Krzysztof Warzycha: Zostanę nawet w IV lidze!

Krzysztof Warzycha
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

- Nie opuszczę klubu w przypadku najczarniejszego scenariusza. Wierzę jednak głęboko w to, że będziemy grali w pierwszej lidze – mówi trener Ruchu.

Leszek BŁAŻYŃSKI: Nie jest pan rozczarowany postawą drużyny? W niektórych spotkaniach nie było widać walki, zadziorności...
Krzysztof WARZYCHA: - Nie zarzuciłbym nikomu braku ambicji. To nie jest tak, że im się nie chciało, po prostu w niektórych spotkaniach nie potrafili więcej z siebie dać. Na treningach ciężko pracowali. O brak zaangażowania nie mam do nikogo pretensji. Wpływ na gorszą postawę miała także presja. Graliśmy w dolnej ósemce, mieliśmy mało punktów, każde spotkanie miało swoją stawkę. A w zespole było przecież wielu młodych zawodników. Nie dali radę tego udźwignąć.

Koszmarne było starcie ze Śląskiem, druga połowa z Piastem, czy początek z Cracovią. Co było przyczyną takiej postawy?
Krzysztof WARZYCHA: - Zwłaszcza 0:6 ze Śląskiem mocno nas wszystkich zraniło. Po takim fatalnym spotkaniu ciężko było poskładać drużynę. Mecze odbywały się co trzy dni, zespół był w dołku, ale mimo to starał się, nie złożył broni. No i potem nastąpiło to feralne starcie z Arką. Gdyby sędzia nie uznał gola Siemaszki, gralibyśmy z Łęczną o życie. O tej bramce, zdobytej ręką, jeszcze długo nie zapomnę. Czy sędziowie zdają sobie sprawę, że klub przez tę degradację stracił aż 8 mln złotych, bo około tylu otrzymywał z kontraktu telewizyjnego? A sędziego Tomasza Musiała spotkała jeszcze nagroda! Bo przecież prowadził w następnej kolejce mecz w górnej ósemce. Czyli uznano, że nic się nie stało.

Ale klub nie spadł tylko przez rękę Siemaszki.
Krzysztof WARZYCHA: - Był to jednak incydent, który w dużym stopniu wpłynął na kolejność w tabeli, a w fazie finałowej przełomowe było starcie ze Śląskiem.

Powiedział pan, że pracować w Ruchu to zaszczyt, ale nikt nie chce na początku swojej kariery trenerskiej mieć w CV degradacji.
Krzysztof WARZYCHA: - Wierzyłem, że uda się utrzymać. Gdybym był innego zdania, nie przyleciałbym przecież do Polski. Podjąłem się bardzo dużego ryzyka. Teraz w mojej biografii wpisany jest także spadek, ale mam wielką nadzieję, że za rok czy dwa wrócimy do ekstraklasy.

To czwarty spadek Ruchu w historii. Po piątkowym meczu był pan zdruzgotany. Widać było, że miał pan łzy w oczach.
Krzysztof WARZYCHA: - Strasznie przeżywałem nasze ostatnie mecze, ale nie płakałem. Dopiero zaczynam swoją przygodę trenerską w Polsce i już na początek musiałem przeżywać takie smutne chwile. Przejmowałem jednak drużynę w bardzo trudnym momencie.

Kibice na koniec też się nie popisali: wrzucili race na murawę, podpalili flagi GKS-u Katowice, a później część z nich wbiegła na murawę.
Krzysztof WARZYCHA: - Dla nich ostatnie miejsce w tabeli to też ogromny cios. Kibice jeździli za nami na wyjazdy, wspierali drużynę, ale za petardy klub na pewno zostanie ukarany. Przypuszczam, że na początku nowego sezonu rozegramy kilka spotkań bez udziału publiczności.

Nie lepiej było dla pana pozostać w świadomości kibiców legendą Ruchu niż trenerem, który też jest obwiniany za spadek.
Krzysztof WARZYCHA: - Mam takich charakter, że nie potrafię siedzieć bezczynnie. Mogłem dalej mieszkać w Atenach, ale gdy otrzymałem ofertę z Ruchu, nie zastanawiałem się długo. Wierzę w swoje umiejętności i w to, że dobrze wpłynę na chorzowski zespół. Muszę jednak przepracować z zespołem okres przygotowawczy, zbudować drużynę. Mam ogromne wsparcie ze strony prezesa Janusza Patermana. Ufamy sobie, przyjaźnimy się od lat.

Był pan w drużynie jako piłkarz w sezonie 1986/87, gdy zespół opuszczał elitę. Która degradacja była gorsza?
Krzysztof WARZYCHA: - Wtedy czułem się gorzej, bo Ruch spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej po raz pierwszy w historii. Naszym kierownikiem był znany piłkarz „Niebieskich” Bernard Bem. Pamiętam, jak siedział w szatni i płakał. Wszyscy bardzo mocno przeżywali ten spadek. Ale drużynę przejął Jerzy Wyrobek, który miał świetne podejście do zawodników. Mieliśmy wtedy zakaz transferowy, i większość graczy została w klubie, spacerkiem przeszliśmy drugą klasę rozgrywkową, wróciliśmy do elity i zdobyliśmy mistrzostwo Polski! To były niezapomniane chwile.

Zarzuca się panu jako trenerowi, że jest pan zbyt miękki w stosunku do piłkarzy.
Krzysztof WARZYCHA: - Czytałem o tym w prasie, dzwonili do mnie także doświadczeni trenerzy i mówili, że czasami trzeba wpaść do szatni i porzucać mięsem. Ja odpowiem im w ten sposób. Świętej pamięci Jurek Wyrobek nie musiał robić takich rzeczy, a potrafił porozumieć się z piłkarzami. Był z zawodnikami na stopie koleżeńskiej, ale oczywiście my piłkarze nie mogliśmy przekroczyć pewnych barier. W Panathinaikosie Ateny Juan Ramon Rocha też był osobą kontaktową i wprowadzającą super atmosferę. Z nim awansowaliśmy do półfinału Ligi Mistrzów. Dwaj utytułowani szkoleniowcy są dla mnie wzorami i nie zamierzam zmieniać swojego podejścia. Zresztą przeklinać i trzaskać drzwiami umie każdy, to pójście na łatwiznę. Ja swojego charakteru nie zmienię. Nie ma takiej potrzeby.

Pański dobry kontakt z zawodnikami nie przełożył się jednak na dobre wyniki w lidze?
Krzysztof WARZYCHA: - Miesiąc to za mało, aby ocenić moją robotę. Uważam, że my, jako sztab szkoleniowy, zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.

Leszek Dyja, były trener przygotowania fizycznego „Niebieskich” zarzucił, że zespół jest zajechany.
Krzysztof WARZYCHA: - Akurat zawodnicy GKS-u Katowice, w którym od niedawna Dyja pracuje, nie wyglądali za dobrze. W kluczowym meczu zespół przegrał z ostatnią drużyną w lidze, MKS Kluczbork 2:3, chociaż prowadził 2:0. W ten sposób drużyna pozbyła się szans na awans. Dlatego niech lepiej popatrzy na swój zespół.

Dyja stwierdził również, że jest zaskoczony tym, że Pan i pańscy współpracownicy nie przeprowadzili testów szybkościowych i wydolnościowych.
Krzysztof WARZYCHA: - Rozegraliśmy w miesiącu 7 spotkań i dlatego nie przeprowadziliśmy takich testów. Skupialiśmy się na jak najlepszym przygotowaniu drużyny do spotkań.

Grecki trener przygotowania fizycznego Giorgos Papalamporou nadal będzie pracował w Ruchu?
Krzysztof WARZYCHA: - On się zna na swojej robocie i wciąż mi pomaga. Rozmawialiśmy już na ten temat. Giorgos na kilka dni poleciał do Grecji, ma tam sprawy do załatwienia, między innymi chce przedłużyć urlop w szkole, gdzie jest zatrudniony jako nauczyciel wychowania fizycznego.

Czy jeszcze ktoś będzie wam pomagał w kwestii przygotowania fizycznego?
Krzysztof WARZYCHA: - Jestem po wstępnym rozmowach z Remigiuszem Rzepką i prawdopodobnie u niego przeprowadzimy testy wydolnościowe.

Jak będzie wyglądała kadra na przyszły sezon?
Krzysztof WARZYCHA: - Zakończyły się wypożyczenia Jarosława Niezgody, Eduardsa Visnakovsa, Milena Gamakowa. Kilku innym zawodnikom kończą się umowy. Dyrektor Krzysztof Ziętek jest w kontakcie z piłkarzami. Chcemy, aby część graczy została, ale wiadomo, że niektórzy z nich mają większe ambicje i chcą grać w ekstraklasie.

Z klubem żegna się Łukasz Surma.
Krzysztof WARZYCHA: -Wielki szacunek dla Łukasza, za to co zrobił przez te lata dla Ruchu. Myślałem nad tym, aby włączyć go do sztabu szkoleniowego, ale Łukasz powiedział, że chce jeszcze pograć. Muszę uszanować jego decyzję, a budując drużynę na I ligę trzeba patrzeć w przyszłość.

Na pewno budowanie drużyny utrudnia panu zakaz transferowy?
Krzysztof WARZYCHA: - Jest nałożony do 15 sierpnia, a okienko będzie otwarte do końca sierpnia. Liga wystartuje i nie będziemy mogli jeszcze korzystać z nowych graczy. Tak naprawdę szukamy piłkarzy na każdą pozycję, chociażby w ataku został nam jeden napastnik, Jakub Arak. Rozmawiałem już z kilkoma menedżerami, mają nam przysłać listę graczy, którzy są do wzięcia. Zanim przyjadą do nas na treningi, oczywiście dokładnie ich zweryfikujemy. Oglądałem także mecze rezerw i 4-5 graczy dołączy do kadry pierwszej drużyny.

Czy do zespołu dojdą jacyś piłkarze z Grecji?
Krzysztof WARZYCHA: - Nie mam zamiaru ściągać stamtąd zawodników.

Jeśli jednak Ruch nie otrzyma licencji na pierwszą ligę i wyląduje w IV, to...
Krzysztof WARZYCHA: - Nie opuszczę klubu. Nawet w IV lidze będę pracował przy Cichej dla chwały Ruchu. Wierzę jednak głęboko w to, że będziemy grali na zapleczu ekstraklasy.

Widać, że spadek bardzo podrażnił pańską ambicję?
Krzysztof WARZYCHA: - Byłem, jestem i będę „Niebieski”. Zawsze byłem ambitnym piłkarzem i takim także jestem trenerem.

 

Komentarze (6)

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Haha... : był, jest i będzie zawsze niebie..gle..spRytny..umysłowo.. :)))
Gucio... sam stwierdził :
"Akurat zawodnicy GKS-u Katowice, w którym """od niedawna""" Dyja pracuje, nie wyglądali za dobrze."
Jak można mieć pretensje o brak przygotowania zawodników przez trenera motorycznego który """od niedawna""" pracuje w nowym klubie ?
Guciu, sam z tego spadku tłumaczysz się, że w Ruchu pracujesz """od niedawna""". A innym wypominasz !!!
To się nazywa HIPOKRYZJA a jakiego koloru jesteś hipokrytą to nie ma żadnego znaczenia.
7 cze 21:52 | ocena:50%
Liczba głosów:6
50%
50%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ChapkaUżytkownik anonimowy
~Chapka
No photo~ChapkaUżytkownik anonimowy
do ~golus:
No photo~golusUżytkownik anonimowy
7 cze 18:28 użytkownik ~golus napisał
Ciekawe ile meczów GKSY widział :)
Nie ważne ile widział. Przykład przytoczył trafny.
7 cze 18:31 | ocena:60%
Liczba głosów:10
60%
40%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
Gucio nie kapujesz ze juz zostaleś sam bez druzyny?
9 cze 20:08
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii