Urwany film na Stadionie Ludowym

27.10.2015 ZAGLEBIE SOSNOWIEC - CRACOVIA PUCHAR POLSKI PILKA NOZNA
 fot. Michał Stańczyk  /  źródło: Cyfrasport

Sezon okazał się bardziej bolesny niż poprzedni. Z prostej przyczyny - do awansu zabrakło tylko punktu. Było jednak coś, co przy Kresowej opanowano niemal do perfekcji. Sztuka pożegnań…

Tak blisko ekstraklasy Zagłębie nie było od 2008 roku, kiedy zaznało degradacji i drogę powrotną do krajowej elity trzeba było zaczynać z futbolowych nizin. Tym razem naprawdę zabrakło niewiele. To był jednak rejs przez sztorm, podczas któregoś co i rusz ktoś wypadał za burtę…

 

Egzekutorzy
Najpierw odeszli dwaj najlepsi strzelcy drużyny. Tylko jeden z własnej woli – Jakub Arak, który przeniósł się do chorzowskiego Ruchu, by spróbować sił w ekstraklasie. Wyboru nie miał natomiast Michał Fidziukiewicz, zmuszony poddać się operacji stawu biodrowego. Oznaczało to dla niego półroczny okres rehabilitacji. Tym sposobem Zagłębie przystąpiło do rozgrywek bez dwóch napastników, którzy cykl wcześniej zdobyli w sumie 20 goli. Jak potoczyłyby się losy drużyny, gdyby obaj od początku byli do dyspozycji sztabu szkoleniowego? Odpowiedzi na to pytanie już nie poznamy.
Na domiar złego, już w trakcie rozgrywek, sosnowiczanie stracili trzech kolejnych nominalnych napastników. Po rundzie jesiennej Tin Matić i Vamara Sanogo zostali zawodnikami warszawskiej Legii. Ten drugi miał jeszcze wiosną grać na Stadionie Ludowym, ale uznano, że powinien przejść zabieg chirurgiczny i resztę rozgrywek miał z głowy. Z kolei krótko przed startem rewanżów ścięgno Achillesa zerwał Terence Makengo, bodaj największy pechowiec w ekipie. Najpierw grypa, potem kontuzja mięśnia dwugłowego i w końcu poważny uraz, wymagający skalpela.
Tym razem najskuteczniejszym strzelcem zespołu okazał się pomocnik – Martin Pribula, autor 11 trafień. Gwoli ścisłości trzeba przypomnieć, że w obu sezonach po awansie do I ligi Zagłębie zdobyło taką samą liczbę bramek. Jak widać, brak progresu kosztuje…

 

Dyrygenci
Walizki przez miniony rok pakowali również szkoleniowcy. Jako pierwszy uczynił to Jacek Magiera, który we wrześniu wyruszył na ratunek Legii. Zapłacono za niego Zagłębiu 100 tysięcy złotych, ale dzisiaj sami piłkarze twierdzą, że nie był to dobry interes. Są przekonani, że „Magic” za sterami był gwarantem promocji do ekstraklasy. Fakty są takie, że zostawił drużynę na pierwszym miejscu w tabeli. Reszta jest tylko wyobraźnią.
Później był epizod w roli głównej z Jarosławem Araszkiewiczem, który pełnił rolę licencyjnego „słupa” dla Tomasza Łuczywka. Nie trwało to długo, niewiele ponad tydzień. Obaj wyjechali z Sosnowca – ten pierwszy do domu w Wielkopolsce, ten drugi do roboty w Legii, dokąd ściągnął go Magiera.
Wtedy właśnie nastał czas Piotra Mandrysza. Wydawało się, że przynajmniej do lata 2018 roku. Już w grudniu trzeba się było jednak rozstać i to w wyjątkowo dusznym klimacie. Jak pamiętamy, doświadczony szkoleniowiec stracił pracę wskutek konfliktu z grupą starszych piłkarzy. Nikt wówczas nie wiedział, że to preludium do kolejnego, nie mniej spektakularnego pożegnania…

 

Weterani
Oto bowiem w najbardziej gwałtowny sposób film urwał się dwóm najbardziej doświadczonym zawodnikom pierwszego zespołu. Krzysztof Markowski (rocznik 1979) oraz kapitan Sebastian Dudek (rocznik 1980) zostali po prostu wyproszeni z szatni. Na zawsze. Miało to miejsce na początku kwietnia, po kompromitującej porażce ze Zniczem Pruszków (0:3) przy Kresowej.
Ten manewr miał wstrząsnąć zespołem i… początkowo wydawało się, że swoją rolę spełnił. Okazało się to jednak tylko złudzeniem. W decydującym momencie drużynie zabrakło charakteru i znów trzeba się było obejść smakiem. Czy z Markowskim i Dudkiem stałoby się inaczej? Ta kwestia też pozostanie nierozstrzygnięta.
Tyle, jeśli chodzi o rozstania. Czas pędzi jednak w zawrotnym tempie i na horyzoncie zaczyna już majaczyć nowy sezon. I nowe nadzieje. Czy niebawem liczba powitań ładnie zbilansuje się z liczbą pożegnań? - Teraz mamy czas szaleństw menadżerów i ich nieziemskich propozycji - odpowiada prezes klubu, Marcin Jaroszewski. - Musimy zaczekać, aż te wszystkie statki kosmiczne pospadają. Wtedy wejdziemy do gry…

 

 

Liczby
15 – tylu zawodników strzelało gole w lidze, o trzech więcej niż w poprzednim cyklu.
11 – przez tyle kolejek sosnowiczanie zasiadali na fotelu lidera.
9 – tyle porażek poniósł zespół na gruncie ligowym; tylko po jednej z nich (w Głogowie) prezes Marcin Jaroszewski obarczył winą piłkarzy.
4 – tyle bramek zdobył najskuteczniejszy strzelec zespołu z poprzedniego sezonu, Michał Fidziukiewicz; trzy z nich przełożyły się na derbowe zwycięstwa nad GKS-em Katowice (1:0), Górnikiem Zabrze (2:1) i GKS-em Tychy (2:1).
2 – tyle miesięcy nie grał w piłkę Jakub Szumski zmożony chorobą, po której dostał pierwotnie zakaz uprawiania sportu.

 

Czy wiesz, że…
* Gdyby szturm na ekstraklasę zakończył się powodzeniem, kontrakt każdego zawodnika Zagłębia automatycznie zostałby prolongowany o rok, a miesięczna pensja wzrosłaby średnio o 30 proc. Te regulacje miały przeciwdziałać ewentualnemu spadkowi motywacji na finiszu zmagań.
* Do pierwszego zespołu włączony zostanie lada moment Michał Kieca, syn byłego bramkarza reprezentacji Polski w hokeju na lodzie.
* Na sześć wykonywanych rzutów karnych Sebastian Dudek nie wykorzystał tylko jednego. Miało to miejsce w ligowej potyczce z GKS-em Katowice przy Bukowej. Gdyby trafił, Zagłębie miałoby w tabeli dwa punkty więcej, co zapewniłoby awans.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~vega Użytkownik anonimowy
~vega :
No photo~vega Użytkownik anonimowy
i fajnie za brynicy nie ma nic dobrego!!!!
19 cze 07:40 | ocena:50%
Liczba głosów:4
50%
50%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii