Cicha obietnica na mecz z Tychami

Zaglebie Sosnowiec - Pogon Siedlce
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Żarko Udoviczić ma sobą jeden z najlepszych występów na polskiej ziemi. Równie dobre spotkanie zamierza rozegrać w niedzielę. – Nasz triumf na wyjeździe to kwestia czasu. I ten czas właśnie nadszedł – oznajmia.

- Nie chcę niczego obiecywać, bo jak się coś obiecuje, to nie zawsze dobrze wychodzi, ale okey… postaram się – w takim sposób Żarko Udoviczić odpowiada na pytanie, czy powtórzy swój wyczyn z poprzedniej kolejki.

 

Urban bił brawo
W meczu z chorzowskim Ruchem po akcji Serba skrzydłem padła pierwsza bramka dla Zagłębia. Potem znakomitym strzałem z rzutu wolnego sam posłał piłkę do siatki. Sosnowiczanie wygrali prestiżowy bój 2:1.
W Tychach dobrze wiedzą, że lewy korytarz boiska to ten obszar, w którym ze strony najbliższego rywala grozi im szczególne niebezpieczeństwo. Żarko jest w znakomitej dyspozycji i zamierza to potwierdzić w niedzielę. – Wcale jednak nie uważam, że przeciwko Ruchowi zagrałem najlepszy mecz, od kiedy przyjechałem do Polski – mówi. – Równie dobrze prezentowałem się w kilku innych spotkaniach, tyle że nie akcentowałem tego asystą i golem. Mógłbym wymienić chociażby pucharowy dwumecz z Lechem Poznań z zeszłego roku. To wtedy chciał mnie mieć w swojej drużynie trener Jan Urban.

 

Miara satysfakcji
Kibice z Stadionu Ludowego mogą się tylko cieszyć, że do transferu nie doszło i Żarko nadal jest dzisiaj graczem sosnowieckiej drużyny. Wciąż jednak trapi ich fakt, że tylko Zagłębie nie zdobyło jeszcze kompletu punktów w gościnie…
– Spokojnie, to tylko kwestia czasu – deklaruje serbski defensor. – I czujemy, że ten czas właśnie nadchodzi. Bo dlaczego nie teraz? Tychy mają swoje problemy, a my jesteśmy na fali. Wypada się zrewanżować za to 0:3 sprzed roku. Nie muszę być bohaterem spotkania. Taką samą satysfakcję dadzą mi kolejne punkty dla zespołu.

 

Nie tylko szacunek
Udovicziciovi na dobre wyszła decyzja trenera Dariusza Dudka, który przed trzema tygodniami nie uwzględnił go w podstawowym składzie na mecz z Chrobrym Głogów. To podziałało na zawodnika ożywczo, chociaż wcześniej wcale nie spisywał się źle. Następnego dnia rano w klubie zameldował się jednak pierwszy, zjadł w klubowej restauracji solidną porcję jajecznicy i poszedł na trening.
- Na nikogo nie byłem wtedy zły – zapewnia dzisiaj. – To jest piłka nożna. Rywalizacja w zespole nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Decyzje trenera trzeba szanować, a potem… wyjść na boisko i zrobić swoje.

 

Z tej samej kategorii