Nikt w nas nie wierzył, prawda?

Jeszcze niedawno byliśmy w czarnej d..., a dziś liczymy się w walce o ekstraklasę i jesteśmy zależni tylko od siebie – mówi Wojciech Łuczak.

Pilka nozna. Nice I liga. Zaglebie Sosnowiec - Stal Mielec. 21.05.2017
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Maciej GRYGIERCZYK: Po niedzielnym remisie ze Stalą Mielec chyba nie było na Stadionie Ludowym uczucia wielkiego niedosytu?

Wojciech ŁUCZAK: - Zdobyliśmy cenny punkt. Utrzymywaliśmy się przy piłce, ale brakowało nam ostatniego podania. Szkoda tego karnego. To już jednak przeszłość. Mamy punkt przewagi nad Olimpią i jesteśmy wiceliderem, a wiadomo, jaka była niedawno nasza sytuacja. Nikt w nas nie wierzył, prawda? No prawda! Byliśmy w czarnej d... Wierzyliśmy tylko sami w siebie i wierzył w nas zarząd. Dziś liczymy się jednak w walce o ekstraklasę i jesteśmy zależni tylko od siebie. Dlatego trzeba szanować ten remis ze Stalą.

 

Gdy w środę w Suwałkach rozbiliście Wigry 3:0, mówiło się, że to był wasz najlepszy mecz w tym roku. Dlaczego nie poszliście za ciosem?
Wojciech ŁUCZAK: - Nie zawsze będziemy w takiej dyspozycji jak w Suwałkach. Tam zagraliśmy fenomenalnie. W niedzielę tragedii nie było, ale pierwszą połowę określiłbym jako „śpiącą”. Zabrakło mocy, by w odpowiednim momencie depnąć. Mecz z Wigrami nas trochę siły kosztował. A właśnie, czy ktoś wierzył, że tam będzie 3:0? Nikt nie wierzył. Stal trochę się „zapeklowała”. Broniła w dziesiątkę na własnej połowie. Nie było nawet miejsca, żeby się odwrócić. To zespół lubiący grać agresywnie, a my z takimi zawsze mieliśmy z takimi problemy. Chcemy grać w piłkę i chcemy, by gra nas cieszyła. Pragnę jednak pochwalić swoich kolegów z boiska, bo zostawili mnóstwo zdrowia. Wcześniej pomagaliśmy sobie tylko nawzajem w szatni, pomagał nam zarząd. Fajnie więc, że przyszło trochę więcej kibiców, była lepsza atmosfera. Nie wygraliśmy, ale daliśmy z siebie maksa i nadal mamy wszystko w naszych rękach.

Był mecz ze Stalą, a przed wami Chrobry Głogów i GKS Tychy, czyli drużyny, które – co prawdopodobne – będą już miały zapewnione utrzymanie. Pytanie, czy to dobrze?
Wojciech ŁUCZAK: - Że rywale niby bez presji? Nie wiem. Sądzę, że musimy patrzeć wyłącznie na siebie. Najważniejsze, że gramy w piłkę, utrzymujemy się przy niej i czasem wystarczy jedna szybka akcja, przyspieszenie – i tak się mecze wygrywa. Tak było w Suwałkach. Mentalnie też sobie poradzimy, bo mamy na tyle dobrych zawodników. Po tym tygodniu jestem z naszego zespołu dumny. Co do pytania – Chrobry też chce grać w piłkę. W środę chciały Wigry i sami widzieliśmy, co się wydarzyło. A rywale tacy jak Stal po prostu nam nie leżą. Z pokorą wzięliśmy ten remis. Walczymy dalej.

Autostrada do ekstraklasy zrobiła się szersza po sobotniej porażce GKS-u Katowice z MKS-em Kluczbork. Co przeszło przez głowę, patrząc na ten wynik?
Wojciech ŁUCZAK: - Co nam to da, takie patrzenie... GieKSy w sumie szkoda. Fajny zespół, coś tam nie „pykło”. To tylko pokazuje, jak nieprzewidywalna jest liga. Ze Zniczem czy Kluczborkiem też może grać się ciężko, o czym się przekonaliśmy. Piłka w Polsce, pod względem poziomu, jest coraz bardziej „wypośrodkowana”. Pieniądze nie grają. I dobrze, że idzie to w tym kierunku.

Górnik, czyli pana była drużyna, odniósł cztery zwycięstwa z rzędu i wrócił do walki o awans. Szacunek?
Wojciech ŁUCZAK: - To robi wrażenie. W Zabrzu jest teraz dość młody zespół, ale zawodnicy – jak to w Zabrzu, przy takich kibicach – muszą mieć charakter i walczyć do końca. Miejsce obok Sandecji zostało jednak już tylko jedno. To my mamy znaleźć się w ekstraklasie.

 

 

Czy Zagłębie Sosnowiec awansuje do ekstraklasy?
Z tej samej kategorii