Raków gra o zwycięskie pożegnanie drugiej ligi

Rakow Czestochowa - Polonia Warszawa
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Piłkarze lidera mają świadomość, że triumf w lidze wiąże się nie tylko ze splendorem i prestiżem dla klubu, ale również z pokaźną premią finansową dla całej drużyny.

W ostatnim spotkaniu sezonu czerwono-niebiescy mają zagrać o pełną pulę. Z dużym prawdopodobieństwem można bowiem przypuszczać, że tylko zwycięstwo zapewni im wygranie rozgrywek na „drugim froncie”, gdyż mająca taki sam cel i tyle samo punktów Odra Opole podejmie w tym czasie zamykającą stawkę, Polonię Bytom.

 

Gratulacje od Bońka
Piłkarze lidera mają świadomość, że triumf w lidze wiąże się nie tylko ze splendorem i prestiżem dla klubu, ale również z pokaźną premią finansową dla całej drużyny. - Skoro obiecałem, to tak będzie - uśmiecha się właściciel i prezes Rakowa, Michał Świerczewski, na którego ręce spłynęły już liczne gratulacje z okazji awansu do I ligi, w tym od samego prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka. Ostatni w tym sezonie rywal częstochowian, stołeczna Polonia, nie jest w tak komfortowej sytuacji jak świętujący sukces rywale. Jeśli poloniści polegną, zepchnięci zostaną w ligowy niebyt, co dla drużyny prowadzonej przez Wojciecha Szymanka byłoby prawdziwą katastrofą.

 

Trener zna ich na wylot
Raków o Polonii wie praktycznie wszystko. Drugi trener Rakowa, Przemysław Kostyk, wychowywał na się na obiekcie przy Konwiktorskiej, a trener Marek Papszun wiele razy obserwował mecze „Czarnych koszul”, wszak sam jest mocno związany z Mazowszem. Jego podopieczni również stawiają sprawę jasno. - Jedziemy do stolicy pokazać dobry futbol i wygrać - zapowiada Lukasz Duriszka, częstochowski obrońca. - Przecież dzień później czeka nas feta w centrum miasta.
Niespełna 25-letni Słowak zwycięskiego (3:0) spotkania z Odrą Opole nie dograł do końca. - Cały czas mocno czułem mięsień przywodziciela. Gdy po przerwie zostałem sfaulowany, praktycznie nie mogłem biegać i dlatego poprosiłem o zmianę. Muszę jednak podkreślić, że z Odrą wszyscy spisaliśmy się bez zarzutu. Zarówno z przodu, jak i z tyłu radziliśmy sobie tak, jak założyliśmy sobie na przedmeczowej odprawie - tłumaczy Duriszka.

 

Kroczek po kroczku
Słowak wyjątkowo dobrze czuje się pod Jasną Górą, gdzie przebywa wspólnie z dziewczyną i jest przekonany, że w najbliższych dniach uda mu się porozumieć z działaczami w kwestii przedłużenia kontraktu. - Jestem pod wrażeniem tego, co się tutaj dzieje - nie ukrywa zawodnik. - Wszyscy w Rakowie stanowimy jedną rodzinę. W nowym sezonie będziemy mogli zaprezentować swoje umiejętności na jeszcze wyższym poziomie, w wielu przypadkach na pięknych stadionach. To doskonała okazja do wypromowania się. Takich obiektów jak w Polsce nie ma nawet w słowackiej ekstraklasie. Jest więc czego wam, Polakom zazdrościć. Wiem, że nasz prezes ma ambitne plany i za kilka sezonów chce wywalczyć miejsce w ekstraklasie. Na to jednak potrzeba trochę czasu i cierpliwości. Ale idąc kroczek po kroczku, możemy to zrobić. Dla mnie też byłaby to wspaniała sprawa w piłkarskiej przygodzie - kończy Słowak.
Na czwartkowych zajęciach Duriska nie narzekał już na ból i trenował z resztą zespołu, w którym na pewno dojdzie do kilku zmian personalnych. Szczególnie jeśli chodzi o formacje ofensywne.

 

Z tej samej kategorii