Krzysztof Bizacki: „Niebiescy” wkrótce staną na nogi!

Puchar Polski. Strazak Mikolow - Reprezentacja Slaska Oldboyow . 23.09.2014
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

11 sezonów w GKS-ie i Sokole – a ponad 10 – w Ruchu. Niełatwo o lepszego łącznika futbolu tyskiego i chorzowskiego niż „Bizak”. – Stawiam na remis 1:1 – mówi nam 44-latek, który dopiero kilka miesięcy temu zawiesił piłkarskie buty na kołek.

Maciej GRYGIERCZYK: W czwartkowy wieczór serce będzie rozdarte?
Krzysztof BIZACKI: - Z pewnością, nie ma co tego ukrywać. Akurat wybieram się na mecz, więc będę na Cichej. Zobaczę dwie drużyny, w których spędziłem praktycznie po pół życia. Pokibicujemy…

Kto jest faworytem?
Krzysztof BIZACKI: - GKS. Trudno o inną odpowiedź, mimo że gra na wyjeździe. Chorzowianie na pewno się przed nim nie położą. To derby, więc spodziewam się, że – oklepane powiedzenie – czeka nas mecz walki, w którym zaważyć mogą indywidualne umiejętności, jeden błysk któregoś z zawodników. Stawiam, że wynik do samego końca będzie sprawą otwartą.

Zapytam przewrotnie, która z drużyn bardziej potrzebuje dziś punktów?
Krzysztof BIZACKI: - Oczywiście Ruch, ale Tychy zamierzają walczyć o awans. To sprawa postawiona jasno, choć nie wszyscy chcą o tym mówić otwarcie. Jeśli jednak wymienia się latem kilkunastu zawodników, kontraktuje tyle nowych twarzy, to wymagania muszą być. Ruchowi i GKS-owi przyświecają zgoła odmienne cele. Co prawda to dopiero runda jesienna i w tabelę nie ma za bardzo co patrzeć, ale wydaje mi się, że nikogo remis tu za bardzo interesować nie będzie. Jedni i drudzy powalczą o pełną pulę.

Kolejne pytanie, na które odpowiedź może zabrzmieć paradoksalnie: kto dotąd bardziej rozczarowuje?
Krzysztof BIZACKI: - To Ruch jest na dnie, ale… Po pierwszych dwóch kolejkach, w których GKS zwyciężał, oczekiwania były zupełnie inne. Mogę wypowiadać się o meczach w Tychach, bo na nich bywam. Z wyjazdów widzę tylko bramki, urywki, skróty w internecie. U siebie drużyna może aż tak bardzo nie zawodzi, bo punktuje, ale z pewnością stać ją na więcej. I więcej trzeba od niej wymagać. To poukładane miejsce, cała otoczka wręcz nakazuje obecność w górnej części tabeli, a na razie wygląda to inaczej. Trudno sobie wyobrazić, by w takim klubie, przy takich planach, walczyć o utrzymanie. Nawet te dotychczasowe wygrane były przepychane. Nic nie przychodziło lekko, spokojnie. Ze Stalą Mielec i Bytovią było po 1:0, z Podbeskidziem – szczęśliwy remis. Na wyjazdach GKS ostatnio ponosi „łatwe” porażki, w prosty sposób oddaje punkty, a u siebie się męczy. Oczywiście, z podstawowego składu z poprzedniego sezonu ostało się tylko kilku zawodników, trzech-czterech, ale to już ósma kolejka i nie wszystko można tym tłumaczyć.

