Raków Częstochowa na ten dzień czekał 17 lat

Rakow
 fot. rksrakow.pl  /  źródło: Materiał prasowy

Jeśli czerwono-niebiescy wywalczą dziś choćby „oczko” w meczu ze Stalą Stalowa Wola, to zapewnią sobie awans na zaplecze ekstraklasy.

To nie było 17 mgnień wiosny, jak w kultowym radzieckim serialu pod tym samym tytułem. To było 17 długich i bolesnych lat zesłania z ligowych salonów na futbolowe manowce. Cierpiał Raków, cierpieli kibice. Kres tym wszystkim nieszczęściom ma nadejść dziś. Jeśli w potyczce Stalą Stalowa Wola częstochowianie wywalczą choćby „oczko”, zapewnią sobie awans na zaplecze ekstraklasy. Wydaje się to tylko formalnością.

 

Pieniądze na stół
Gdy w 2009 roku dzisiejszy wiceprezes klubu spod Jasnej Góry, Krzysztof Kołaczyk, zabierał się za któreś z kolei ratowanie ukochanego klubu, nie był pewny, czy to wszystko ma sens. Raków był bowiem w fatalnej kondycji, praktycznie na każdej płaszczyźnie działalności. Z odsieczą przyszli Jerzy Brzęczek i Jakub Błaszczykowski, którzy - gdy trzeba było - kładli na stół własne pieniądze, by spłacić najpilniejsze potrzeby. - To był potworny czas, mnożyły się trudności. Przez wiele miesięcy pracownicy i piłkarze nie dostawali wypłat. Nieraz budziłem się w nocy i myślałem, co dalej, do kogo trzeba jechać, aby się dogadać w kwestiach finansowych. Jeszcze inni podpowiadali mi tak: „poddajcie się, wyczyśćcie to wszystko co jest do wyczyszczenia i zacznijcie walkę od zera”. My zrobiliśmy jednak po swojemu. Dziś to do mnie jeszcze nie dociera, ale spełnia się to, o czym wielu z nas marzyło - mówi wyraźnie poruszony Kołaczyk.

 

Trzy etapy
Prosi jednak, by nie robić z niego bohatera, ale obiecuje, że kiedyś opowie jak udało się uratować Raków przed upadkiem. Zaangażowało się w to wielu ludzi i ten nieuchronnie nadchodzący sukces jest dla nich nagrodą, za to, że w krytycznym momencie postanowili wesprzeć częstochowskiego ligowca. - Mieliśmy też cholerne szczęście, że do Rakowa przyszedł taki człowiek jak Michał Świerczewski. On wyznaczył nowa drogę dla rozwoju tego klubu - podkreśla Krzysztof Kołaczyk. Ta nowa droga wydaje się coraz szersza, bo klub z Limanowskiego zaczyna dbać o wszystkie szczegóły związane z funkcjonowaniem nowoczesnego podmiotu sportowego - szkolenie w akademii piłkarskiej, naukę połączona z treningami w szkole sportowej, profesjonalne otoczenie biznesowe, sponsorów i dziennikarzy. Sportowo Raków już teraz marzy o… ekstraklasie. Plan znalezienia się w niej podzielony jest jednak na trzy etapy. - Pierwszy to zadomowienie się w I lidze, drugi to walka o miejsce w czołówce tabeli, a trzeci to awans do grona najlepszych - wylicza nasz rozmówca.

 

Potrzeba stadionu
W potyczce ze Stalą Raków jest zdecydowanym faworytem. Na środku pomocy nie zobaczymy jednak pauzującego za kartki kapitana i lidera zespołu, Rafała Figla. Na drobny uraz narzeka też napastnik Adam Czerkas. Pozostali są gotowi do gry i prawdopodobnego świętowania awansu. Choć sport lubi niespodzianki, tym razem nikt w nią nie wierzy. - Myślę, że Raków zrobi to, na co czekają jego kibice. Awansuje i będzie myślał, tak jak całe środowisko futbolowe w Częstochowie o budowie reprezentacyjnego obiektu. Taki jest nam niewątpliwie potrzebny - uważa prezes Częstochowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, Artur Szymczyk.

 

 

Z tej samej kategorii