Z łóżka prosto na trening. Pracowite ostatnie dni Zagłębia

Wigry Suwalki - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Michał Kość  /  źródło: Pressfocus

W środę sosnowiczanie zagrali świetny mecz z Wigrami, a dzień po powrocie z Suwałk zawodnicy trenera Dariusza Banasika od razu stawili się na treningu. Przed Zagłębiem trzy mecze prawdy, które mogą rozstrzygnąć kwestię awansu do Ekstraklasy. W niedzielę wicelider I ligi zmierzy się ze Stalą Mielec.

Noc ze środy na czwartek była dla sosnowiczan długa, ale radosna. Spędzili ją w autokarze wracającym z Suwałk. Zwycięstwo 3:0 nad Wigrami wysforowało ich na drugie miejsce w tabeli, co oznacza, że zamiast gonić, teraz będą już tylko odpierać ataki peletonu.


Do Sosnowca drużyna dotarła dopiero o 5.30 rano. Zawodnicy szybko rozjechali się do domów, bo tego samego dnia po południu czekał ich kolejny trening. Na zajęcia udali się więc niemal prosto z łóżek. Sztab szkoleniowy nie zaplanował już w tym tygodniu dnia wolnego. Piłkarze będą ćwiczyć również dzisiaj i jutro. A w niedzielę – pierwszy z trzech bojów o wszystko.


Wyjściowy skład Zagłębia stanowi wielką niewiadomą, co po raz kolejny dobrze zaprocentować może... jako element zaskoczenia. Przed meczem w Suwałkach trener Dariusz Banasik dokonał pięciu zmian, w tym czterech niewymuszonych. Miejsce w podstawowym składzie stracili Wojciech Fabisiak, Kamil Wiktorski, Konrad Michalak i kapitan Michał Fidziukiewicz. Przynajmniej jeden z nich w niedzielę zagra przeciwko Stali najprawdopodobniej od pierwszej minuty. Wiele jednak wskazuje na to, że nie stanie się to kosztem tych, którzy wskoczyli do jedenastki w środowy wieczór – Jakuba Szumskiego, Arkadiusza Najemskiego, Żarko Udoviczicia i Łukasza Matusiaka.


- Zawodnicy, na których postawiłem, pokazali się z bardzo dobrej strony - mówi Banasik. – Roszady były przemyślane i przedyskutowane. Ale i tak przed meczem ze Stalą będą miał poważny ból głowy. Nie jest łatwo sadzać na ławce kapitana zespołu. Trener broni się jednak wynikami. Czasami warto zaryzykować. Teraz musimy jeszcze popracować nad tym, żeby na takim poziomie, jak w Suwałkach, grać nie tylko wtedy, kiedy mamy „nóż na gardle”.

Z tej samej kategorii