Jak przyjął pan poniedziałkową wiadomość o zatrudnieniu w Chorzowie Juana Ramona Rochy?
Krzysztof BIZACKI: - Z czasem może ten zespół zaskoczy. Gdy jednak patrzę na skład, to połowy ludzi kompletnie nie kojarzę. Maciej Urbańczyk, kilku młodszych…A reszta – to zagadki, pewnie nie tylko dla mnie. Ruchu w tym sezonie na żywo nie widziałem ani razu. Tak naprawdę – tylko w telewizji, i to raz. Będę mądrzejszy w czwartek. Przykro mi, że „Guciowi” Warzysze tak ciężko szło. Nie pomogły mu zawirowania wokół klubu. Bardzo mi żal, bo to fajny człowiek. Otwarty, chętny do pomocy. Życzę mu najlepiej, jak tylko można – teraz już w roli drugiego trenera. Coś trzeba było poruszyć. Wymagania w Chorzowie są bardzo duże, multum kibiców Ruchu zna się na piłce świetnie. W przeszłości drużynę prowadzili Czesi, Słowacy, Węgrzy, ale trenera z Ameryki Południowej jeszcze nie było. Oby ten wstrząs przyniósł pozytywny skutek.

Wierzy pan, że Ruch jeszcze kiedyś wróci do ekstraklasy?
Krzysztof BIZACKI: - To jest do zrobienia. Na pewno! To klub z takimi tradycjami, tyloma kibicami, że nigdy nie upadnie. Jasno trzeba sobie powiedzieć, że w tym sezonie „Niebieskim” będzie bardzo trudno o utrzymanie w pierwszej lidze. No chyba, że w innych zespołach coś zimą „tąpnie”. Te rozgrywki są jednak dość solidne, więc jeśli startuje się z poziomu minus pięciu punktów, w siedmiu meczach odrabia się tylko trzy z nich, sześciokrotnie przegrywając, to – patrząc z boku – nie można być optymistą. Na szczęście wokół Ruchu nie brakuje ludzi z tym optymizmem. Jestem przekonany, że za rok, może za dwa lata, ten klub stanie na nogi.

Jak pan ze swojej kariery wspomina chorzowsko-tyskie starcia?
Krzysztof BIZACKI: - Grałem w takim meczu tylko raz. Przeciw Tychom. Wygraliśmy wtedy przy Cichej z Sokołem 3:0. Ponad 20 lat temu, w sezonie 1996/97. Pamiętam, że to był początek marca, niemalże zima. Wszystko białe. W którymś momencie sędziowie zarządzili, że trzeba odśnieżyć linie. Zaraz potem strzeliliśmy dwa gole i poszło. To były ostatnie tchnienia Sokoła. Już w przerwie zimowej nie układało się tam najlepiej. Właśnie wtedy przeszedłem z Tychów do Chorzowa. Po naszym meczu, kolejny Sokół oddał walkowerem, a potem wycofał się z ekstraklasy. Ani przedtem, ani potem w takich spotkaniach o punkty już nie brałem udziału, choć sparingów to graliśmy kilkanaście. Czy to w Tychach, czy Chorzowie.

Dziś – w wieku 44 lat – kopie pan jeszcze w piłkę?
Krzysztof BIZACKI: - Zawiesiłem buty na kołku. Już koniec. Spadek ZET-ki Tychy z „okręgówki” do A-klasy też miał na to wpływ. Powiedziałem sobie, że starczy i trzeba zająć się w soboty czymś innym niż granie. Jeszcze jestem wpisywany do protokołu, udzielam trenerskiej licencji, staram się bywać na meczach i pomagać, ale na treningi chodzę raz-dwa razy w tygodniu. Bo trochę poruszać się trzeba.

No to jak będzie w czwartek przy Cichej?
Krzysztof BIZACKI: - Odpowiem dyplomatycznie: sprawiedliwe 1:1.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
~zgredek
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
do ~Kibic:
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
14 wrz 14:30 użytkownik ~Kibic napisał
Klubik na glinianych nogach prędzej runie niż się utrzyma. O awansie nawet nie może być mowy.
prawda jest taka, że za dwa lata Zabrze jako pierwszy polski klub poważnie powalczy w Lidze Mistrzów, a te wszystkie GKSy, ruch i podbeskidzie to będzie zaplecze, jak Sosnowiec jest zapleczem Legii. Górny Śląsk musi mieć jeden silny klub i będzie to Górnik Zabrze
14 wrz 15:35 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
Klubik na glinianych nogach prędzej runie niż się utrzyma. O awansie nawet nie może być mowy.
14 wrz 14:30 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii