Mateusz Cichocki: Nie boimy się nikogo

Zaglebie Sosnowiec - GKS Katowice
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Rywal jest groźny, na sześć ostatnich meczów wygrał pięć. Ale to jeszcze nie powód, żebyśmy musieli odczuwać jakiś nadmierny respekt. W tej lidze jesteśmy w stanie wygrać z każdym - mówi defensor Zagłębia Sosnowiec i były gracz „Niebieskich”.

Niespełna trzy i pół roku temu Mateusz Cichocki odbierał gratulacje za tytuł mistrza Polski wywalczony w barwach Legii Warszawa. Później jego kariera nie potoczyła się dokładnie tak, jak sobie tego życzył. Nie wszystko układało się po jego myśli również w okresie gry dla Ruchu Chorzów, gdzie spędził sezony 2015/16 i 2016/17. Oba w ekstraklasie.

 

Łukasz ŻUREK: W generalnym rozrachunku dwa lata spędzone przy Cichej to był stracony czas?
Mateusz CICHOCKI: - Stracony na pewno nie. Zebrałem w Chorzowie doświadczenia mniej i bardziej pozytywne, ale każde z nich czegoś mnie nauczyło. W pierwszym sezonie grałem w ekstraklasie regularnie, awansowaliśmy po fazie zasadniczej do górnej ósemki. W drugim roku spadliśmy ligi, a ja nie grałem już tak dużo jak wcześniej. Nadal jednak zbierałem cenne doświadczenia i uczyłem się również na treningach – najpierw u Waldemara Fornalika, potem u Krzysztofa Warzychy.

 

Ostatni mecz w elicie rozegrał pan jednak w październiku ubiegłego roku. Wiosną nie było nawet epizodu. Dlaczego?
Mateusz CICHOCKI: - Powiem szczerze, że sam chciałbym to wiedzieć. Różnie bywało z moją formą – raz lepiej, raz gorzej – ale w rundzie rewanżowej po prostu nie dostałem swojej szansy. Taka była decyzja trenera. Byłem cierpliwy, nie podpalałem się. Solidnie pracowałem. Być może drużyna potrzebowała wiosną więcej takiego doświadczenia, którego mi brakowało. Nie było sposobności, żeby usiąść z trenerem Fornalikiem i porozmawiać na ten temat w cztery oczy. Daleki jednak jestem dzisiaj od tego, żeby powiedzieć, że potraktował mnie źle.

 

W Zagłębiu o grę nie musi się pan upominać, a jej efekty ostatnimi czasy są niezłe. W poprzedniej kolejce, po długiej przerwie, nareszcie udało się wam zagrać mecz bez straty gola. To dobry zwiastun czy bardziej dzieło przypadku?
Mateusz CICHOCKI: - To nie przypadek. Myślę, że czystych kont notować będziemy coraz więcej. W poprzednich spotkaniach popełnialiśmy sporo błędów indywidualnych. W Bielsku-Białej udało się tego uniknąć. Szkoda tylko, że sami nic nie strzeliliśmy. Trener nam powtarza, że jeśli wbiją nam trzy gole, to musimy zdobyć cztery. A jeśli dostaniemy cztery, to trzeba się postarać o pięć. Nie jesteśmy nastawieni na defensywę. Chcemy grać do przodu, z polotem i zawsze zdobywać przynajmniej jedną bramkę więcej niż rywal. To ważniejsze niż zero z tyłu.

 

Jest pan zadowolony ze współpracy z Arkadiuszem Jędrychem? Można powiedzieć, że stanowicie już żelazny tandem stoperów…
Mateusz CICHOCKI: - Początki były trudne. Ale tak zawsze bywa, kiedy przychodzi do zespołu dwóch nowych zawodników i trzeba się zgrać. Potrzebowaliśmy czasu, żeby się „dotrzeć”. Rozumiemy się jednak z meczu na mecz coraz lepiej. I jestem przekonany, że wiosną będzie to już wyglądało bardzo dobrze.

 

Trener Dariusz Dudek - swego czasu również defensor - dopiero rozpoczyna samodzielną pracę na gruncie ligowym. Jest coś charakterystycznego w jego sposobie prowadzenia zespołu?
Mateusz CICHOCKI: - Preferuje grę ofensywną, długie utrzymywanie się przy piłce, wysoki pressing. Taka filozofia futbolu wszystkim odpowiada. On też potrzebuje czasu i ten czas działa teraz na jego korzyść. Od pięciu meczów jesteśmy w lidze niepokonani.

 

Dobrą passę będzie można przedłużyć w piątek wieczorem. Wiadomo, że pełną satysfakcję da jedynie zwycięstwo. Ruch to dzisiaj drużyna, przed którą należy czuć niemały respekt?
Mateusz CICHOCKI: - Podobnie jak w Zagłębiu doszło w tym zespole do poważnych zmian kadrowych, ale wciąż jest tam wielu zawodników, którzy jeszcze parę miesięcy temu grali w ekstraklasie. Cały czas mam tam wielu kolegów, nawet w wyjściowej jedenastce. Doszło kilku zagranicznych piłkarzy i nieźle wkomponowali się w drużynę. Rywal jest groźny – na sześć ostatnich meczów wygrał pięć. Ale to jeszcze nie powód, żebyśmy musieli odczuwać jakiś nadmierny respekt. W tej lidze jesteśmy w stanie wygrać z każdym.

 

Prezydent Sosnowca, Arkadiusz Chęciński, twierdzi, że to dla Zagłębia ostatni moment, by włączyć się do walki o awans. Ma pan podobne odczucie?
Mateusz CICHOCKI: - Patrzę na tę kwestię nieco inaczej. Górnik Zabrze pokazał na finiszu poprzedniego sezonu, że wcale nie trzeba być przez cały czas na pierwszym miejscu, żeby wywalczyć awans. Wystarczy być tylko blisko czołówki i pilnować, żeby strata nie wynosiła więcej niż kilka punktów. I wcale nie musimy mówić o ekstraklasie głośno. Było już wiele takich zespołów, które napinały się przez całe rozgrywki, a potem nic z tego nie wychodziło. Ważne, że nikogo się nie boimy. Czujemy się mocni i zamierzamy to konsekwentnie udowadniać kolejnym przeciwnikom.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~taka Użytkownik anonimowy
~taka :
No photo~taka Użytkownik anonimowy
Co zapamiętałem z twojej gry w Ruchu to ze muoles mina jak bys miol sie poplakac cienki bolek i tyla
3 lis 19:26 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii