolomice
 /  fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

W Katowicach miałem poukładane życie i sądziłem, że w Rozwoju będę grał już do końca - nie kryje wychowanek i były wieloletni kapitan drużyny z ul. Zgody, który dziś (17.00) zawita tam po przeciwnej, częstochowskiej stronie barykady.

Maciej GRYGIERCZYK: Strzelał pan gole swoim byłym klubom, GKS-owi Bełchatów i GKS-owi Katowice, zatem Rozwoju dziś pan też nie oszczędzi?
Tomasz WRÓBEL: - Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jednak oszczędzę. Coś ta moja strzelba się zacięła i licznik stanął na bramkach, które zdobyłem jeszcze w Rozwoju. Czekam na tego debiutanckiego gola w Rakowie. Nie skupiam się na tym, by stało się to akurat w sobotę, ale wolałbym wcześniej niż później. Jesteśmy ofensywnie grającą drużyną i wymagam od siebie, by strzelać gole i prowadzić Raków do zwycięstw.
Gdy latem, mimo spadku z I ligi, podpisał pan nowy kontrakt z Rozwojem, były myśli, że tak już zostanie do końca kariery?
Tomasz WRÓBEL: - Oczywiście, że tak. I mówię to z pełnym przekonaniem. Życie w Katowicach miałem już poukładane. Praca, gra w piłkę, kilka innych spraw… Chciałem, żeby tak było, ale te pół roku trochę mnie zbiło jako piłkarza. Postanowiłem poszukać jeszcze wyzwań. Bardzo dziękowałem prezesom, że potrafili spojrzeć na to na chłodno. To nie jest łatwa sprawa, kiedy kapitan zespołu przychodzi i mówi, że chce rozwiązać kontrakt. Podeszli jednak do tego życiowo, z czego Rozwój w Polsce słynie. Działacze, którzy dowodzą tym klubem, są ludzcy i bardzo słowni. Jestem wychowankiem Rozwoju, ogromnie dużo mu zawdzięczam. I nie chodzi tu o sprawy wyłącznie piłkarskie, ale też wychowanie, charakter, sposób bycia. Z wieloma ludźmi, których przy ulicy Zgody poznałem, utrzymuję kontakt do dziś. Pomagamy sobie w wielu sprawach. Ci, którzy się tu wychowali, potrafią się scalić, trzymać razem.
Zimą wybrał pan Raków. Był duży dylemat, skoro pisał się pan na pozostanie w II lidze?
Tomasz WRÓBEL: - Dylemat zawsze jest. Nie ukrywam, że przez te 2,5 sezonu po każdym półroczu gry w Rozwoju miałem propozycje z I ligi. Żeby była jasność: nigdy z ekstraklasy. Do niej - powtarzam - to trzeba iść choćby i na kolanach. To podstawa i spełnienie marzeń dla każdego. Nie żałuję, że nie odszedłem wcześniej, bo zrobiliśmy awans. To było coś wyjątkowego, co zapisało się w historii Rozwoju. Wywalczyliśmy go w bólach i mękach spowodowanych sprawami pozasportowymi. Życzę klubowi jak najlepiej. Najważniejsze, by utrzymać tu poziom centralny. Zimą propozycji nie brakowało, ale - z racji tego, że mam w Katowicach swoje sprawy i rodzinę - zależało mi, by zostać maksymalnie blisko. Byłem na rozmowach w klubie z miejscowości odległej od Katowic równie co Częstochowa (Odra Opole - dop. red.), ale wizja budowy zespołu skłoniła mnie do tego, by wybrać Raków. Solidny zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.
Wielu widziało już pana w GKS-ie Tychy.
Tomasz WRÓBEL: - Gdybym miał oficjalną ofertę, to podejrzewam, że zdecydowanie prościej byłoby mi trafić tam. Mówię jednak jasno: takiej oferty nie otrzymałem, więc nie ma co dywagować.
W Częstochowie wynajmuje pan mieszkanie razem z innym byłym graczem Rozwoju, Adamem Czerkasem.
Tomasz WRÓBEL: - Po to, by móc maksymalnie przygotować się do meczów mistrzowskich. Do Katowic wracam jednak często, ze trzy razy w tygodniu. Z „Czerkim” bywa wesoło. To bardzo pozytywna postać, superchłop. Można z nim na wiele tematów porozmawiać, często dyskutujemy o polityce, którą Adam bardzo się interesuje. To prawicowiec pełną gębą. Ale przede wszystkim - napastnik. Ma jakość. Wie, jak się zachować. Kiedy ruszyć do prostopadłego podania, kiedy się zastawić, kiedy wspomóc „dziesiątkę”. No dobry zawodnik po prostu! Dużo nam pomaga, zdobywa ważne bramki, jak ostatnio z Puszczą.
Jakiego meczu spodziewa się pan w sobotę?
Tomasz WRÓBEL: - Zdecydowanie ciężkiego. Widziałem Rozwój dwa razy na żywo, mieliśmy też analizę gry i… Naprawdę budująco to wygląda. Zrobiła się drużyna. Ciekawa, dobra piłkarsko. Jest wielu fajnych chłopaków, którzy potrafią grać w piłkę. W obronie są twardzi, agresywni, tracą mało bramek. Powiem, że raczej nie jedziemy jak po swoje.

 

Liczba
21 - tyle goli przez 2,5 roku (2014-16) strzelił dla Rozwoju Tomasz Wróbel.

 

Z tej samej kategorii