Martin Pribula może spać spokojnie. Egzekucja trwa...

Szymon Lewicki
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Blisko cztery i pół roku czekali kibice ze Stadionu Ludowego na dzień, w którym przyjdzie im oklaskiwać pięć bramek swojej drużyny w jednym spotkaniu.

Dwie porażki, dwa remisy i dwa triumfy – dokładnie tak układają się boiskowe losy Zagłębia w stricte jesiennej fazie rywalizacji. Dzięki niedzielnemu zwycięstwu nad Stomilem Olsztyn (5:1) sosnowiczanie nareszcie opuścili strefę spadkową. Po raz ostatni bezpieczną lokatę w tabeli zajmowali po ośmiu seriach gier – wtedy również byli na miejscu 11.

 

Kudła pamięta

Kibice z Kresowej zdążyli już zapomnieć poprzedni mecz, w którym ich zespół w roli gospodarza zaaplikował rywalom aż pięć goli. Trzeba się cofnąć do 8 maja 2013 roku. Tego dnia pogromu 0:5 na Stadionie Ludowym – wówczas arenie II-ligowej – doznał Górnik Wałbrzych. W bramce Zagłębia, podobnie jak przed dwoma dniami, stał Dawid Kudła.

 

Nieco krócej, bo „tylko” pół roku, fani sosnowieckiej drużyny czekali na dwa ligowe triumfy z rzędu. Wiosną, na przełomie kwietnia i maja, sosnowiczanie najpierw wygrali 3:1 u siebie z Wisłą Puławy, by potem pokonać 1:0 Bytovię w gościnie. W obu spotkaniach zwycięskie bramki zdobywał Martin Pribula – w sumie trafił do siatki trzykrotnie.

 

Słowacki zapał

Słowak okazał się najlepszym strzelcem zespołu w poprzednim sezonie (11 ligowych trafień). Początek trwających rozgrywek obserwuje z pozycji widza. W czerwcu przeszedł rekonstrukcję zerwanego więzadła w kolanie. Regularnie zasiada na trybunach. Nie tylko porusza się już bez kul, ale nawet trenuje z zespołem. Mimo że nie może jeszcze wykonywać wszystkich ćwiczeń, wykazuje ogromną determinację w walce o powrót na boisko. A dobre wyniki drużyny dodatkowo go „nakręcają”.

 

- Tłumaczę mu, żeby trochę odpuścił, bo w styczniu nie będzie mu się chciało zasuwać – śmieje się kolega z boiska, Żarko Udoviczić. – Najpierw ćwiczył tylko na piasku, teraz bierze już udział w zajęciach na trawie. Wykazuje taki zapał, jakby miał 18 lat.

 

To już było

Jeszcze parę tygodni temu wydawało się, że w zespole nie ma zawodnika, który potrafiłby trafiać do siatki równie często jak Pribula. Ale to już nieaktualne podejrzenie. Fantastycznie eksplodował bowiem Szymon Lewicki, który w trzech ostatnich kolejkach golkiperów rywala pokonywał pięciokrotnie. Otwiera klasyfikację I-ligową snajperów z dorobkiem ośmiu bramek. Dokładnie tyle trafień miał na swoim koncie dwa lata temu, gdy na zapleczu ekstraklasy - jako gracz Zawiszy Bydgoszcz - mknął po koronę króla strzelców. Na mecie sezonu szczycił się wówczas 16 bramkami. A zatem... półmetek?

Z tej samej kategorii