Juan Ramon Rocha, czyli człowiek z drużyny duchów

Polityczne spiski sprawiły, że jako piłkarz nie ma na koncie mistrzostwa świata. Grał z najlepszymi i w różnych warunkach, nawet na „dachu świata" w zespole duchów. Teraz trenuje Ruch Chorzów. Juan Ramon Rocha to najwybitniejsza persona w Nice 1. lidze.

O dziwnym zgrupowaniu

W eliminacjach do mistrzostw świata 1974 Argentyna rywalizowała w grupie z Paragwajem i Boliwią. Za kadrę odpowiadał wówczas słynny Omar Sivori, była wielka gwiazda Juventusu Turyn.
Stworzył wtedy dwie reprezentacje. Pierwsza swoje mecze miała rozgrywać z Paragwajem i drugą na wyjazdowe spotkanie z Boliwią.  To była drużyna przygotowywana tylko i wyłącznie do tego meczu! 45 dni przed tym spotkaniem zespół zniknął. Nikt nie wiedział, gdzie się przygotowuje, co robi. Byłem wśród tych piłkarzy.  Zaczęliśmy w Argentynie na wysokości 600 metrów. W Boliwii przyszło nam ostatecznie grać w La Paz na wysokości 3640 m n.p.m. Można by kopnąć piłkę stamtąd i doleciałbym do Katowic! W dni meczu dołączyła do nas czwórka piłkarzy z podstawowego składu Argentyny, a wśród nich bramkarz Ubaldo Fillol i znakomity napastnik Mario Kempes. Kiedy przyleci się i gra w tym samym dniu, to nie ma kłopotów z aklimatyzację. W kadrze było 16 zawodników. Byłem wtedy nastolatkiem, a ponieważ do zespołu dołączyli starsi koledzy, to usiadłem na trybunach. Wygraliśmy 1:0 po golu Oscara Ramona Fornariego. Ten zespół nazwano „Los Fantasmas" czyli drużyna duchów.

 

Fot. Michal Chwieduk / źródło: 400mm

 

O niespełnionym marzeniu
W 1978 roku byłem w szerokiej kadrze Argentyny na mistrzostwa świata. Kiedy nie dostałem się do 22-osobowej reprezentacji, która grała na mundialu, byłem psychicznie załamany. Do tego miałem kłopoty z przywodzicielami. W Newell's Old Boys lekarze mówili, że z powodu tego urazu nie będę już grał w piłkę. Wtedy medycyna nie była jeszcze na takim poziomie jak teraz. W tej sytuacji zdecydowałem się na wyjazd do Kolumbii.

 

O pretensjach do Menottiego
Z Newell's Old Boys, gdzie grałem, na mundial pojechał defensywny pomocnik Americo Gallego. W klubie był lepszy zawodnik od niego - Jose Orlando Berta, ale w ogóle nie był powoływany. Co do mnie, to nie tylko myślałem, że powinienem się znaleźć w 22-osobowej kadrze na mundial, ale że powinienem grać w podstawowej jedenastce. Oscar Alberto Ortiz, czy Julio Ricaro Villa byli słabsi od mnie! Owszem byli też świetni gracze, jak Luque, Osvaldo Ardilles, czy Houseman, uważałem jednak, że mogłem grać. W pierwszej reprezentacji Argentyny mam na koncie 12 meczów, w młodzieżówce 23 spotkania.

 

O brutalnej polityce
To był specyficzny okres w historii Argentyny, którą rządziła wtedy junta wojskowa z generałem Jorge Rafaelem Videlą na czele. To były twarde i brutalne rządy. 30 tysięcy ludzi zaginęło... Zaginęło, nie zginęło. Wśród nich był też mój kuzyn. Do dziś nie wiadomo co się z nim stało.
Na to, kto zostanie a kto pojedzie na mistrzostwa, wpływ miała sytuacja polityczna. Wiadomo, był duży nacisk na wynik. O wielu sprawach decydowały różne personalne układy. Selekcjoner Cesar Luis Menotti miał lewicowe, komunistyczne przekonania, ale wtedy dogadał się z wojskowymi. W normalnych warunkach nie byłoby takich decyzji.

 

Fot. Łukasz Laskowski / źródło: Pressfocus

 

O karnym Deyny
Wielu do dziś pyta o mecz z Peru na MŚ w Argentynie, który nasza reprezentacja wygrała 6:0 i zapewniła sobie grę w finale mundialu kosztem Brazylii (gospodarze  musieli wygrać różnicą co najmniej czterech bramek – przyp. red.). Nikt jednak nie patrzy na postawę Brazylii, która robiła wtedy wiele, żeby uniknąć w drugiej fazie zespołów z Europy. O karnym Kazimierza Deyny też się nie dyskutuje, a przecież on w meczu Argentyna – Polska przy stanie 1:0 praktycznie podał piłkę z jedenastki Fillolowi.

 

O grze w Kolumbii
Czasy występów w Club Atletico Junior to najtrudniejszy okres w mojej karierze. W Kolumbii z treningi były o 7 rano i o 20 wieczorem. Wszystko z powodu gorąca. Byłem młodym zawodnikiem, a tam wyjeżdżali piłkarze, którzy z reguły kończyli grać w piłkę. Ja miałem wtedy ledwie 23-24 lata. W Barranquilli szybko zdołałem się jednak odbudować. Pojechałem tam grać na 1,5 roku, ale po kilku miesiącach doszedłem do takiej dyspozycji, że szybko wróciłem do kraju.

 

O Boca Juniors
Pod koniec 1978 roku wróciłem do domu i otrzymałem propozycję z Boca Juniors. Tam zaczynałem praktycznie od początku. Trenerem zespołu był Juan Carlos Lorenzo, szkoleniowiec, który prowadził wiele słynnych klubów z Lazio Rzym czy AS Roma na czele, a w 1966 roku był selekcjonerem reprezentacji Argentyny na mistrzostwach świata w Anglii.
Twardy szkoleniowiec, o swoich zasadach. Wzięli mnie do zespołu, ale powiedzieli, że na granie nie mam co liczyć. Swoją szansę miałem otrzymać dopiero w nowym sezonie. Do tego miałem gorszy kontrakt niż ten w Kolumbii. Mimo tych wszystkich zastrzeżeń i wątpliwości, zgodziłem się na taką ofertę. Chciałem zagrać w drużynie, którą kochałem od dziecka czyli w Boca. Pracowałem mocno i z wielkim zaangażowaniem, a po sześciu miesiącach trafiłem do pierwszego składu, a wkrótce zostałem kapitanem zespołu.
Oprócz tego, że byłem technicznym piłkarzem, to popracowałem wtedy nad swoją tężyzną fizyczną, stałem się ostro i zdecydowanie grającym piłkarzem. Później przez 10 lat, głównie w Grecji, dalej grałem na wysokim poziomie.

 

O mundialu w Rosji
Dla mnie Argentyna jest faworytem mundialu z Rosji! I nie ma znaczenia to, że w eliminacjach było tak, a nie inaczej, że w trakcie ich trwania wiele rzeczy nie funkcjonowało tak, jak  powinno. Federacja ma problemy, a skandal ekonomiczny sprawił, że samobójstwo popełnił skarbnik związku. Rzucił się pod pociąg, ale są podejrzenia, że ktoś mu w tym pomógł. W Chile, w Paragwaju prezesi federacji siedzą w więzieniach. Argentyna przez te wszystkie skandale miała tyle problemów. Poza tym nie jest łatwo podjąć dobrą decyzję personalną, kiedy ma się do dyspozycji stu świetnych, topowych zawodników, a tak jest u nas. Teraz jest inaczej. Jest poważny trener na odpowiednim miejscu, więc na pewno będzie dobrze.
Jak wypadnie Polska? Macie dobrego selekcjonera, dobry zespół. Bardzo dobrze zorganizowana jest polska federacja, z prezesem, a w przeszłości świetnym piłkarzem Zbigniewem Bońkiem na czele. Zna się na piłce, żyje piłką. Wielki zawodnik, który grał w liczących się klubach w Europie. Życzę wam, żeby było tak, jak w 1974 i 1982. Na pewno można powiedzieć, że sytuacja Polski jest lepsza niż wtedy. Myślę tutaj o organizacji, o funkcjonowaniu waszych piłkarskich władz.
Tyle, że trzeba powiedzieć, że inni też są dobrze zorganizowani. Uważam, że będą to bardzo interesujące mistrzostwa. Wierzę, że Polska może zrobić dużą niespodziankę. Ja będę kibicował i Argentynie i Polsce.
Czy wybieram się do Rosji? Nie. Kiedy mundial odbywał się w 1982 roku w Hiszpanii, to jechałem tam samochodem z Grecji. Nie jestem jednak jakimś zapalonym kibicem, który z nerwów obgryzałby paznokcie. Kiedy jesteś na stadionie, to nie widzisz tyle co w telewizji, gdzie masz do swojej dyspozycji powtórki czy szczegółową analizę. W obecnych czasach w studio masz fachowców, wielkich piłkarzy, którzy sami kiedyś grali i ciekawe posłuchać takich osób oraz ich analiz. Dlatego zostaję w domu, gdzie mogę zobaczyć dwa czy więcej meczów. Kiedy jesteś na miejscu, to kończy się na jednym spotkaniu.

 

Fot. Michal Chwieduk / źródło: 400mm

 

O piłce w Argentynie, Grecji i w Polsce
Mieszkając i pracując w Argentynie, gdzie się urodziłem, i Grecji, gdzie od lat mieszkam, to jeżeli chodzi o piłkę, to jest niesamowite zaangażowanie. Na boiskach często jest tak, że przesadza się z agresją. Przyjeżdżając do Polski nie do końca wiedziałem co mnie czeka pod tym względem. Czy będzie tak jak tam czy raczej coś innego. Od pierwszego meczu zauważyłem, że w przeciwieństwie do krajów, z którymi jestem związany, to tutaj granie nie jest takie impulsywne, a powiedziałbym, że bardziej normalne.

 

O polskiej gościnności
Często bywa tak, że w rozgrywkach na niższym szczeblu, gra jest ostra, zdecydowana, ale u was jest pod tym względem inaczej. Przede wszystkim chciałbym podkreślić dobrą organizację rozgrywek. Każdy z pierwszoligowych klubów ma dobry stadion, dobrą płytę , jest duże zainteresowanie. Od pierwszego meczu mam pozytywny obraz. Trzeba też powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie pojechaliśmy, to przyjmowano nas bardzo gościnnie, nie było żadnych problemów. Nawet, gdy jechaliśmy na derbowy mecz do Katowic, obyło się bez żadnych kłopotów. Przyjeżdżamy na mecz, są dobre boiska, jest konferencja prasowa, jest program w telewizji. Wszystko bardzo dobrze zorganizowane pomimo tego, że jest to drugi poziom rozgrywkowy.

 

O argentyńskiej i greckiej zawziętości
Jeżeli chodzi o derby, to nie ma co mówić o tym, jak jest w Argentynie czy w  Grecji, a szczególnie jeśli chodzi o derby. Jest aż do przesady. Osobiście nie potrafię zrozumieć, skąd bierze się taka zawziętość, zażartość, zacietrzewienie. Być może dlatego, że piłkarskie federacje w Argentynie i w Grecji nie karcą i nie karzą niesportowego zachowania. W Polsce jest inaczej. Wszystko poukładane, trzeba stosować się do istniejących reguł gry. Tam tego nie ma, szczególnie na niższym poziomie rozgrywkowym.

 

O poziomie gry
Argentynę to bardzo wielki kraj. Jeśli zespół z Buenos Aires gra mecz z drużyną z północy kraju, to potrzeba 2,5 godzin lotu samolotem. Poziom drugiej ligi jest wyższy niż w Polsce czy w Grecji. Gra się twardo, zdecydowanie, agresywnie. Wielu zawodników z klubów drugoligowych wyjeżdża grać do Europy, jak Paolo Dybala i radzą sobie bardzo dobrze, robiąc karierę. Jeżeli miałbym porównać zaplecze greckiej ekstraklasy z Polską, to zdecydowanie na waszą korzyść. Nie chodzi już nawet o same sprawy piłkarskie, o boisko, ale o całą otoczkę, jak wszystko jest zorganizowane. W Grecji jest wielu utalentowanych graczy, ale często jest niestety tak, że działacze stawiają wynik ponad wszystko. To mi się nie podoba. Jest wiele zmian trenerów, bo liczy się tylko wynik.

 

O kłopotach w Grecji
Byłem swego czasu w Arisie Saloniki. To był bardzo mocny klub, z tradycjami. Zresztą tam zawsze na każdym meczu było i jest po 20-25 tys. kibiców, ale od lat nie potrafią wyjść z dołka, w którym się znaleźli. Jeżeli chodzi o piłkę, o swoje doświadczenie, to przeżyłem tam najgorsze chwile. W tamtym okresie, kiedy ich prowadziłem (lata 1997-99 – przyp. aut.), był duży konflikt pomiędzy fanatycznymi kibicami, a działaczami. W jednym z meczów, kiedy graliśmy spotkanie w Atenach, zabrakło kart zgłoszeń zawodników... Zrobiono to, jak uważam, celowo. Przegraliśmy walkowerem, a potem spadliśmy do drugiej ligi.
Tej jesieni prowadząc Ruch, też jeden mecz przegraliśmy walkowerem, z Zagłębiem Sosnowiec. Nie byłem wściekły z tego powodu. Wiadomo, byłem zmartwiony tym, że przegraliśmy na boisku 1:2. Po meczu od razu powiedziałem wszystkim, że to ludzki błąd i taka pomyłka może się zdarzyć. Na pewno gorzej byłoby, gdybyśmy ten mecz wygrali, a potem stracili punty walkowerem. Stało się i można to zrozumieć. Każdy taki przypadek to nauka i doświadczenie, także dla naszego kierownika Andrzeja Urbańczyka. Teraz każdą meczową osiemnastkę oglądamy dziesięć razy.

 

Fot. Rafal Rusek / źródło: Pressfocus

 

O miejscu Ruchu w tabeli
Od pierwszego dnia, gdy przyjechałem do Chorzowa, wierzyłem, że tę drużynę da się wyciągnąć z ostatniego miejsca w tabeli i dalej w to wierzę. Nie możemy zapomnieć, jak to wyglądało od momentu, kiedy drużyna spadła i zaczęła się przygotowywać do rozgrywek. To był bardzo trudny okres. Zaczął się obóz, a nie było wiadomo, w jakiej lidze klubowi przyjdzie zagrać. Z tych piłkarzy, którzy grali w ekstraklasie, zostało niewielu piłkarzy. Poza tym pierwsze cztery mecze graliśmy w oparciu o juniorów, gdyż nie można było skorzystać z zakontraktowanych wcześniej graczy. Do tego dwa pierwsze mecze u siebie rozegraliśmy bez kibiców. No wreszcie - zaczęliśmy sezon z pięcioma ujemnymi punktami na koncie. Gdyby nie to, dziś nie bylibyśmy na spadkowy miejscu. Do tego też trzeba doliczyć mecze, w których traciliśmy bramki nawet nie w ostatnich minutach, ale sekundach. O tym, nie można zapominać. Gdyby wszystko normalnie się toczyło, to ten wynik na pewno byłby lepszy i bylibyśmy teraz w zupełnie innym miejscu. To co drużyna zrobiła, to dobry kierunek.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
"Gdyby nie to, dziś nie bylibyśmy na spadkowy miejscu."
- GDYBY... ulubione słowo ujadających płaczków.
"Do tego też trzeba doliczyć mecze, w których traciliśmy bramki nawet nie w ostatnich minutach, ale sekundach. O tym, nie można zapominać."
- A to ciekawe dlaczego, czyżby to nie była wasza wina ?
"Gdyby (ha ha, znów) w Ruchu wszystko normalnie się toczyło"
- O tak ale się nie toczy....
a GDYBY u was było wszystko normalnie to dziś byście nie płakali, nie użalali się nad sobą i nadal grali w Ekstraklasie. Niestety tak nie jest, nie ma u was normalności, nie gracie w Ekstraklasie i za to wszystko podziękujcie waszemu wybawcy, prezesowi SupeRmanowi. NArKA.
13 gru 17 02:05 | ocena:80%
Liczba głosów:10
80%
20%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Heckler&KochUżytkownik anonimowy
~Heckler&Koch :
No photo~Heckler&KochUżytkownik anonimowy
Może ktoś przedstawić w skrócie tylko bez błazenady co się stało że "zarząd" Psycho Fans trafił za kratki, w tym mistrz świata BJJ ??
12 gru 17 10:28 | ocena:59%
Liczba głosów:17
59%
41%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Czerwona kartka Użytkownik anonimowy
~Czerwona kartka
No photo~Czerwona kartka Użytkownik anonimowy
do ~Heckler&Koch:
No photo~Heckler&KochUżytkownik anonimowy
12 gru 17 10:28 użytkownik ~Heckler&Koch napisał
Może ktoś przedstawić w skrócie tylko bez błazenady co się stało że "zarząd" Psycho Fans trafił za kratki, w tym mistrz świata BJJ ??
Zajmij się pieczeniem placków.
12 gru 17 12:13 | ocena:67%
Liczba głosów:18
33%
67%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii